Wbrew początkowym obawom miażdżące zwycięstwo wyborcze Demokratów nie oznaczało spadków na Wall Street. Co więcej, dzięki silnym zwyżkom akcji Apple’a, Amazona i Microsoftu środowa sesja przyniosła solidne wzrosty głównych indeksów.


Nie pomogły miliardy dolarów wyłożone przez biznesowych sojuszników prezydenta Trumpa. Partia Republikańska z kretesem przegrała wybory połówkowe, tracąc większość nie tylko w Izbie Reprezentantów (co było prawie pewne), ale też w Senacie, dostając lanie nawet w Teksasie czy Kansas – czyli stanach tradycyjnie republikańskich. Spekuluje się, że Kongres w rękach lewicy może odegrać się na biznesach Elona Muska oraz spowolnić budowę centrów danych na potrzeby AI.
Akcje Tesli potaniały o 3,3%, a kurs SpaceX spadł o 3,9%. Mocno traciły też walory operatorów centrów danych. Notowania IREN poszły w dół o ponad 11%, kurs Hut8 o zaliczył tąpnięcie o przeszło 23%, a wycena Core Scientific spadła o przeszło 10%.
Ale inwestorzy chyba podeszli do sprawy dość nietypowo, gdyż uznali, że spowolnienie rozwoju AI… przysłuży się hiperskalarom przepalającym obecnie setki miliardów dolarów na budowę centrów danych. Dzięki temu akcje Microsoftu czy Amazona zwyżkowały po przeszło 6%, a kurs Alphabetu wzrósł o ponad 3%. Do tego doszły drożejące o 5,3% walory Apple’a.
A że są to spółki wagi super-ciężkiej, to miały decydujący wpływ na zachowanie nowojorskich indeksów. Średnia przemysłowa Dow Jonesa poszła w górę aż o 3,03% i dotarła na wysokość 53 357,19 pkt. Indeks S&P500 zyskawszy 1,58% zatrzymał się na poziomie 7 688,66 pkt. A Nasdaq Composite zwyżkował o 1,44%, kończąc dzień z wynikiem 25 736,51 pkt. Ten ostatni podniósł się z najniższych poziomów od lipca, jakie wyznaczył jeszcze w poniedziałek.
- Jest dość jasne, że trend AI dostanie teraz trochę wiatry w plecy. Jeśli zmienisz tempo budowy centrów danych, to jest oczywiste, że zmieni się fundamentalna trajektoria dla wielu dostawców – skomentował Scott Chronert, szef strategii akcyjnych w Citi Research cytowany przez Reutersa.
Równocześnie analitycy zwracają uwagę na dwie inne kwestie związane z wyborami połówkowymi. Po pierwsze, statystycznie miesiące następujące po nich sprzyjają wzrostom na rynku akcji. Po prostu jakiekolwiek rozstrzygnięcie zdejmuje ze stołu niepewność związana z decyzjami wyborców. Po drugie, podzielony rząd (tj. Republikanie mający władzę wykonawczą – prezydenta, a Demokraci Kongres) jest z reguły dobry dla biznesu.
Daje też szansę na ograniczenie ogromnego deficytu fiskalnego. Stąd też na rynku długu zobaczyliśmy wyraźny spadek rentowności obligacji skarbowych USA. To z kolei osłabiało dolara oraz podnosiło dolarowe ceny złota (+3,4%) i srebra (+5,2%).
Bardzo mocno – bo aż o 8,2%- potaniała ropa naftowa. Baryłka ropy Brent kosztuje już „tyko” 95 USD i jest najtańsza od dwóch miesięcy. Prezydent Trump oraz wiceprezydent Vance otwarcie przyznali, że ich partia przegrała wybory z powodu wojny z Iranem. Może więc w drugiej połowie kadencji pójdą po rozum do głowy i dogadają się z Teheranem, co pozwoliłoby zakończyć kryzys paliwowy, obniżyć inflację i ulżyć konsumentowi (a więc też wyborcy).































































