REKLAMA

Oto pomysły PiS-u na gospodarkę

2015-07-03 22:21
publikacja
2015-07-03 22:21
Oto pomysły PiS-u na gospodarkę
Oto pomysły PiS-u na gospodarkę
fot. Jan Graczynski / / EastNews

Łączne koszty wprowadzenia propozycji PiS to kwota 39 mld zł - powiedziała w sobotę Beata Szydło, wiceprezes PiS, kandydatka tej partii na premiera. Dodała, że wzrost gospodarczy powinien być oparty o inwestycje. Zapowiedziała również obniżkę VAT do 22 proc.

(fot. Dominik Gajda/REPORTER / EastNews)

Premier Ewa Kopacz skomentowała budżet tych propozycji jako niespinający się z rzeczywistością.

"Powiedzieliśmy, że naszym priorytetem jest program rodzinny, czyli 500 zł na drugie i kolejne dziecko. Druga propozycja dotyczyła podniesienia kwoty wolnej od podatku, a trzecia to obniżenie wieku emerytalnego. Mamy pięć sposobów w jaki sposób chcemy to zrealizować" - powiedziała Szydło podczas konwencji w Katowicach.

"Mówiono nam, że wprowadzenie programu rodzinnego czyli 500 zł na każde drugie i kolejne dziecko, będzie kosztować 50 mld zł, a według naszych wyliczeń będzie to 22 mld zł. Przy kwocie wolnej od podatku zarzucano nam, że będzie to kosztować 20 mld zł, a z naszych szacunków wynika, że uszczupli to przychody z VAT o 7 mld zł. Obniżka wieku emerytalnego to koszt 10 mld zł, a nie 20 mld zł jak nam zarzucano. Tak więc łączny koszt naszych propozycji to 39 mld zł" - dodała.

Szydło powiedziała, że PiS zdiagnozował źródła finansowania powyższych propozycji, które wygenerują łączną kwotę 73 mld zł.

"Przychody z podatku VAT, które zostaną wygenerowane przez te 39 mld zł, dadzą nam około 9 mld zł. Kolejna kwestia, czyli uszczelnienie systemu podatkowego, z tego tytułu za czasów PO straciliśmy 3,1 proc. PKB, a więc ok 52 mld zł. Z zahamowania wyprowadzania podatków do rajów podatkowych uzyskamy 4 mld zł, z opodatkowania sklepów wielkopowierzchniowych 3 mld zł, a podatek bankowy przyniesie kolejne 5 mld zł" - powiedziała Szydło.

"Łącznie, podliczając te źródła, mamy kwotę 73 mld zł. Łączny koszt naszych propozycji to 39 mld zł, tak więc zostaną nam środki na inne dobre przedsięwzięcia" - dodała.

Co to za projekty?

Pomysły na zmiany padają od rana podczas drugiego dnia konwencji PiS i partii prawicowych w Katowicach.

Likwidacja NFZ

Likwidacja NFZ, dostępna dla wszystkich podstawowa opieka zdrowotna oraz przywrócenie gabinetów lekarskich w szkołach - to pomysły na poprawę jakości systemu ochrony zdrowia, które przedstawiła w sobotę na konwencji PiS Beata Szydło.

"Jednym z problemów jest opieka zdrowotna. Ludzie martwią się o to, że z jednej strony nie stać ich na wykup leków, ale z drugiej strony na to, że nie będzie szansy na to by dostać się do lekarza specjalisty, a nie stać ich żeby pójść do gabinetu prywatnego" - oceniła kandydatka PiS na premiera.

Dodała, że obecny system służby zdrowia jest krytykowany m.in. przez wielu lekarzy, którzy "chcą leczyć, a muszą zajmować się biurokracją". Podkreśliła, że nie jest normalnym to, że pielęgniarki muszą strajkować, po to by otrzymać należne wynagrodzenie.

"Na pewno trzeba zlikwidować NFZ, na pewno służba zdrowia - ta podstawowa - musi być dostępna dla każdego. Mówimy o tym, że muszą być tanie leki, musi być dostępność do lekarza. Przede wszystkim - trzeba zrobić coś co postulujemy już od dłuższego czasu, czyli przywrócenie medycyny szkolnej. W Polsce dzieci muszą mieć na prawdę dobrą opiekę medyczną" - mówiła Szydło.

Mieszkania na wynajem

Na terenach dostarczanych bezpłatnie przez państwo będą budowane mieszkania pod wynajem; w ramach czynszu będzie rozłożona na długi okres spłata kredytu - podkreśliła w sobotę podczas konwencji PiS w Katowicach kandydatka na premiera tej partii Beata Szydło.

"Ważny zadaniem, które chcemy podjąć jest budowa mieszkań - nasz program mieszkaniowy. Mamy dwa cele - po pierwsze, żeby ludzie mieli szanse na własne, tanie mieszkania, a z drugiej strony (...) pobudzenie budownictwa" - powiedziała.

Jak wyjaśniła, zgodnie z tym programem na terenach dostarczanych bezpłatnie przez państwo będą budowane mieszkania pod wynajem. "W ramach czynszu będzie rozłożona na długi okres spłata kredytu" - wyjaśniła.

Dodała, że budową zajęłyby się spółki specjalne tworzone przez samorządy. "Bierzemy też pod uwagę możliwość finansowania przez państwo części odsetek przy spłacie kredytu" - powiedział.

Konkurencyjne warunki dla Polskich firm

Obowiązkiem państwa jest stworzyć takie warunki polskim firmom, by miały one szansę konkurowania z firmami zagranicznymi - powiedziała Beata Szydło w sobotę podczas konwencji w Katowicach. Jak zaznaczyła, polskie kopalnie mogą być rentowne, a w polskich stoczniach można budować statki.

Szydło zaznaczyła, że jesteśmy szóstym pod względem potencjału krajem Unii Europejskiej. "Nasza gospodarka nadal przypomina swoją strukturą gospodarki państw małych i zależnych" - oceniła jednak wiceprezes PiS. Przyznała, że statystyki są ważne, ale "nie można ulegać złudzeniom". Według niej, nie wszyscy w Polsce ten wzrost gospodarczy odczuwają.

"Musimy doprowadzić do tego, żeby z naszego wzrostu korzystało jak najwięcej naszych obywateli, żeby mieli szansę korzystania wszyscy, a nie tylko 10 proc. społeczeństwa, tak jak to teraz wychodzi" - zaznaczyła Szydło.

Podkreśliła, że paradoks polskiego wzrostu gospodarczego polega na tym, że nie przekłada się on na kieszeń zwykłego Polaka.

