REKLAMA

Polska służba zdrowia w liczbach

Robert Szklarz2017-10-31 06:00redaktor
publikacja
2017-10-31 06:00
fot. Maciej Jarzębiński / FORUM

Jednym z głównych postulatów protestu lekarzy rezydentów jest zwiększenie wydatków na zdrowie w Polsce. Głównym argumentem jest niedofinansowanie polskiej służby zdrowia. Sprawdzamy, czy rzeczywiście jest tak źle, jak mówią.

Według młodych lekarzy suma wydatków przeznaczonych na publiczną służbę zdrowia powinna wynosić około 6,8 proc. PKB, czyli przeszło 125 mld zł, co zbliżyłoby nas do średniej UE. To kwota wyższa o ponad 42 mld zł niż obecnie. Jest to kwota porównywalna z całym deficytem budżetowym zaplanowanym na 2018 r. Jej ogrom rodzi pytania, czy faktycznie zwiększenie wydatków na zdrowie jest konieczne.

Rzut oka na dane pokazuje, że obecna sytuacja nie jest najlepsza. Na publiczną służbę zdrowia przeznacza się w naszym kraju 4,5 proc. dochodu narodowego. To piąty najgorszy wynik w Unii Europejskiej. Gorsze od nas są tylko Rumunia, Litwa, Łotwa i Cypr. We wtorek rząd przyjął projekt zwiększający nakłady na ochronę zdrowia do 6 proc. PKB, ale dopiero w 2025 r.

Warto jednak zwrócić uwagę, że ostatni z wyżej wymienionych krajów nadrabia najwyższymi w UE nakładami na prywatną służbę zdrowia. Także Litwini relatywnie chętnie leczą się prywatnie, co oznacza, że pod względem ogólnych wydatków na zdrowie w relacji do PKB zajmujemy w Unii Europejskiej trzecie miejsce od końca.

/ tradingeconomics.com

Kiepski wynik na tle wysokorozwiniętych państw Europy Zachodniej nie dziwi, ale nie najlepiej wypadamy także na tle państw regionu o podobnym do Polski poziomie rozwoju. Więcej na zdrowie z publicznych środków przeznaczają chociażby Czesi (6,26 proc.), Słowacy (5,84 proc.) czy nawet Węgry (4,88 proc.).

Szpitalna wydajność

Biorąc pod uwagę nakłady przeznaczane na służbę zdrowia w Polsce, zapewnia ona pomoc zadziwiająco szerokiej rzeszy ludzi, przynajmniej jeśli liczyć tylko tych hospitalizowanych. Pod względem liczby łóżek w szpitalach przypadających na każde 100 tys. mieszkańców jesteśmy w europejskiej czołówce z wynikiem 663. To daje nam siódme miejsce w Unii Europejskiej, a lepsi pod tym względem są tylko Niemcy, Austriacy, Bułgarzy, Węgrzy, Litwini i Rumuni. Osobną kwestią pozostaje jakość opieki szpitalnej w Polsce i zdolność lekarzy do obsłużenia tak wielu pacjentów, którzy często niepotrzebnie wydłużają okres hospitalizacji.

/ Eurostat, dane za 2015 r.

Najmniej lekarzy w Europie

Choć nasze szpitale mają możliwość obsłużenia znacznej liczby pacjentów pod względem liczby łóżek, to brakuje lekarzy zdolnych ich leczyć. Pod tym względem dane są bezlitosne. Wynik 233 praktykujących lekarzy na 100 tys. mieszkańców plasuje nas na ostatnim miejscu w Unii Europejskiej. Do średniej unijnej wynoszącej 356 lekarzy na 100 tys. mieszkańców nie jest nam nawet blisko. 

Na braki kadrowe w polskiej służbie zdrowia zwracają uwagę także protestujący lekarze rezydenci. Ich zdaniem jest to główna przyczyna przepracowania medyków, którzy często pracują po ponad 350 godzin w miesiącu. Biorąc pod uwagę liczbę dostępnych łóżek w szpitalach, można uwierzyć, że liczba pacjentów przypadających na lekarza jest znaczna.

/ Eurostat, dane za rok 2015, oprócz Grecji (2014)

Długie kolejki, mało studentów

Jednym ze skutków niedoborów lekarzy są długie kolejki do specjalistów w publicznej służbie zdrowia. Jak wynika z danych Eurostatu, w 2015 r. potrzeby aż 4,2 proc. pacjentów w Polsce nie zostały zaspokojone z uwagi na długi czas oczekiwania w kolejce. Gorszy wynik w UE odnotowała jedynie Estonia, gdzie sytuacja uległa drastycznemu pogorszeniu po kryzysie finansowym.

/ Eurostat, dane za rok 2015

Do przyczyn tego stanu rzeczy należy m.in. zbyt mała liczba absolwentów studiów medycznych opuszczających mury polskich uczelni. W Polsce co roku jest to około 3,8 tys. osób, czyli niecałe 10 w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Mniej lekarzy od nas kształcą jedynie Bułgaria, mocno dotknięta przez kryzys Grecja oraz Luksemburg i Cypr, które w ogóle nie edukują medyków.

