Kiedy Steve Jobs wychodził na scenę, ubrany w charakterystyczny czarny golf, klasyczne jeansy i białe, sportowe buty, publiczność szalała. Na scenę wchodził człowiek, który kolejnym urządzeniem zmieni świat lub... przekona słuchaczy, ze bez tego produktu ich życie nie będzie pełne. W czym tkwił sukces prezentacji prowadzonych przez charyzmatycznego szefa Apple? W książce „Steve Jobs – sztuka prezentacji” – Carmine Gallo próbuje rozszyfrować tajemnicę mistrza.
Nareszcie wyszedłem z tego pudla.... - kiedy rewolucyjny komputer oddal głos swojemu stwórcy - publiczność oszalała. Historyczna już prezentacja komputera Macitosh z 1984 roku jest do dziś pokazywana studentom na całym świecie jako absolutny wzór idealnej prezentacji produktu. Steve Jobs nie tylko zmienił świat urządzeniami Apple, ale i podniósł poprzeczkę wszystkim, którzy muszą chociaż raz w życiu stanąć przed publicznością i cokolwiek zaprezentować. Nie można go naśladować, bo to najkrótsza droga do porażki. Można jednak czytać, oglądać i ćwiczyć do upadłego, dokładnie tak jak robił to legendarny szef Apple.
Definicja charyzmy
Pasja to słowo, które pojawia się w każdej książce czy tez artykule opowiadającym chociaż jedną historie z życia Jobsa. Bez pasji, nie byłoby tygodni przygotowań i nie byłoby prezentacji, na które czekał cały świat. Z pasji rodziły sie produkty, a ich marketingowe opakowanie stanowiło zwieńczenie sukcesu ojca Apple. Steve Jobs prezentował swoje produkty sam, bo autentycznie uważał, ze zmienia nimi świat. W książce Carmine Gallo znajdziemy nawet opis sceny, gdzie Jobs podczas oglądania jednej z reklam Apple autentycznie rozpłakał sie przed telewizorem ze wzruszenia.
Steve Jobs nie sprzedawał produktu. Opowiadał historie, sprzedawał emocje. Bohaterem opowiadania był produkt, który miał zmienić świat. Chociaż brzmi to niedorzecznie, iPhone był w prezentacjach Jobsa był rycerzem na białym koniu, który wprowadzał oświecenie do świata technologii. Wrogiem była konkurencja, chociaż odbiorca musiał czytać między wierszami prezentacje Jobsa, żeby tak to interpretować. Tworząc nośne, medialne i rewolucyjne hasła wyręczał dziennikarzy w ich pracy. Tworząc proste i zarazem chwytliwe prezentacje, urzekał odbiorców. Potrafił dozować emocje, tylko po to żeby na koniec wyjąć z kieszeni małe urządzenie, o którym będzie mówiło się przez kolejne miesiące. Dzisiaj sztuki jego prezentacji możemy uczyć się już tylko z archiwalnych nagrań i takich właśnie książek jak publikacja Carmine Gallo.
Teatr jednego aktora
Książka „Steve Jobs - Sztuka prezentacji” porównuje prelekcje prowadzone przez Jobsa do sceny teatralnej. Znajdziemy didaskalia, podpowiedzi, szczegółowe opisy i zrozumiemy cały proces tygodni przygotowań, poprzedzających każdą prezentację. W poszczególnych rozdziałach dowiemy sie dlaczego szczegóły były tak ważne. Po latach ćwiczeń, nawet spontaniczność Jobsa była odbierana jako wyrafinowane narzędzie retoryczne, wpisane w konwencję prezentacji. Nie dało się go zaskoczyć, chociaż on sam zaskakiwał bardzo często. Czytając tę książkę, czytelnik wiele razy zastanowi się, dlaczego słuchając dziesiątek służbowych prezentacji, nie potrafi nawet z nich nic zapamiętać, a słowa Jobsa zostawały w pamięci na całe lata. Autor nie daje gotowych recept, bo powielanie sztuczek Jobsa mija sie z celem. Czytelnicy dostają jednak szereg podpowiedzi, metod i wskazówek, które zmieniają prezentacje ze schematycznego wystąpienia w biznesowy show. Oczywiście pod warunkiem, że jej autor będzie ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć przed wyjściem na scenę. W końcu jest tylko jedna szansa na zrobienie dobrego pierwszego wrażenia.
Kiedy John Scully zastanawiał się czy przyjąć pracę w Apple czy pozostać w Pepsi, Steve Jobs zadał mu jedno z najsłynniejszych pytań w historii biznesu: Czy chcesz spędzić resztę życia sprzedając słodzoną wodę, czy mieć szansę zmienienia świata?
Czytelniku, chcesz do końca życia robić nudne prezentacje zamiast czarować słuchaczy? Po jej przeczytani i przede wszystkim obejrzeniu prezentacji Jobsa zmienia się podejście do prowadzenia publicznych wystąpień. No i ma sie nieodpartą ochotę kupienia iPhone'a.
Tomasz Jaroszek, Bankier.pl
























































