Kto raz dał się oszukać, dla przestępców jest cennym kontaktem. Wiedzą, że stracił pieniądze i bardzo chce je odzyskać. Na tym opiera się oszustwo „na odzyskanie środków”, przed którym ostrzegają policja i nadzór finansowy.


Przestępcy szukają ludzi, którzy już stracili pieniądze, najczęściej na fałszywych inwestycjach. Dzwonią do nich sami albo wykupują w internecie reklamy usług „odzyskiwania środków”, pod którymi wystarczy zostawić numer telefonu. Potem odzywa się kancelaria, doradca albo przedstawiciel instytucji, która rzekomo współpracuje z organami ścigania. Są dokumenty, są poważnie brzmiące nazwy.
W którymś momencie trzeba jednak zapłacić, choćby za „rozpoczęcie procedury”. Bywa też, że rozmówca prosi o dane do bankowości albo każe wziąć kredyt. Na ten schemat (w branży nazywany recovery scamem) zwróciły uwagę 8 października policja i Związek Banków Polskich, otwierając nową edycję kampanii „Bankowcy dla CyberEdukacji”. Przypominają, że znajomość szczegółów pierwszego oszustwa niczego nie dowodzi. Po drugiej stronie mogą być ci sami ludzie, którzy ukradli pieniądze za pierwszym razem.
„Interpol” w reklamie, „adwokat” na komunikatorze
Jak to wygląda w praktyce, pokazuje sprawa opisana pod koniec sierpnia przez mazowiecką policję. 72-letnia kobieta w marcu straciła w wyniku oszustwa 94 tys. zł. Policjanci, którzy przyjmowali zawiadomienie, tłumaczyli jej, jak działają oszuści i jakich danych nie wolno nikomu podawać.
W połowie lipca zobaczyła w mediach społecznościowych reklamę podpisaną nazwą „Interpol”, obiecującą pomoc w odzyskaniu pieniędzy. Zostawiła numer telefonu. Nie minęła godzina, a ktoś zadzwonił. Rozmówca zapewnił ją, że pieniądze wrócą, w dodatku z odszkodowaniem. Sprawę przejął „adwokat”, który pisał do niej przez komunikator i zapowiadał internetową rozprawę.

Kobieta przesłała mu zdjęcie dowodu osobistego i karty płatniczej, dane dostępowe do rachunków oraz hasło do poczty. Na jego polecenie zainstalowała aplikację i wzięła kredyt na 49,9 tys. zł. Zakładała też konta w kolejnych bankach.
Gdy próbowała zrobić przelew w jednym z nich, pracownicy nabrali podejrzeń i wezwali policję. Kobieta zrezygnowała z transakcji w banku. Później okazało się, że poszła na pocztę i stamtąd przelała pieniądze na rachunek wskazany przez oszusta.
Prawdę zobaczyła dopiero w raporcie o swojej historii kredytowej. Na jej dane zaciągnięto kredyty gotówkowe i chwilówki, a na rachunku pojawiły się transakcje związane m.in. z Amsterdamem i Belgią. Za drugim razem straciła 92,5 tys. zł. Razem z pierwszym oszustwem to 186,5 tys. zł.
Przerobione nagranie wiceszefa KNF
30 września przed tym samym schematem ostrzegł [Urząd Komisji Nadzoru Finansowego. Przestępcy przerobili nagranie zastępcy przewodniczącego KNF z jednej z konferencji. W sfabrykowanym filmie „opowiada” on o współpracy urzędu z Interpolem i Komendą Główną Policji przy odzyskiwaniu pieniędzy ofiar fałszywych inwestycji. Oszuści dorobili do tego nieistniejący dział monitoringu finansowego w UKNF i procedurę, w której każdy poszkodowany dostaje indywidualny kod referencyjny.
Kontakty zbierają przez fałszywe artykuły i formularze. Potem dzwonią i namawiają do wpłaty. UKNF odpowiada krótko: nie prowadzi takich działań, a informacje z filmu i reklam są nieprawdziwe.
Zapytanie ofertowe od kontrahenta. W Excelu czeka Remcos
To nie jedyny nowy scam. 6 października CERT Polska ostrzegł firmy przed kampanią fałszywych zapytań ofertowych. Do wiadomości dołączony jest plik .xls, który zamiast szczegółów zamówienia instaluje Remcos. To narzędzie do zdalnego przejęcia kontroli nad komputerem. Atakujący może rejestrować wciskane klawisze i przechwytywać obraz ekranu, a także dostać się do kamery i mikrofonu.
Według CERT Orange Polska część wiadomości wychodziła z przejętych skrzynek prawdziwych firm. Zdarzało się, że trafiały do faktycznych kontrahentów nadawcy. Adres się zgadzał, korespondencja wyglądała znajomo, więc załącznik nie budził podejrzeń.
Jeżeli firma obiecuje odzyskanie pieniędzy, ale wcześniej żąda opłaty, dostępu do rachunku albo zaciągnięcia kredytu, kontakt trzeba przerwać. Z kolei przy nietypowym załączniku lepiej potwierdzić jego wysłanie telefonicznie, korzystając z numeru znanego z wcześniejszej korespondencji albo znalezionego niezależnie. Gdy w grę wchodzą nasze pieniądze, należy kierować się zasadą ograniczonego zaufania.






























