/ Eurostat, dane za rok 2013

Z tych danych wyłania się dość niepokojący obraz polskiej służby zdrowia. Rozwiązań tego stanu rzeczy jest kilka. W tym momencie wydaje się, że Polska zmierza drogą Bułgarii i Cypru, gdzie niedobory w publicznej służbie zdrowia są rekompensowane leczeniem prywatnym. Krótko mówiąc, kogo stać, ten unika długich kolejek i leczy się poza strukturami NFZ. Problem mają jedynie ci, których na leczenie prywatne nie stać.

Protestujący lekarze rezydenci proponują rozwiązanie oparte na dofinansowaniu publicznej służby zdrowia do poziomu, który zapewniłby mu zadowalającą wydajność. Dzięki temu lekarze w publicznych szpitalach mieliby środki na leczenie większej liczby pacjentów, a dzięki uruchomieniu większej liczby specjalizacji, przybyłoby lekarzy specjalistów. 

Taki scenariusz w krótkim terminie wydaje się jednak mało prawdopodobny. Planowany deficyt sektora finansów publicznych w Polsce na 2018 r. wynosi równowartość 2,7 proc. PKB, co oznacza, że sytuacja w budżecie jest bardzo napięta. Spełnienie postulatów lekarzy rezydentów jest możliwe jedynie w wyniku drastycznego wzrostu wydatków publicznych albo podniesienia składki zdrowotnej, co mogłoby jednak być decyzją niepopularną politycznie, bowiem odczulibyśmy ją wszyscy w naszych kieszeniach.

Źródło:
Robert Szklarz
Robert Szklarz
redaktor

Tematy
Otwórz Konto w aplikacji mobilnej GOmobile.

Otwórz Konto w aplikacji mobilnej GOmobile.

Advertisement

Komentarze (26)

dodaj komentarz
--__hubert__---__--__--__--__-
Cały system edukacji wymaga pilnej zmiany , z resztom nie tylko on.
1. Koniec z centralnym planowaniem systemu nauczania.
2. Uczymy zawodów potrzebnych w dużej ilości np. lekarzy , pracowników IT itp. ale na wysokim poziomie nie byle jak na sztukę.
3. Stawiamy na umiejętności, kreatywność , swobodę w nauczaniu
Cały system edukacji wymaga pilnej zmiany , z resztom nie tylko on.
1. Koniec z centralnym planowaniem systemu nauczania.
2. Uczymy zawodów potrzebnych w dużej ilości np. lekarzy , pracowników IT itp. ale na wysokim poziomie nie byle jak na sztukę.
3. Stawiamy na umiejętności, kreatywność , swobodę w nauczaniu nie na bezmyślne zapamiętywanie w celu zdania egzaminu.
4. Rozliczamy nauczycieli za wyniki , również w pracy z trudną młodzieżą.
5. Uczeń szkoły średniej powinie znać min dwa języki obce tak aby mógł swobodnie się komunikować.
Polskie szkoły w rankingach międzynarodowych wypadają słabo , nieliczne tylko mogą się czymś poszczycić - jacy nauczyciele taka edukacja.
6. Każdy pracownik sektora publicznego powinien zarabiać w widełkach od np .3 tys netto do 7 tys netto ( średnia krajowa ) oczywiście uwzględniając możliwości budżetu oraz staż pracy , stanowisko itp. Dzieląc np 7 % PKB na służbę zdrowia itp. , dzielimy po równo to co mamy - NIE ZADŁUŻAMY KRAJU .
7. Co roku + % podwyżki uwzględniając min. inflację .
8. ZWIĘKSZAMY liczbę pracujących np w służbie zdrowia , służbach mundurowych , służbach kontrolujących żywność itp, REDUKUJEMY liczbę ludzi za biurkami do minimum .
Dzisiaj wiele spraw można zorganizować tak aby dało się to załatwić online. .
9. Dbamy o to aby młodzi ludzie świadomie wybierali w przyszłości zawód, nie rozdmuchując sektora państwowego.
10. Brak solidnej współpracy biznes - uczelnie i szkoły to wynik braku zaangażowania i to na pewno nie ze strony biznesu.
Dziesięć punktów które mogły by zmienić obraz naszego kraju, ale nie z takimi politykami jak obecnie zasiadają na Wiejskiej.
rekin1986
Co do całego sektora publicznego powiem tak

Nie ma ludzi zdrowych są tylko nieprzebadani Zygmunt Freud

Nie ma ludzi niewinnych są tylko żle przesłuchani Feliks Dzierżyński

Dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf Andriej Wyszyński

Przy złych urzędnikach nie pomogą nawet najlepsze
Co do całego sektora publicznego powiem tak