Szydło powiedziała, że dwie trzecie naszego eksportu wypracowują firmy będące własnością kapitału zagranicznego. Zaznaczyła, że ponad 60 proc. naszego sektora bankowego należy do międzynarodowych grup kapitałowych. "Ponad połowa tego, co statystycznie nazywa się przemysłem przetwórczym, ma swoje centra decyzyjne poza granicami Polski" - powiedziała i zaznaczyła: "Musimy stworzyć warunki równowagi. Zagraniczne firmy muszą u nas dawać miejsca pracy, dawać perspektywę i stabilizację. Budować to, co dla Polski jest teraz najważniejsze - polską perspektywę gospodarczą. (Ale) polskie firmy mają mieć szansę konkurowania z zagranicznymi, to obowiązek państwa stworzyć takie warunki".

Wiceprezes PiS podkreślała, że polskie kopalnie mogą być rentowne, w polskich stoczniach można budować statki, zamiast włoskiego pociągu można kupować polską Pesę, zamiast chińskich autobusów polskie Solarisy. Celem powinno być budowanie polskiej marki - zaznaczyła.

"Ostatnie 8 lat to ciągłe mówienie Polakom: +nie da się, nie można tego zrobić, to jest niemożliwe+. To ograniczanie się na naciski różnego rodzaju lobby, grup nacisków czy też wyborcze oczekiwania. Tylko wtedy władza zrywa się i podejmuje jakieś działania. Ale to są działania doraźne - tak jak tutaj na Śląsku. Przyjeżdża rząd, organizuje posiedzenie i przyjmuje program dla Śląska, a jednocześnie na Budryku 400 osób dostaje wypowiedzenia z pracy. To jest program dla Śląska?" - pytała.

Dodała, że każdy region Polski będzie miał "takie same szanse" i lokalne władze będą decydowały, jaką politykę rozwoju będą prowadzić w oparciu o szanse, które stworzy im państwo.

Polska potrzebuje polskiego przemysłu i polskiej waluty

Chcemy budować polski przemysł; to nie są mrzonki, to jest nam potrzebne - mówiła kandydatka PiS na premiera Beata Szydło podczas sobotniej konwencji programowej PiS. Zapowiedziała także, że nie wprowadzi euro, dopóki Polacy nie będą zarabiali tyle, ile mieszkańcy starej UE.

"Chcemy budować polski przemysł. Chcemy, żeby polskie kopalnie były rentowne i by wydobywano w nich węgiel, ale również, żeby wprowadzano nowe technologie węglowe. Chcemy, żeby polskie stocznie zaczęły budować statki. To nie są mrzonki, bo to dziś jest nam po prostu potrzebne. Polska potrzebuje polskiego przemysłu, polskiej produkcji" - mówiła w Katowicach kandydatka PiS na urząd premiera Beata Szydło.

Określiła też siedem obszarów strategicznych swojego programu gospodarczego. Są to: infrastruktura, budownictwo mieszkaniowe, rolnictwo, energetyka, zaplecze badawczo-rozwojowe, w tym informatyka; gospodarka morska oraz małe i średnie przedsiębiorstwa.

Szydło zadeklarowała również, że nie wprowadzi Polski do strefy euro, dopóki nie zaistnieją do tego odpowiednie warunki. "Chcę bardzo jasno postawić sprawę polskiej waluty. Złotówka dobrze służy rozwojowi naszego kraju. Póki Polacy nie będą zarabiali tyle, ile zarabia się w państwach tzw. starej Unii, my nie wprowadzimy Polski do strefy euro" - zapowiedziała.

Obniżka VAT do 22 proc. i CIT dla sektora MŚP

Beata Szydło powiedziała, że intencją PiS jest również obniżka głównej stawki VAT do 22 proc. i CIT dla małych i średnich przedsiębiorstw do 15 proc.

"Chcemy wprowadzić nowe prawo podatkowe oparte o zasadę trzech P: przejrzystość, prorozwojowe, przejrzyste i proste. Planujemy obniżkę VAT do 22 proc. () Wprowadzimy 15 proc. podatek CIT dla małych i średnich przedsiębiorstw zatrudniających co najmniej 3 osoby na umowę o pracę" - powiedziała.

"Planujemy również opodatkowanie sklepów wielkopowierzchniowych i banków, o czym wcześniej już wspomniałam" - dodała.

Euro w Polsce dopiero po wyrównaniu zarobków ze starą UE

Kandydatka PiS na premiera podtrzymała, że PiS nie wprowadzi Polski do strefy euro póki zarobki w Polsce nie będą zbliżone do średniej "starej" UE.

"W przewidywalnej przyszłości złotówka dobrze służy polskiemu rozwojowi. Dlatego, trzeba wyraźnie przeciąć spekulacje dotyczące wprowadzenia Polski do strefy euro. Póki Polacy nie będą mieli zarobków na poziomie średniej starej unii, my nie wprowadzimy Polski do strefy euro" - powiedziała.

Udział inwestycji w PKB powinien wzrosnąć

Zdaniem kandydatki PiS na premiera państwo powinno wspierać wzrost inwestycji tak, aby wzrósł ich udział i rola we wzroście gospodarczym.

"Musimy wyrwać z Polskę z pułapki średniego dochodu, czyli zamiast niskich kosztów pracy otwarcie na inwestycje - krajowe i zagraniczne. () Musimy uzyskać dynamikę związaną z innowacyjnością, z gospodarką opartą na wiedzy. Trzeba znacznie zwiększyć udział inwestycji w PKB" - powiedziała.

"Proponujemy zatem system gospodarczy oparty na inwestowaniu. Chcemy wykorzystać środki europejskie, nadpłynność banków, premiowanie inwestowania przez prywatnych przedsiębiorców. Chcemy zastosować nowoczesne mechanizmy, jak system LTRO, aby w ten sposób uzyskać od 160 do 220 mld zł oraz zwiększyć możliwości gwarancyjne BGK o kolejne 65-100 mld zł" - dodała.

W ocenie Szydło inwestycje na rzecz wzrostu powinny również być wspierane poprzez przekształcenia w PIR oraz utworzenie funduszy inwestycyjnych przez spółki Skarbu Państwa.

"Polskie Inwestycje Rozwojowe chcemy przekształcić w Inwestycje Polskie, tak ma się nazywać spółka, która nie spełnia obecnie nadziei. () Kolejną kwestią są fundusze inwestycyjne tworzone przez spółki Skarbu Państwa" - powiedziała.

