Jesteśmy jednej myśli, jeśli chodzi o pozbycie się reżimu w Teheranie, ale musimy omówić, co się stanie później - oświadczył we wtorek kanclerz Niemiec Friedrich Merz podczas spotkania z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Białym Domu. Trump zasugerował, że lepiej byłoby, gdyby Iranem kierował „ktoś z wewnątrz”.


- Jesteśmy jednej myśli, jeśli chodzi o pozbycie się tego okropnego reżimu w Teheranie i musimy porozmawiać o tym, co się stanie „dzień po”, jeśli oni odejdą - powiedział Merz. Kanclerz Niemiec zaznaczył, że konieczne jest omówienie wspólnej „strategii”.
Trump, pytany o najgorszy scenariusz zakończenia wojny, stwierdził, że byłoby nim, gdyby władze objął ktoś gorszy niż obecny reżim. Zwrócił uwagę na błędy popełnione przez USA w Iraku i wyczyszczenie władz z osób związanych z reżimem Saddama Husajna (debasyfikacja), co skutkowało powstaniem Państwa Islamskiego. Jako kontrast przedstawił operację w Wenezueli.
Ocenił też, że syn obalonego szacha Iranu Reza Pahlawi jest „miłym człowiekiem”, ale zauważył, że nie jest popularny w Iranie i dodał, że najlepiej, gdyby obecne władze w Iranie zastąpił „ktoś z wewnątrz”, kto „zwróci władzę ludowi”.
- Wydaje mi się, że ktoś z wewnątrz byłby bardziej odpowiedni - powiedział.
Trump odrzucił sugestie, że to Izrael wymusił na USA działania przeciwko Iranowi.
- Prowadziliśmy negocjacje z tymi szaleńcami i moim zdaniem to oni chcieli zaatakować pierwsi. Zamierzali zaatakować. Jeśli tego byśmy nie zrobili, to oni zaatakowaliby pierwsi. Byłem o tym głęboko przekonany - powiedział Trump. - Więc, jeśli już, to ja mogłem zmusić Izrael do działania, ale Izrael był gotowy i my byliśmy gotowi - dodał.
Dzień wcześniej sekretarz stanu USA Marco Rubio zasugerował, że Izrael zamierzał zaatakować Iran niezależnie od decyzji USA, wobec czego Stany Zjednoczone zdecydowały się na to samo.
Trump oznajmił, że operacja przeciwko Iranowi przebiega dobrze, Teheranowi kończą się rakiety i stracił obronę powietrzną. Wskazał też na atak na siedzibę rady, która miała wybrać nowego przywódcę Iranu.
- Chyba nastąpił dziś kolejny cios w nowe kierownictwo i wygląda na to, że ten cios był również dość znaczący - zaznaczył.
Trump zapewnił, że Iran został już praktycznie pokonany militarnie, a USA niszczą jego zasoby rakiet, wyrzutni i marynarkę wojenną.
Pytany o skutki wojny dla cen ropy naftowej, Merz powiedział, że w oczywisty sposób jest to szkodliwe dla gospodarek europejskich. Trump zapewnił jednak, że ceny wkrótce spadną, jak tylko skończy się wojna.
Obaj przywódcy zapowiedzieli też rozmowy o wojnie w Ukrainie. Trump zapewnił, że zakończenie konfliktu jest wysoko na jego liście priorytetów. Przyznał jednak, że rozwiązanie konfliktu jest trudniejsze, niż myślał, nazywając wojnę „głupią”.
- Do tanga trzeba dwojga, a oni (Zełenski i Putin) muszą się dogadać. Muszą umieć ze sobą rozmawiać. Bardzo się nienawidzą. To ma wpływ - stwierdził Trump.
Skrytykował jednocześnie swojego poprzednika za to, że „bardzo głupio” oddał Ukrainie dużą ilość wysokiej klasy amunicji.
Merz w USA: Wezwałem Trumpa do zwiększenia presji na Rosję
Kanclerz Niemiec Friedrich Merz powiedział we wtorek, że w rozmowie z amerykańskim przywódcą Donaldem Trumpem wezwał go do zwiększenia presji na Rosję. Szef niemieckiego rządu ocenił, że Władimir Putin „grając na czas działa wbrew woli prezydenta USA”.
- Rosja gra na czas i tym samym działa wbrew woli prezydenta USA. Podczas dzisiejszych rozmów wezwałem go do zwiększenia presji na Moskwę — powiedział kanclerz po spotkaniu w Białym Domu z Trumpem.
Merz wyraził przy tym przekonanie, że porozumienie dotyczące Ukrainy i Rosji wynegocjowane „ponad głowami Europejczyków” jest nie do zaakceptowania.
Kanclerz Niemiec został we wtorek przyjęty w Białym Domu. Był pierwszym europejskim przywódcą który rozmawiał z Trumpem po decyzji prezydenta USA o ataku na Iran.
W kontekście wojny na Bliskim Wschodzie Merz ocenił, że działania USA i Izraela „nie są pozbawione ryzyka”.
Szef niemieckiego rządu zastrzegł, że ani USA ani Izrael nie poprosiły Niemiec, by te dołączyły do wojny. Kanclerz miał przekazać Trumpowi, że do takiego ruchu mogłoby dojść jedynie przy zgodzie Bundestagu.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ mal/

























































