W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2021 r. w Polsce przybyło ponad 10,5 tys. aut zelektryfikowanych – o 179 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Znacznie wolniej rozwija się za to sieć ładowarek „elektryków”. Mamy ich blisko 30 razy mniej niż w Niemczech.
Zgodnie z danymi Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, na koniec sierpnia 2021 r. po polskich drogach jeździło 29 280 samochód zelektryfikowanych. Wśród nich blisko połowę (14 256 szt.) stanowiły auta w pełni elektryczne. W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2021 r. w bazie Centralnej Ewidencji Pojazdów przybyło 4387 „elektryków” – o 179 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Tyle jednak dane procentowe. Liczby na kolana już nie rzucają. Auta w pełni elektryczne stanowiły bowiem jedynie 1,4 proc. wszystkich rejestracji nowych aut dokonanych w Polsce od początku roku do końca sierpnia.
Jak wynika z danych PZPM i Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych, niska liczba „elektryków” na polskich drogach koreluje z dopiero raczkującym rozwojem sieci stacji ładowania. Miesięcznie w Polsce w 2021 r. oddawano bowiem do użytku średnio 33 stacje ładowania, a więc tylko nieco ponad jedną dziennie. Rozwój sieci nie nabrał więc rozpędu. Średnia dla 2020 r. wynosiła bowiem 0,97 stacji ładowania na dzień.
W sumie pod koniec sierpnia 2021 r. w Polsce funkcjonowało 1631 stacji ładowania aut elektrycznych. Oznacza to, że na jedną przypadało średnio niespełna dziewięć samochodów.
Tymczasem, zgodnie z danymi PKO Leasing, w Niemczech w tym samym czasie działało ok. 44 tys. stacji ładowania aut elektrycznych. Jak policzyli analitycy PKO Leasing, przy założeniu, że w Niemczech nie powstałaby już ani jedna stacja i przy zachowaniu obecnego tempa rozwoju polskiej sieci ładowarek, dogonilibyśmy naszych zachodnich sąsiadów za ok. 130 lat, mniej więcej w 2150 r.

























