"Taki model zastosowano m.in. w Niemczech, we Francji, w Norwegii, chodzi tutaj o zamknięte fundusze inwestycyjne. Rocznie wprowadzono by do niego mniej więcej 6-9 mld zł, czyli około 25 proc. zysków największych polskich spółek, co powinno dać, wraz z kredytami, możliwości inwestycyjne między 75 a 100 mld zł" - dodała.

Szydło dodała, że PiS planuje wprowadzić program budowy mieszkań, który ma dać szanse na tanie mieszkania, a jednocześnie dać pozytywny impuls dla gospodarki.

Większa rola polskich przedsiębiorstw i banków

Szydło powiedziała ponadto, że powinna wzrosnąć rola polskiego przemysłu.

"Polskie kopalnie mogą być rentowne, w polskich stoczniach można budować statki, zamiast włoskich pociągów można kupować pociągi polskiej Pesy, a zamiast chińskich autobusów polskie Solarisy. () To powinien być nasz cel - budowa polskiej marki" - powiedziała.

Dodała, że sektor małych i średnich przedsiębiorstw powinien uzyskać preferencje w procesie pozyskiwania zamówień publicznych.

"Około 40 proc. zamówień publicznych powinno trafiać do sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Powinna być bezwzględna, wymagana przez prawo, preferencja tych przedsiębiorstw w zamówieniach samorządowych" - powiedziała.

PiS chce ponadto, aby spadł udział zagranicznych właścicieli w polskim sektorze bankowym.

"Polskie banki - chcemy doprowadzić do udomowienia banków. Chcemy zmienić sytuację, w której tylko 40 proc. banków znajduje się w Polskich rękach. Chcemy, żeby ta proporcja się zmieniła" - powiedziała Szydło.

Konwencja PiS: systemowo uregulować problem frankowiczów

O zagrożeniach stojących przed systemem finansowym oraz potrzebie uregulowania problemu tzw. frankowiczów mówili w sobotę w Katowicach uczestnicy konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości oraz ugrupowań z PiS współpracujących.

Ochrona klientów banków była tematem jednego z paneli zorganizowanych w drugim dniu trwającej od piątku trzydniowej konwencji. Występowali na nim parlamentarzyści PiS, przedstawiciele zajmujących się tematem organizacji oraz m.in. prezes Związku Banków Polskich.

Główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK Janusz Szewczak przekonywał, że kwestia stabilności systemu finansowego to dzisiaj jeden z głównych problemów, którego uregulowanie będzie wymagało wielkiej odwagi. Państwo polskie nie ma żadnej koncepcji, żadnej polityki wobec rynku finansowego, rynku bankowego w Polsce - poza eliminacją z tego rynku konkurencji, tej polskiej najczęściej, podporządkowanej kalendarzowi wyborczemu - uznał Szewczak.

Te instytucje, które tu funkcjonują, te instytucje nadzoru, zwłaszcza KNF, są absolutnym państwem w państwie właściwie poza wszelką kontrolą. I w mojej ocenie dbają głównie o interesy lobby lichwiarsko-bankowego, (...) zdominowanego przez kapitał zagraniczny - dodał główny ekonomista Kasy Krajowej SKOK.

Zdiagnozował też, że nie istnieje od 25 lat, a szczególnie od 8 lat, za rządów PO, PSL, ochrona interesów państwa polskiego, nie mówiąc o zwykłych ciułaczach. Uzasadnił ten wniosek przykładami kredytów frankowych (banki okazały się kasynem z dowolnym regulaminem), dodając także, że przez półtrora roku pod nadzorem KNF pozwolono okradać spółdzielców SKOK Wołomin na gigantyczne kwoty przez zorganizowaną grupę przestępczą składającą się z oficerów WSI i mafię.

W tej stajni Augiasza trzeba będzie bardzo dużo posprzątać - ocenił Szewczak. Wyraził też opinię, że stabilność sektora finansowego, sektora bankowego w Polsce wisi wyłącznie na pieniądzach polskich ciułaczy. Ta sprawa musi być szybko rozwiązana - uznał.

Jerzy Bielewicz ze stowarzyszenia Sprawiedliwe państwo - przejrzysty rynek mówił m.in. o napiętej sytuacji w europejskim systemie bankowym wobec np. niepowodzenia planów restrukturyzacyjnych dużych instytucji. Mamy do czynienia z olbrzymim ryzykiem w systemie finansowym - wskazał. Uznał też, że w sektorze bankowym jest źle, bo problem kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego to ryzyko olbrzymie i systemowe.

Bielewicz zwracał też uwagę na niewdrożenie w przeszłości przez Polskę europejskiej dyrektywy MiFID, która mogła uratować polskich przedsiębiorców od opcji walutowych, a także, obecnie, kolejnych dyrektyw - m.in. chroniącej klientów banków zaciągających kredyty hipoteczne (bo idzie w poprzek interesom banków) oraz o restrukturyzacji, upadłości lub likwidacji banków. Ryzyko systemowe w sektorze bankowym narasta - mamy Grecję, Ukrainę, ten frank czy obce waluty mogą podskoczyć nawet o kilkadziesiąt procent - przestrzegł.

Maciej Pawlicki ze stowarzyszenia Stop bankowemu bezprawiu diagnozował m.in., że banki w Polsce zorganizowały precyzyjnie zaplanowane pułapki dla swoich klientów, czemu - według niego - państwo przygląda się biernie. Uznał też, że oszukani przez banki to ludzie, którzy uwierzyli III RP, uwierzyli, że u nas jest normalne państwo, że w aptekach sprzedają normalne leki, a w bankach normalne, strzeżone przez instytucje państwa produkty. Oni się na tym strasznie zawiedli - dodał.

Prof. Witold Modzelewski z Uniwersytetu Warszawskiego m.in. skrytykował udział ekonomistów i bankowców - jako przedstawicieli instytucji zaufania publicznego - w debacie politycznej. Ocenił, że problem dotyczący toksycznych instrumentów finansowych musi być rozwiązany ustawowo, np. poprzez nowelizację ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (w procedurze administracyjnej, gdzie prezes UOKiK wydawałby decyzje eliminujące z ogólnych warunków umów, w tym umów w tym zakresie, klauzule abuzywne).

Uznał też za konieczną ustawę szczególną regulującą ten konkretny problem (na podobieństwo przedwojennego rozporządzenia - z mocą ustawy - prezydenta Mościckiego dotyczącego kredytów dolarowych). W świecie ładu moralnego to skrzywdzeni mają rację - uznał Modzelewski dodając, że banki tracą nie rozwiązując istniejącego problemu.

Poseł Wiesław Jańczyk zaakcentował, że musi być położona tama łupieniu klientów. Postulował zapewnienie obywatelom dostępu do obiektywnego doradztwa finansowego, zapewnienie produktów finansowych o skończonym zabezpieczeniu, a także, aby Polska domagała się w ramach UE standaryzacji umów na usługi finansowe (argumentował, że marże są trzykrotnie wyższe w Polsce niż w większości innych krajów europejskich).

Jańczyk wskazał też, że nadzór finansowy powinien obejmować całość umów cywilnoprawnych o charakterze finansowym. Jego zdaniem ponadto klienci kredytów hipotecznych powinni mieć możliwość dwu- trzykrotnych wakacji kredytowych. "To uchroniłoby tysiące klientów przed dramatem" - ocenił.

Adwokat Jacek Czabański oświadczył, że przygotował przekazany już radzie programowej PiS projekt ustawy szczególnej, który kompleksowo rozwiązuje problem kredytów frankowych. Jak mówił, jednym z założeń jest to, że płaci ten, który jest odpowiedzialny, czyli ten bank, który udzielił złego, sprzecznego z prawem kredytu. Po drugie przywracamy zgodność zapisów danej umowy kredytowej z prawem, czyli eliminujemy wszystkie klauzule abuzywne. Po trzecie rozkładamy równomiernie ryzyko - w tym projekcie założyłem 30-procentowe ryzyko, jako akceptowalne () - za które odpowiada kredytobiorca - opisywał Czabański.

Poseł Tadeusz Dziuba przypomniał natomiast projekt ustawy antylichwiarskiej, który - jak mówił - został złożony w Sejmie ponad dwa lata temu. Wskazał, że w umowach kredytowych konieczne jest ograniczenie tzw. kosztów pozaodsetkowych (najważniejsza ustawowa definicja tych kosztów). Proponowaliśmy wprowadzenie limitu sterowanego dwoma parametrami - niezależnym od czasu i zależnym od czasu - na poziomie 44 proc. w skali roku - zaznaczył Dziuba.

Poseł ocenił również, że konieczne jest wyposażenie pożyczkobiorców w: sankcję kredytu darmowego, czyli możliwość zwrotu kredytu bez odsetek i kosztów, jeśli kredytodawca naruszy ustawę, a także możliwość bezkosztowego odstąpienia konsumenta od umowy, o ile pożyczkodawca nie wykona obowiązków. Przypomniał przy tym, że projekt przewidywał sankcje karne w postaci grzywny i aresztu.

Prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz za niepotrzebne uznał przyrównywanie bankowości polskiej do greckiej czy hiszpańskiej. Akcentował, że dzięki wysiłkom wielu osób polska bankowość jest w dobrej kondycji. Ocenił, że część wypowiedzi podczas panelu nie ma potwierdzenia. Zaakcentował, że polskie banki mają zaufanie społeczne sięgające 70 proc.

Polska bankowość wykonuje ok. 5 mld rocznie operacji - zbiera (...) wysoki poziom depozytów, również udziela każdego roku ok. 11 mln sztuk kredytów, m.in. 140 mld inwestycji unijnych zostało zrealizowanych przy udziale środków zmobilizowanych przez polską bankowość. Podkreślił, też, że jest ona nieźle skapitalizowana - zbudowała z klientami 142 mld zł funduszy. To my, Polacy, zbudowaliśmy () Bankowy Fundusz Gwarancyjny - argumentował prezes Związku Banków Polskich.

Przekonywał też, klienci nie muszą obawiać się polskich banków - muszą obawiać się fałszywych doradców i fałszywych czasami przyjaciół. Podkreślił, że bankowość ma doświadczenia, jak rozwiązywać problemy np. ze spłatą kredytów. Jeśli macie państwo problemy - proszę monitorować, co banki ogłaszają i siadać z bankami do rozmów - apelował Pietraszkiewicz. To, co nam potrzebne, to edukacja społeczeństwa: finansowa, ekonomiczna () ale także edukacja polityków i sprawujących nadzór - skonkludował.

Drugi dzień konwencji PiS: bardziej przejrzyste podatki i ułatwienia dla małych firm

Zapowiedzi zwiększenia przejrzystości systemu podatkowego, a także szeregu ułatwień dla przedsiębiorców padły w sobotę podczas konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości oraz ugrupowań z PiS współpracujących.

Mówili o tym uczestnicy panelu nt. systemu podatkowego zorganizowanego w sobotę w Katowicach, drugim dniu trwającej od piątku trzydniowej konwencji. Występowali na nim m.in. współpracujący z PiS specjaliści.

Mówiący o nowych rozwiązaniach dla systemu podatkowego prof. Konrad Raczkowski akcentował m.in., że pod względem sprawności tego systemu Polska zajmuje trzecie miejsce od końca w UE. Duża administracja nie potrafi sobie poradzić ze ściąganiem podatków, a jednocześnie karze przedsiębiorców działaniem w złej wierze czy wszczyna postępowania kontrolne, które toczą się latami w sądach często doprowadzając do upadku prowadzone firmy - diagnozował

Raczkowski podkreślił, że de facto nie mamy w Polsce wysokich podatków. Pytanie, jak zoptymalizować bez ich podnoszenia strukturę dochodów budżetu państwa poprzez bardziej efektywny model zarówno samonaliczenia ze strony przedsiębiorców, żeby oni wiedzieli jak to robić, nie popełniali błędów i administracja im w tym pomagała; z drugiej żeby aparat państwa pomagał w poprawie konkurencyjnej gospodarki poprzez chronienie uczciwych podatników, którzy płacą podatki i nie godzą się na wchodzenie do szarej strefy - uznał.

Odpowiadając na to pytanie wskazał, że należy zacząć od reformy - z jednej strony finansów publicznych, z drugiej administracji danin publicznych.

Wśród nowych rozwiązań podatkowych wymienił: podniesienie kwoty wolnej od podatku (z niecałych 3,1 tys. zł do 8 tys. zł - to koszt, ale można zbilansować,) wprowadzenie podatków od instytucji finansowych (na poziomie liczonym od aktywów i specyfiki ich działalności rzędu 0,15-0,25 proc.; co dawałoby wpływy 7-8 mld zł), a także podatku od dużych (z obrotami pow. 1 mld zł) zagranicznych sieci detalicznych (na poziomie 0,5-2 proc. w zależności od obrotu). Jego zdaniem obecne stawki podatku PIT powinny pozostać bez z mian.

Aby uszczelnić sięgającą prawie 149 mld zł lukę podatkową zdaniem Raczkowskiego należałoby docelowo wprowadzić tzw. rozdzieloną płatność w VAT (tzw. speed payment), co zajęłoby ok. 2 lat ze względu na specyfikę UE.