Nie ma ludzi zdrowych są tylko nieprzebadani Zygmunt Freud

Nie ma ludzi niewinnych są tylko żle przesłuchani Feliks Dzierżyński

Dajcie mi człowieka a znajdę na niego paragraf Andriej Wyszyński

Przy złych urzędnikach nie pomogą nawet najlepsze przepisy Otto Von Bismarck

Tak w skrócie można opisać sektor publiczny nieważne w jakim kraju w Europie czy na świecie
grzechu_comeback
w TYM przypadku będzie jak z kastą sędziowską. Więcej kasy, w przypadku sędziów, b. wysoko w rankingu UE a kasa zmarnowana, bo przewlekłość spraw również góruje w rankingu UE.
fakty
To sędziwie tworzą prawo i procedury ? No popatrz, a ja myślałem, że to sejm jest władzą ustawodawczą, całe życie człowiek się uczy.
grzechu_comeback odpowiada fakty
jest takie wyjątkowe miejsce na świecie gdzie tak jest! SERIO! Nawet na poziomie trybunału konstytucyjnego! Czy np KRS. Postudiuj tamtejsze wyroki np w sprawie pijaka prezydenta-w sprawie jego wykształcenia, czy np w sprawie ubecji lub TW Bolka....To miejsce to Polska :)
abdank
W Polsce prawo wykonywania posiada 140 000 lekarzy, praktykuje 80 000. Reszta jest na emeryturze, wyjechala za granice, lub odeszla z zawodu.
zwiekszenie ilosci studentow nic nie da, jesli nie pojdzie za tym zmiana systemu szkolenia. W tym roku zaplanowane jest przez rzad PiS 2000 mniej miejsc szkoleniowych, niz studentow konczacych
W Polsce prawo wykonywania posiada 140 000 lekarzy, praktykuje 80 000. Reszta jest na emeryturze, wyjechala za granice, lub odeszla z zawodu.
zwiekszenie ilosci studentow nic nie da, jesli nie pojdzie za tym zmiana systemu szkolenia. W tym roku zaplanowane jest przez rzad PiS 2000 mniej miejsc szkoleniowych, niz studentow konczacych studia. Co roku powstaja ciraz to nowe ograniczenia do praktykowania dla osob bez specjalizacji.
Praktycznie nie ma mozliwosci zmiany specjalizacji przez osobe ktora sie w wybranej dziedzinie mimo zakonczonego procesu specjalizacyjnego nie znajdzie. Po Polsku oznacza to osobe, niekoniecznie niekompetentna, ale czesto osobe, ktora podpadla miejscowym purpuratom.
Co do ilosci lozek szpitalnych. Porownanie powinno zawierac ilosc lozek opieki dlugoterminowej, miejsc rehablitacyjnych, oraz mozliwosci rehablitacji stacjonarnej oraz opieki nad osobami starszymi.
Zaleganie pacjentow jest w duzek mierze wynikiem krytytcznego niedoboru takich w ochronie zdrowia.
_justus
Jestem żywym przykładem z miasta Szczecin. Ponad 40 lat płacenia na służbę zdrowia , prócz trzech porodów nic więcej nie otrzymałam. Choroby moje opłacałam prywatnie , bo po 1990 roku nigdy nie chciano załatwić mojego leczenia z ubezpieczenia a wpychano mnie na kontrole do specjalisty po upływie roku lub kilku lat Jestem żywym przykładem z miasta Szczecin. Ponad 40 lat płacenia na służbę zdrowia , prócz trzech porodów nic więcej nie otrzymałam. Choroby moje opłacałam prywatnie , bo po 1990 roku nigdy nie chciano załatwić mojego leczenia z ubezpieczenia a wpychano mnie na kontrole do specjalisty po upływie roku lub kilku lat w kolejki. Tomograf zaproponowano mi za 2,5 roku, prywatnie w szpitalu na Unii Lubelskiej od ręki koszt 300 zł . Nie ma i dziś szans , bo tak to wygląda , lecz się prywatnie , wówczas chętnie Cię obsłużą .
grzechu_comeback
Ja jestem żywym przykładem, który usłyszał: "dziecko musi zostać 1 dzień w szpitalu dłużej, bo nie dostaniemy zwrotu z NFZ". Nie było mowy o pozytywnym wpływie na zdrowie czy głębszej diagnostyce TYLKO kasa! Łóżko było zajęte dłużej, ktoś musiał czekać. obiło mi się o uszy, że "Unia Lubelska" Ja jestem żywym przykładem, który usłyszał: "dziecko musi zostać 1 dzień w szpitalu dłużej, bo nie dostaniemy zwrotu z NFZ". Nie było mowy o pozytywnym wpływie na zdrowie czy głębszej diagnostyce TYLKO kasa! Łóżko było zajęte dłużej, ktoś musiał czekać. obiło mi się o uszy, że "Unia Lubelska" prywatna nie jest. Mo że TU jest problem, w "sprytnej prywatyzacji", przecież "biznes w służbie zdrowia" miał być robiony i był robiony. Lekarstwem mafii ośmiorniczkowej miała być prywatyzacja. Lekarstwo nie protestowało.... Co wyszło każdy widzi.
pkc
dobre gumowanie rezydentów uleczy ich bolączki
grzechu_comeback
może lepiej "ścieżki zdrowia", bo to była podobno "pełna kultura", jak kwieciście opisywał swoje niewinne postępowanie pewien "generał"

Powiązane: Służba zdrowia pod kroplówką

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki