Tegoroczna pokojowa nagroda Nobla przypadła 44. prezydentowi Stanów Zjednoczonych Barackowi Obamie. Obama otrzymał nagrodę "za wyjątkowe starania by wzmocnić międzynarodową dyplomację i współpracę między ludźmi".
Barack Obama jest 3 urzędującym prezydentem USA, który dostał Pokojowego Nobla. Pierwszym był Theodore Roosevelt, który otrzymał tę nagrodę w 1906 roku, a drugim Woodrow Wilson w 1919. Pokojowym Noblem został też nagrodzony Jimmy Carter, ale dopiero 21 lat po opuszczeniu Białego Domu.
Komitet noblowski docenił pracę Baracka Obamy nad wizją świata bez broni nuklearnej. "Obama, jako prezydent Stanów Zjednoczonych stworzył nowy klimat w polityce międzynarodowej. Dialog i negocjacje stały się preferowanym sposobem rozwiązywania nawet najtrudniejszych konfliktów światowych."
Komitet podpisuje się pod apelem Obamy: "Teraz przyszedł dla nas wszystkich czas, by wspólnie przyjąć odpowiedzialność za globalne wyzwania".
Obama wzywa ONZ do "globalnej odpowiedzialności"
Przez 108 lat norweski komitet noblowski starał się wspierać taką postawę w międzynarodowej polityce, której Obama jest światowym rzecznikiem. Bardzo rzadko zdarza się, że jedna osoba zdobywa uwagę całego świata i daje ludziom nadzieję na lepszą przyszłość. Warto dodać, że laureat nagrody Nobla otrzyma medal oraz 1,4 miliona dolarów.
Amerykanista prof. Krzysztof Michałek w rozmowie z Polskim Radiem nie krył zaskoczenia decyzją Komitetu. "Jako sympatyk Obamy uważam, że w tej chwili nie zasługuje on na Pokojową Nagrodę Nobla. Nigdy nie wpadło mi do głowy, że przed zakończeniem pierwszego roku prezydentury, bez żadnych spektakularnych działań, mógłby dostać Nobla. Jest to deprecjonowanie znaczenia tej nagrody" - dodał prof. Michałek.
Politolog i amerykanista dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas także jest zaskoczony dzisiejszą decyzją.
Jego zdaniem Nagroda Nobla powinna być przyznawana za osiągnięcia, a nie zamiary. Dr Kostrzewa-Zorbas dziwi się decyzją komitetu tym bardziej, że zamiary prezydenta USA wyglądają jego zdaniem na "marzycielstwo i idealizm oderwany od rzeczywistości".
Amerykanista i politolog dodaje, że na miejscu komitetu Pokojowej Nagrody Nobla zastanawiał by się nad przyznaniem nagrody amerykańskiemu prezydentowi po upływie kadencji. Podkreśla także, że znaczenie Pokojowej Nagrody Nobla spada za każdym razem, gdy przyznawana jest ona za słowa a nie czyny.
Przyznanie nagrody Nobla dla Baracka Obamy to nieporozumienie - uważa amerykanista profesor Zbigniew Lewicki. Decyzja Norweskiego Komitetu Noblowskiego w Oslo została przyjęta w milczeniu przez tłum zaskoczonych dziennikarzy.
Zbigniew Lewicki uważa, że cały świat śmieje się z tej decyzji i jest nią zaskoczony. Jak podkreśla, Barack Obama nie powinien otrzymać nagrody Nobla tylko za to, że jest pierwszym czarnoskórym prezydentem USA.
Amerykanista podkreśla, że wręczenie pokojowej nagrody Nobla dla prezydenta kraju, który ma przed sobą wiele militarnych wyzwań, ośmiesza komitet noblowski i obniża rangę nagrody.
Norweski Komitet Noblowski w uzasadnieniu podkreślił zamiary Obamy prowadzenia dialogi z państwami islamskimi, realizacji redukcji broni jądrowej i umocnienia roli dyplomatycznych działań w polityce międzynarodowej. Amerykanista ocenia, że jury kierowało się "niemądrą" poprawnością polityczną.



























