VAT jest towarem. Wyłudzenia VAT są mniej więcej na poziomie 90 mld zł rocznie. To dużo. Proponujemy wprowadzenie rozdzielonej płatności, dzięki czemu potrzeby pożyczkowe państwa i bilansowanie budżetu odbywałoby się w czasie rzeczywistym. Podatnik, czyli sprzedawca, otrzymywałby kwotę netto, a sam podatek wędrowałby bezpośrednio poprzez system bankowy do urzędu skarbowego. Od strony przedsiębiorcy nie byłoby żadnych uciążliwości - podkreślił Raczkowski.

Przedstawiający tzw. pakiet praworządności dla podatnika Paweł Gruza zaproponował m.in. wprowadzenie Centralnej Instrukcji Podatkowej, która prezentowałaby spójne dokumenty i interpretacje - zastępując obecny system interpretacji. Postulował wyposażenie Rzecznika Praw Obywatelskich w potrzebne instrumenty przy jednoczesnym nałożeniu nań obowiązków uczestniczenia w legislacji podatkowej i dawania jej świadectwa jakości, a także corocznej weryfikacji przez RPO tej pierwotnej oceny.

Gruza wskazał też na potrzebę wprowadzenia wiążącej informacji stawkowej w zakresie VAT (w terminie 14 dni) wraz z zasadą obowiązywania tej informacji każdego następnego przedsiębiorcy dokonującego dostawy tego towaru lub usługi.

W procesie legislacyjnym w zakresie podatków Gruza postulował zwiększenie przejrzystości, wprowadzenie oceny skutków regulacji nie tylko dla pierwotnego projektu ministra finansów, ale też dla ostatecznej wersji uchwalonej przez parlament oraz powrót do dobrego zwyczaju uchwalania zmian na 1 stycznia".

Wypracowana miałaby zostać metodologia analizy i oczyszczenia ustawy podatkowej ze zbędnych nadregulacji. Dopiero wtedy można uczciwie wprowadzać regułę interpretacji na korzyść podatnika. Bez takiego rachunku deregulacyjnego, bez takiego systemu, byłoby to bardzo niebezpieczne i destabilizujące dla finansów publicznych () w obecnym bardzo zagmatwanym systemie legislacji podatkowej - podkreślił Gruza.

Postulował również stworzenie Szkoły Skarbowości - zapewniającej m.in. wymianę informacji między polskim a zagranicznym aparatem skarbowym oraz wprowadzenie zasady obligatoryjnej i prewencyjnej weryfikacji decyzji podatkowych przez sąd administracyjny w ciągu 30 dni od złożenia skargi podatnika. Wskazał na potrzeby: ograniczenia prawa do żądania informacji, która jest już w posiadaniu urzędu i eliminacji kontroli, których koszt jest wyższy niż uszczuplenie wpływu do budżetu.

Zapowiadający wprowadzenie Karty Drobnego Przedsiębiorcy mec. Michał Czarnik akcentował, że chodzi o grupę ponad 1,5 mln firm, zapewniającą 37 proc. PKB i ponad 35 proc. miejsc pracy. Jak mówił chodzi o ograniczenie kosztów i obciążeń związanych z wypełnianiem obowiązków podatkowych przez najmniejsze firmy.

Choć dokładny zakres rozwiązań karty miałby dopiero zostać uzgodniony z przedsiębiorcami, Czarnik proponował m.in. możliwość wyboru opodatkowania preferencyjną stawką 15 proc. (niezależnie czy płaci CIT czy PIT), wprowadzenie specjalnej ulgi inwestycyjnej pozwalającej na jednorazowe wrzucanie inwestycji w koszty, a także ulgi na tworzenie nowych miejsc pracy (150 proc. pensji do kosztów przez 2 lata).

Drobni przedsiębiorcy mieliby też liczyć na szereg uproszczeń proceduralnych (np. rozszerzenie możliwości płacenia zryczałtowanych zaliczek na dochodowy, przy zdjęciu tego obowiązku w pierwszym roku działalności, czy wprowadzenie możliwości stosowania uproszczonej księgowości niezależnie od formy działalności).

Czarnik zaproponował też przeanalizowanie i wyłączenie lub ograniczenie większości obowiązków sprawozdawczych i ewidencyjnych, zmniejszenie liczby dni, w których pracodawca płaci wynagrodzenie chorego pracownika, rozszerzenie możliwości stosowania kasowego VAT, zwolnienie z kosztów uzyskania kapitału czy wprowadzenie możliwości wyboru płacenia składek na ZUS - według analogicznych stawek pracowniczych. Czarnik zastrzegł, że rozwiązania w karcie miałyby być ustalane tak, aby jednorazowy skutek dla budżetu nie przekraczał 2 mld zł.

Konwencja PiS: rewizja przywilejów banków i rozwój rynku kapitałowego

Postulaty rewizji uprzywilejowania sektora bankowego oraz rozwoju rynku kapitałowego przedstawili w sobotę uczestnicy konwencji programowej Prawa i Sprawiedliwości oraz ugrupowań z PiS współpracujących.

Mówili o tym mówcy zaproszeni na panel dotyczący finansów i systemu podatkowego zorganizowany w sobotę, drugim dniu trwającej od piątku trzydniowej konwencji. Występowali m.in. współpracujący z PiS specjaliści oraz b. członkowie rządu Jarosława Kaczyńskiego.

B. szef Komisji Nadzoru Finansowego i b. minister finansów Stanisław Kluza mówił o kwestii tzw. udomowienia banków - przez pryzmat struktury własności w sektorze bankowym i uprawnień KNF, a także o makrogospodarczej roli sektora bankowego i wywiązywania się przez sektor z misji budowy społecznej gospodarki rynkowej (jak akcentował - misji zapisanej w Konstytucji).

Kluza wskazał na perspektywę powstawania europejskiej tzw. unii bankowej, również jako przedsięwzięcia o wymiarze politycznym i etapu dążenia do unii fiskalnej. Akcentował, że niezależnie od rozstrzygnięcia, czy Polska chce być w unii bankowej czy nie, powinna zgłosić chęć uczestnictwa w jej tworzeniu. Jak przekonywał, to nie tylko kwestia obsadzenia stanowisk, ale tworzenia reguł gry dla sektora bankowego. Tego polski rząd nie dopełnił - zdiagnozował.

W kontekście problematyki tzw. udomowienia banków, b. szef KNF zaznaczył, że choć Polska potrzebuje kapitału zewnętrznego, bo sama nie ma go tyle, aby się samodzielnie bezpiecznie rozwijać i mieć stabilny sektor finansowy, powinna mieć "większą władczość, wpływ" na funkcjonowanie swego sektora bankowego.

