REKLAMA

Polski sadownik doi Unię

2015-04-16 05:01
publikacja
2015-04-16 05:01
Polski sadownik doi Unię
Polski sadownik doi Unię
/ thetaXstock

Mimo iż przez dziesięć lat na dopłaty do ekologicznych upraw sadowniczych i jagodowych wydano ponad 708 mln zł produkcja owoców nie wzrosła. Wręcz przeciwnie: wydajność upraw spadła z 15 do 1 t owoców na hektar. Za to aż ośmiokrotnie wzrosła powierzchnia upraw – najczęściej nieowocujących, bo dopłaty przyznawano do plantacji bez wymogu uzyskania plonów. Rolnicy sadzili więc drzewa po to, aby zdobyć fundusze, a nie zebrać plony.

Polski sadownik doi Unię
Polski sadownik doi Unię (thetaXstock)



W ciągu dziesięciu lat z dopłat do ekologicznych sadów i upraw jagodowych skorzystało ponad 14,5 tys. rolników. Pomoc była przyznawana w ramach Planu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2004 - 2006 oraz Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013. Mimo że już podczas pierwszych lat funkcjonowania dopłat widać było, że w żaden sposób nie ożywiają one wzrostu produkcji, to Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie zmieniło zasad ich przydzielania. Przed uruchomieniem Programu na lata 2007 - 2013 nadal nie uzależniono przyznania pieniędzy od wymogu uzyskania plonu. Dopiero w 2014 r., po dziesięciu latach wypłacania nieefektywnych dopłat, wprowadzono zapis najbardziej oczywisty - że dopłaty zależeć będą od uzyskanych plonów i otrzymają je tylko ci rolnicy, którzy wykażą i udokumentują zbiory, np. na podstawie faktur za sprzedaż owoców.

Sadzili sady - zbierali dopłaty

Ustalenia kontroli wskazują, że większość ekologicznych upraw sadowniczych i jagodowych założono w jednym celu: aby uzyskać dotacje. Kontrola NIK pokazała, jak działał ten mechanizm. Za ekologiczne uprawy sadownicze i jagodowe można było rocznie, w zależności od typu uprawy, otrzymać od 650 zł do 1800 zł za hektar, przy czym większość rolników korzystających z dopłat pobierała tę najwyższą stawkę. Kluczowym warunkiem uzyskania pomocy było prowadzenie upraw przez pięć lat. 
Rolnicy zakładali więc i przez pięć lat formalnie prowadzili uprawy. Jednak jak wykazała kontrola plantacje często były zaniedbane: sadzone w niekorzystnych warunkach (np. na podmokłych i słabych glebach), a z powodu braku ogrodzenia narażone na zniszczenie przez dzikie zwierzęta.

Kontrolerzy zwracają uwagę, że sady są inwestycjami wieloletnimi i wydają najwyższe plony dopiero po kilku, a nawet kilkunastu latach od posadzenia. Tymczasem tylko nieco ponad połowa (11 z 20) rolników pobierających dopłaty, u których Izba przeprowadziła oględziny uzyskało jakikolwiek plon. Pozostałych dziewięciu nie zebrało żadnych owoców ze swoich  pozornie prowadzonych, ale za to bardzo realnie dofinansowywanych, upraw ekologicznych. Z kolei tylko siedmiu rolników zadeklarowało, że po pięciu latach dopłat, nadal będą prowadzili uprawy. Pozostałych 13 zlikwidowało lub zamierzało zlikwidować uprawy w momencie, w którym przestaną otrzymywać dopłaty.
Dopłaty miały wspierać rolnictwo ekologiczne, tymczasem owoce ekologiczne sprzedawało zaledwie sześciu z 20 sprawdzonych rolników, a i to nie co roku. W żadnym z poddanych oględzinom gospodarstw, sprzedaż owoców ekologicznych nie miała charakteru stałego i dotyczyła bądź plonu z niektórych lat bądź tylko jego części. NIK oszacowała, że owoce ekologiczne sprzedawano tylko z 3-5 proc. powierzchni upraw, które sprawdzili kontrolerzy. Resztę owoców sprzedawano jako produkcję konwencjonalną.

ARiMR kontroluje - minister próbuje ratować sytuację

Jakość upraw objętych dopłatami kontrolowała losowo Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Raporty Agencji potwierdzały zły stan upraw i fakt, że rolnicy nie inwestowali w dotowane uprawy. Przede wszystkim zwracano uwagę na to, że w sadach sadzono zbyt małą liczbę drzew, a o te które były nie dbano odpowiednio. Nie wykonywano corocznych zabiegów pielęgnacyjnych, a produkcja była prowadzona niezgodnie z najlepszą wiedzą i kulturą rolną.

Po kontrolach Agencji, już w 2008 r. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi miało pierwsze sygnały, że program dopłat się nie sprawdza. Próbowano ratować sytuację, nakładając na rolników dodatkowe wymagania, dotyczące agrotechniki upraw. Określono na przykład jakość sadzonek oraz minimalną liczbę drzew, które należy posadzić. W rozporządzeniach Ministerstwa zwrócono także uwagę na to, że drzewa i krzewy muszą być ukorzenione i posiadać odpowiednią średnicę pnia. Podjęte działania nie przyniosły jednak rezultatów. Wydajność produkcji nadal spadała. Dopiero po dziesięciu latach realizacji wariantów sadowniczych i jagodowych przyznanie dopłat uzależniono od wartości najbardziej oczywistej - od uzyskania plonu.

Wnioski

W ocenie NIK producentom owoców ekologicznych potrzebne jest wsparcie w pierwszych latach od założenia upraw, kiedy jeszcze dochody z zebranych plonów nie pokrywają kosztów uprawy. W kolejnych latach dotacje powinny służyć jedynie wyrównywaniu różnic kosztów między produkcją konwencjonalną a ekologiczną.

Mając na uwadze powyższe, Najwyższa Izba Kontroli wnioskuje do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi o:

  • opracowanie i wdrożenie zasad udzielania pomocy finansowej oraz systemu kontroli, które będą sprzyjały produkcji owoców ekologicznych,
  • monitorowanie stanu produkcji owoców ekologicznych i wykorzystanie danych w celu dostosowania wsparcia tej produkcji zgodnie z potrzebami rynku.
Źródło:Najwyższa Izba Kontroli
Tematy
Konto Firmowe i Karta przez rok za bezwarunkowe 0 zł

Konto Firmowe i Karta przez rok za bezwarunkowe 0 zł

Advertisement

Komentarze (19)

dodaj komentarz
~Arti
Przecież to jest polityka radzieckich kołchozów
~anty_unijny_okupant
A Unia doi polskiego sadownika o wiele mocniej
~rtg
PLANTACJE ORZECHÓW WŁOSKICH TO JEST SPRAWA NIE DLA MINISTERSTWA ROLNICTWA TYLKO PROKURATUR !!!!!
~ja
ci "rolnicy" to raczej panowie z Wiejskiej i ich rodzinki.niewileka czesc prawdziwych rolnikow zna takie sztuczki.
~qww
zdziwiłbyś się... znam wiele przypadków jak legalnie odkupywano od chłopów ziemię za bezcen (początek tego wieku), by później raz w roku zaorać i wziąć dotacje od Unii.
~szefuf
"wydajność spadła ponad 20-krotnie" - cała Unia w kilku słowach...
~erererer
polacy mają mieć płacone za uprawe rzeczy nieopłacalnych albo koszenie trawy żeby nie chciało im sie uprawiać, w polsce dopłaca się do lenistwa i nieróbstwa, spójrzcie na te stypendia/dopłaty/dotacje one zawsze są przydzielane dla ludzi którzy nic nie robią a jak już ktoś koniecznie chce byc gospodarczy to dotacje polacy mają mieć płacone za uprawe rzeczy nieopłacalnych albo koszenie trawy żeby nie chciało im sie uprawiać, w polsce dopłaca się do lenistwa i nieróbstwa, spójrzcie na te stypendia/dopłaty/dotacje one zawsze są przydzielane dla ludzi którzy nic nie robią a jak już ktoś koniecznie chce byc gospodarczy to dotacje dostanie tylko na projekt który nie rozwija przemysłu polskiego tylko skutkuje transferem zysku z działalności firmy za granicę... czyli placówki handlu zagranicznymi usługami/montownie zagranicznych firm zagranicznych podzespołów.. jak się zastanawiałem kiedyś nad różnymi interesami to panie w urzędach delikatnie między wierszami sugerowały żebym się położył nic nie robił i nie myślał to spełnie kryteria na załapanie dotacji z unii...
~Rooo
Ato nie Pawlak miał plantacje orzechów????
Przecież zwykły rolnik nie dostanie dotacji bo sie skończyła:D Te "uprawy" to dal ekipy decydentów a nie ludzi....
~Biedak
Unię należy doić do ostatniego eurocenta!
~miro
żydowski brukowiec znowu pluje na polskiego rolnika, szechter niech załozy plantacje owoców to zobaczy ile mu sie zostyanie z tych dopłat

Powiązane: Dotacje unijne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki