Są to wyścigi wielkich łodzi motorowych, które osiągają szybkość powyżej 200 kilometrów na godzinę. W serii Grand Prix rozgrywanej na całym świecie uczestniczą prywatne zespoły bardzo bogatych ludzi. Za sterami siedzą szejkowie, członkowie rodzin królewskich oraz milionerzy. Jest to niebezpieczny sport i pochłonął wiele ofiar m.in. męża księżniczki Monaco Karoliny Stefano Casiragiego, który zabił się w 1990 roku broniąc tytułu mistrza świata w wyścigu w Monaco.
Organizatorem Norwegian Grand Prix jest najbogatszy Norweg 50-letni Kjell Inge Roekke, który od 1997 roku wystawia zespól o nazwie „Spirit of Norway”. Podczas pierwszego w Norwegii wyścigu, w Oslo w 1997 na oczach 100 tysięcy widzów pobił rekord świata szybkości.
Swoja łodzią, która ma długość 45 stóp i jest napędzana przez dwa silniki Lamborghini o łącznej mocy 2000 koni mechanicznych uzyskał szybkość 252 kilometrów na godzinę. W dzień później, na kilometr przed metą łódź zapaliła się i pomimo że pilot wyskoczył ze strachu przed eksplozją Roekke kontynuował i zajął piąte miejsce. Wyniku i odwagi gratulował mu osobiście król Norwegii Harald.
Dla wielu Norwegów Norwegian Grand Prix są zawodami kontrowersyjnymi ponieważ są zarazem pokazem ogromnych fortun milionerów, w tym szejków arabskich, a z powodu hałasu – nawet na brzegu natężenie dźwięku osiąga 110 decybeli - poważnie zakłócają środowisko. Norwegowie mogą się pogodzić z narciarstwem, lekkoatletyką i piłką nożną, ale nie ze sportami milionerów i Roekke przez wiele lat nie otrzymywał pozwolenia na podobną imprezę w fiordzie Oslo.
Jednak już kilka norweskich zespołów, wystawianych przez bogatych armatorów uczestniczy w zawodach co roku i sport ten stał się w Norwegii uwielbianym. W tej dyscyplinie jest i polski akcent. Przez wiele lat najlepszym mechanikiem Roekkego był Jan Zaborowski z Oslo. Teraz w zawodach startuje jego syn Christian w norweskim zespole Welmax 90.
Grand Prix Oslo jest imprezą elitarną i światową i bardzo przypomina cyrk Formuły 1, z tą różnicą że szefowie zespołów sami uczestniczą w rywalizacji. Przez kilka dni w Oslo można spotkać najbogatszych ludzi świata, a ich łodzie wystawiane są przed ratuszem w Oslo. W F-1 emocje budzą zespoły McLarena, Ferrari, Toro Rosso czy Red Bulla. W tych zawodach są to norweski „Jotun off Shore”, „Spirit of Norway” Roekkego, „Jolly Motors” czy „Victory Team” szejka Maktouma bin Rashida z Dubaju, który wystawia trzy łodzie, których utrzymanie kosztuje 20 milionów dolarów rocznie.
Szejk kilkakrotnie wprawił Oslo w zdumienie, wynajmując 50 pokoi w najlepszym miejscowym hotelu i wydając "światowy bankiet". Szejkowie z Kataru i Bahrajnu również nie oszczędzają wprawiając Norwegów w szok przepychem swoich świt. Na trybunie honorowej zawsze jest obecny król Norwegii Harald i zawsze można spotkać któreś z europejskich książąt.
Oprócz szejków, Roekke zaprasza znanych gości z Monaco, Brazylii, Australii, Południowej Afryki i USA. Przy okazji zawodów odbywają są szampańskie przyjęcia i całonocne bale w scenerii białych nocy.
Organizację środowiskowe uważają, że regaty szybkich łodzi to impreza ekstrawagancka, niszcząca środowisko. Przepędzone zostają ptaki, giną ryby i plankton, a łodzie "produkują" 18 ton dwutlenku węgla.
Pomimo to władze Oslo zezwalają na wyścig co drugi rok (na przemian z norweskim Arendal). Zawody są zawsze bezpośrednio transmitowane przez TV-Dubai, Trans Word International i kilka innych stacji telewizyjnych i w ten sposób ogląda je ponad 160 milionów widzów. Władze Oslo zrozumiały, że pomimo ingerencji w środowisko jest to wspaniałą reklama kraju, a zyski z pobytu milionerów są wręcz nieprawdopodobne.
Jan Zaborowski i Kjell Inge Roekke przed 10-laty zamierzali zorganizować wyścigi w Sopocie lub Gdańsku, lecz nie spotkali się z zainteresowaniem władz Trójmiasta. Inne miasta walczą o ten prestiż i w tym roku jedno z Grand Prix odbędzie się w rumuńskiej Konstancy.
Zbigniew Kuczyński
Źródło:Noble Bank























