Aby to osiągnąć, potrzebny jest - postulował Kluza - m.in. wzrost spółdzielczych form w sektorze finansowym (jak przekonywał, to sektor kontrcykliczny, potrafiący przełamywać zaburzenia kryzysowe). Mówił też o potrzebie większego udziału kapitału niezależącego od cyklów koniunkturalnych krajów, z których pochodzi (należy mieć odpowiednio dużą część aktywów sektora finansowego w rękach krajowych, aby nie importować sobie negatywnych efektów zewnętrznych w cyklu koniunkturalnym).

Kluza zaznaczył przy tym, że ew. podmioty z udziałem Skarbu Państwa nie powinny przejmować na polskim rynku podmiotów udomowionych w sensie nadzorczym, że przejmowanie od inwestorów zagranicznych podmiotów sektora powinno następować na wyprzedażach, a także że należy utrzymywać "polski charakter" instytucji finansowych działających w Polsce (np. kwestia dbałości o utrzymywanie polskich logotypów).

Odnosząc się do roli banków w gospodarce rynkowej, b. minister finansów uznał, że przez ostatnie 25 lat banki przeszły specyficzną drogę od hołubionego dziecka do rozpuszczonego młodzieńca. Jego zdaniem, na pewnym etapie trzeba powiedzieć, że sektor jest już samodzielny i trzeba mieć refleksję nad tymi uprzywilejowaniami, które zostały kilkanaście, dwadzieścia kilka lat temu stworzone. Też nie należy ufać nadmiernie w samoregulację - ocenił Kluza.

Jego zdaniem rolą państwa jest odpowiednie wskazanie, jaka powinna być dobra proporcja dla funkcjonowania sektora bankowego w Polsce. Wyjaśnił, że sektor nie powinien być uprzywilejowany, co kończy się takimi negatywnymi skutkami, jak przerzucanie ryzyka na klientów zamiast zarządzania nim (kredyty frankowe) czy też kreowanie baniek zamiast kontrcykliczności (rynek nieruchomości).

Jeżeli się temu przyjrzymy i zobaczymy, gdzie jest geneza, bardzo często wynika ona z nadmiernego uprzywilejowania pozycji w sensie prawnym, a uprzywilejowanie jest w tym wypadku wbrew regułom społecznej gospodarki rynkowej - zdiagnozował Kluza, zapowiadając sporządzenie audytu obszarów uprzywilejowania sektora.

Z przywilejów, które jego zdaniem wymagają zmian, b. szef KNF wymienił: tzw. bankowy tytuł egzekucyjny, odpowiedzialność kredytobiorcy całym majątkiem, a nie tylko do wartości zabezpieczenia, wysoką opłatę sądową utrudniającą dostęp do procesu z bankiem ws. kredytu hipotecznego, a także wciąż dużą dowolność banków w ustalania spreadów.

Poseł PiS prof. Jerzy Żyżyński m.in. akcentował potrzebę angażowania polskich oszczędności w interesie polskiej gospodarki. Kapitał ma narodowość. To, czym dysponują banki, to są nasze oszczędności. A więc jeżeli banki są w rękach podmiotów zagranicznych, to znaczy, że oddana została dyspozycja naszymi oszczędnościami w ręce podmiotów zagranicznych, które decydują, gdzie je uaktywnić - ocenił.

To, jak one (oszczędności - PAP) są angażowane, jak są wykorzystywane, musi być realizowane w interesie naszej polskiej gospodarki - podkreślił. W tym kontekście mówimy o udomowieniu banków, o powrocie do dysponowaniu naszymi własnymi oszczędnościami - dodał.

Mówiący o rozwoju rynku kapitałowego Wojciech Nagel uznał, że wymaga on redefinicji istniejących instytucji i zmian prawa. Wskazał, że obywatele w Polsce dysponują oszczędnościami rzędu 1,6 bln zł, z czego 40-60 proc. nie pracuje. Ocenił przy tym, że potrzebny jest system zachęt dla obywateli do budowania oszczędności na rynku kapitałowym - poprzez akcje i instrumenty nieskarbowe. Jego zdaniem należy też rozważyć powrót do premiowania obywateli za nabywanie krajowych papierów skarbowych - z odpowiednim dyskontem i możliwością rozliczania ich zakupu w PIT.

Zdaniem Nagla jednocześnie trzeba zdecydowanie wzmocnić kierunek rewitalizacji czy też pewnej witalizacji publicznego systemu emerytalnego, w tym poprzez tworzenie indywidualnych zabezpieczeń emerytalnych. Zaakcentował potrzebę tworzenia warunków dla bezpiecznego inwestowania prywatnych oszczędności, również na cele emerytalne. W tym kontekście mówił także o tworzeniu zabezpieczeń pracowniczych.

To nie wszystko. Zobacz, jakie kolejne obietnice gospodarcze padły podczas piątkowych wystąpień polityków prawicy

Zapowiedzi deregulacji gospodarczej i realizacji przez spółki skarbu państwa polityki wynikającej z polskiej racji stanu padły w piątek w Katowicach podczas konwencji programowej PiS oraz ugrupowań z PiS współpracujących.

(fot. Jan Graczynski / EastNews)

Deklaracje te złożyli uczestnicy panelu nt. gospodarki i rozwoju, który otworzył rozpoczętą w piątek w Katowicach trzydniową konwencję. Występowali na nim m.in. byli członkowie rządu Jarosława Kaczyńskiego, obecni parlamentarzyści, europarlamentarzyści i samorządowcy.

Były wiceminister skarbu w rządzie PiS Paweł Szałamacha akcentował m.in., że przemysł jest i długo będzie jeszcze podstawą eksportu i źródłem nadwyżki handlowej kraju; jest podstawą wzrostu produktywności i wzrostu wynagrodzeń, a firmy są fundamentem wydatków na badania i rozwój i naturalnym środowiskiem innowacji.

"Polska musi odejść od modelu konkurowania za pomocą jedynie niższych kosztów produkcji i płac. (...) Musimy wykorzystać obecną, dotychczasową przewagę niskich płac, aby zbudować trwałą przewagę konkurencyjną, czyli stworzyć sektory wytwarzające towary wysokiej jakości przynoszących wysokie marże" - mówił Szałamacha.

Wśród polskich sektorów wiodących b. wiceszef MSP wymienił przemysł chemiczny i farmaceutyczny, maszynowy związany z energetyką węglową, technologie podwójnego zastosowania, przemysł środków transportu, przetwórczy i rolno-spożywczy, materiały i chemię budowlaną oraz informatykę.

Wśród rozwiązań mających wspierać rozwój przemysłu wskazał m.in. odbudowę silnego szkolnictwa zawodowego oraz wspieranie inwestycji badawczych i rozwojowych. Wsparcie to ma następować poprzez zachęty prawne, np. w postaci podwójnej ulgi podatkowej na badania i rozwój rozliczanej w ciągu kilku lat czy zwolnienia z VAT wydatków na badania w publicznych instytucjach naukowych.

Na żywo z konwencji PiS w Katowicach nadaje Bartosz Godusławski

Szałamacha zapowiedział m.in. "odbudowę Przewozów Regionalnych": dokapitalizowanie tej spółki i przeprowadzenie dużego zamówienia na tabor, który powstałby w polskich fabrykach ("co najmniej 150 pociągów"). "Zrobimy tak, żeby te pieniądze trafiły do polskiego przemysłu" - mówił Szałamacha.

Europoseł PiS Dawid Jackiewicz zapowiedział zmianę strategii rozwoju gospodarczego państwa poprzez "diametralną zmianę w filozofii podejścia do zarządzania aktywami Skarbu Państwa". Jak wyjaśniał, chodzi nie tylko o zwiększanie siły ekonomicznej tego majątku, ale i pożytkowanie go dla dobra społeczeństwa, wzrostu gospodarki i przyszłych pokoleń. "Chcemy, aby działania spółek Skarbu Państwa były podporządkowane realizacji interesu narodowego, który określamy mianem polskiej racji stanu" - wskazał Jackiewicz.

Poseł przestrzegł, że cel ten nie zostanie osiągnięty, jeśli nie zostaną wyeliminowane patologie: korupcja, nepotyzm, czerpanie prywatnych korzyści z majątku państwowego. "Brak zasad to bezhołowie" - podkreślił Jackiewicz. Zapowiedział m.in. wprowadzenie nowego kodeksu korporacyjnego dotyczącego wszystkich spółek skarbu państwa, kierującego się konstytucyjną zasadą subsydiarności.

Jednocześnie, jak mówił, konieczne jest zdefiniowanie spółek o charakterze misyjnym. "Państwo ma być aktywne w gospodarce, (...) a spółki skarbu państwa muszą aktywnie realizować strategię państwa" - powiedział poseł. Podkreślił, że MSP powinno stać się "miejscem, gdzie kontroluje się wdrażanie i realizację strategii państwowej". "Zmienimy całą architekturę prawną, a zwłaszcza uchylimy te przepisy, które sięgają swoimi korzeniami do patologii III RP" - zasygnalizował.

Zaznaczył też, że "od tej pory" wszystkie spółki skarbu państwa, cały majątek państwowy, nie będą traktowane pojedynczo, lecz "jak jedna wielka grupa kapitałowa", dla której zostaną przygotowane: plan, strategia, metody zarządzania i ustanowiony zostanie ład korporacyjny. Potem miałoby też nastąpić "przeniesienie spółek kluczowych do wyspecjalizowanej instytucji publicznej" i znaczące wzmocnienie Prokuratorii Generalnej RP (utworzonej na bazie Prokuratorii Generalnej Skarbu Państwa). Likwidacji ma docelowo też ulec MSP.

"W pierwszych dniach naszych rządów musimy jak najszybciej rozpocząć monitorowanie - stałą i codzienną kontrolę najważniejszych inwestycji, które podejmuje Skarb Państwa" - podkreślił Jackiewicz wyjaśniając, że chodzi np. o diagnozę opóźnień w realizacji terminalu gazowego w Świnoujściu. Zapowiedział też "przyglądanie się" planom inwestycyjnym KGHM czy Azotów.

"Majątkiem narodowym będziemy zarządzać z podniesioną głową. Nie będziecie się musieli wstydzić, ponieważ lobby, wszystkie te grupy interesów, zwłaszcza te zagraniczne, zwłaszcza te, które są powiązane z rządami państw zagranicznych, nie będą miały na nas żadnego wpływu. Na pierwszym miejscu zawsze będziemy stawiali rację stanu państwa polskiego" - zapowiedział poseł PiS.

B. minister sprawiedliwości w rządzie PO Jarosław Gowin mówił m.in. o potrzebie deregulacji gospodarczej. Przekonywał, że ma ona służyć odblokowaniu przedsiębiorczości i ducha inicjatywy. Deregulacja ta ma następować w trzech równoległych aspektach.

Deregulacja systemowa ma służyć ograniczeniu przerostu przepisów. Gowin zapowiedział m.in., że jeżeli wprowadzana byłaby nowa regulacja dot. działalności gospodarczej jedna dotychczasowa musiałaby być usuwana. Nowe przepisy gospodarcze miałyby obowiązywać przez określony czas - przed jego upływem i ponownym zatwierdzeniem ma być prowadzona analiza skutków regulacji.

"Chcemy zaproponować przedsiębiorcom (...) konsultacje w kancelarii premiera. Zobowiązujemy się, że co roku pięć przepisów wskazywanych przez środowiska przedsiębiorców jako najbardziej szkodliwe dla gospodarki będzie usuwane - o ile oczywiście rząd uzna argumenty przedsiębiorców za zasadne" - mówił oklaskiwany Gowin.

Zaproponował także ograniczenie obowiązków informacyjnych co najmniej o 20 proc., wprowadzenie zasady, aby każda decyzja administracyjna podjęta z naruszeniem prawa była z mocy prawa nieważna. Zapowiedział przyjęcie ogólnej zasady domniemania zgody w postępowaniu administracyjnym oraz zobowiązanie samorządów do opracowania w pięć lat szczegółowych planów zagospodarowania przestrzennego, aby można było zastąpić pozwolenia na budowę notyfikacją rozpoczęcia inwestycji.

W kontekście polityki podatkowej Gowin zadeklarował wprowadzenie proponowanej już przez prezydenta Bronisława Komorowskiego zasady, aby wątpliwości rozstrzygane były na korzyść podatnika. Wszystkie daniny i podatki miałyby być pobierane w formie jednego przelewu do ZUS, który dalej je będzie rozdzielał.

Urzędy skarbowe mają wyliczać koszty prowadzenia kontroli - urzędnicy będą mogli podejmować tylko te kontrole, w których potencjalne uszczuplenie dochodów budżetu znacznie przekroczy jej koszty. "Nie będziemy kontrolowali tych babć handlujących pietruszką, ale dobierzemy się do skóry tym dużym korporacjom i tym, których dziennikarze nazywają +dużymi misiami+" - zapowiedział Gowin.

Europoseł Zbigniew Kuźmiuk zapowiedział Wielki Inwestycyjny Program Rozwojowy, który miałby wprowadzić gospodarkę na ścieżkę szybkiego wzrostu - na poziomie co najmniej 5-6 proc. PKB.

Program ten miałby być finansowany z czterech źródeł - m.in. środków UE (w latach 2014-2020 to razem z wkładem własnym ok. 500 mld zł) i środków przedsiębiorców (na których rachunkach do niedawna miało zalegać ok. 200 mld zł). Środki przedsiębiorców miałyby być uruchamiane poprzez odliczenia wydatków inwestycyjnych, ale też dzięki impulsom rozwojowym związanym z wydatkami na modernizację armii czy programem budownictwa mieszkaniowego (300 tys. mieszkań czynszowych rocznie z nabywaniem własności po 20-25 latach).

Kuźmiuk zapowiedział też uaktywnienie PiR poprzez mechanizm funduszy zamkniętych opartych o zyski dużych spółek skarbu państwa, a także zmianę polityki dywidendowej. Postulował również luzowanie polityki pieniężnej przez bank centralny oraz wzmocnienie możliwości gwarancyjnych BGK.

Mówiąca o innowacyjności i konkurencyjności polskiej gospodarki radna małopolskiego sejmiku Jadwiga Emilewicz nakreśliła pięć wyzwań - traktowania funduszy unijnych w kategoriach ich inwestowania, nie wydawania, patrzenia na innowacje przez administrację publiczną przez pryzmat ich efektywności a nie biurokratycznych procedur, koncentracji polityki innowacyjnej na niewielu obszarach (IT w przemyśle zbrojeniowym, przemysł lotniczy i czystych technologii energetycznych), wypracowania zachęt podatkowych dla przedsiębiorców (zwolnienie z podatku od zysków kapitałowych), a także zbudowania nowej instytucji, dedykowanej wyłącznie badaniom stosowanym i wykorzystującej już istniejącą infrastrukturę.

Występujący w imieniu b. prezes UKE Anny Streżyńskiej, b. szef KRRiT Witold Kołodziejski mówił o likwidacji barier internetu i e-usług. Postulując likwidację barier inwestycyjnych proponował m.in. redukcję wysokich kosztów, zapewnienie tanich kredytów, stworzenie ram prawnych i wsparcia w formule PPP. Wskazał na potrzebę pomocy państwa w inwestycjach na terenach słabo zaludnionych i poprawy sytuacji konsumenta usług telekomunikacyjnych. Zaproponował też połączenie URE z KRRiT i zapowiedział intensyfikację cyfryzacji usług.

Należy wprowadzić nowe podatki dla dużych sieci detalicznych i instytucji finansowych - powiedział prof. Konrad Raczkowski, ekspert, członek rady programowej PiS.

"Wypełniając zobowiązania art. 20, a jednocześnie zmniejszając asymetrię konkurencyjności podmiotów w gospodarce narodowej, należałoby wprowadzić podatek od dużych sieci detalicznych dowolnej branży, których całkowite obroty grupy kapitałowej lub grupy franczyzowej przekraczają 1 mld zł. Podlegałyby one progresywnemu opodatkowaniu zależnemu od wielkości obrotu od 0,5 proc. do 2 proc." - powiedział podczas kongresu zjednoczonej prawicy w Katowicach Raczkowski.

Dodał, że PiS będzie chciało wprowadzić również nowy podatek dla instytucji finansowych.

"Podatkiem sektorowym pociągającym za sobą również reformę Bankowego Funduszu Gwarancyjnego winno być wprowadzenie podatku od instytucji finansowych mającego na celu zrównoważenie obciążeń podatkowych płaconych przez sektor finansowy i innych przedsiębiorców" - powiedział.

"Nowy podatek obciążający banki, zakłady ubezpieczeń, domy maklerskie, instytucje zarządzające aktywami i towarzystwa funduszy inwestycyjnych i inne instytucje finansowe zostałby ustalony w zależności od poziomu aktywów będących w dyspozycji tych instytucji i przy uwzględnieniu specyfiki ich działalności" - dodał.

W ocenie Raczkowskiego taki podatek mógłby wynieść w zależności od wielkości aktywów od 0,15 proc. do 0,25 proc. Dodał, że szacowane wpływy z takiego podatku wynosiłyby co najmniej 7-8 mld zł. (PAP)

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Konto Firmowe i Karta przez rok za bezwarunkowe 0 zł

Konto Firmowe i Karta przez rok za bezwarunkowe 0 zł

Advertisement

Komentarze (209)

dodaj komentarz
~SucheFakty
Wydatki budżetu państwa:
KRUS- 16 mld
Wcześniejsze emerytury dla policjantów- 8 mld
Wcześniejsze emerytury dla służby więziennej- 1,3 mld

Proponuje te kwoty przeznaczyć na ulgi podatkowe dla polskich przedsiębiorstw
~AdamaSmitha
Liczyłem na rewolucje w systemie podatkowym i likwidacje KRUS, ale PiS nie zrealizuje tych postulatów...
~miro
8 lat "zondó" ryżo żydowskiej mafii, zadłużenie polaków na ponad 600 mld zł, roztrwonienie 300 mld dotacji unijnej, podnoszenie podatków, zażynanie polskich firm, ja podziękuje tym "fahofcom" od ekonomii, wystarczajaco zarzneli polske
~Zwiastun
Brawo PIS. O to wlasnie chodzi. Macie moj glos. Cala naprzod.
Ale jesli spieprzycie to wylecicie po pierwszej kadencji.

Powodzenia
~szejk
A pamiętasz 3 miliony mieszkań ? To już było....
~Tom
wylecą w połowie kadencji i to niezależnie jak będą się starać, po prostu pis juz tak ma że sam się zaplącze w swoich intrygach.
~Damian
niech PIS nie wsadza swoich łap w gospodarkę bo tylko szkody narobią! Już rządzili kiedyś to wiadomo co było. Nie pozwólmy aby rządzili większością bo katastrofa będzie
~dzien_sznura
a co bylo? gospodarczo jakos problemow nie pamietam...
~miro
6.5% PKB bardzo ci przeszkadzało, wg ciebie lepsze jest marne 3% przy dotacjii 300 mld z UE
~cood
Jeśli chodzi o gospodarke pisowcy to kompletni amatorzy. Rozwala gospodarke w try miga. No coz, narod chce zmiam, to będzie je miał Tylko niech biedni naiwni później nie placza.

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki