Kanclerz Friedrich Merz potwierdził w środę w Bundestagu, że dopóki toczy się wojna USA i Izraela z Iranem, Niemcy nie wezmą udziału w misji odblokowania cieśniny Ormuz. Wezwał UE i USA do wspólnego wzmocnienia presji na Rosję. Jego zdaniem Europejczycy powinni wziąć większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo.


- Dopóki trwa wojna (w Iranie), nie będziemy uczestniczyli w działaniach militarnych służących zapewnieniu swobodnej żeglugi w cieśninie Ormuz – zapowiedział Merz w niemieckim parlamencie, przedstawiając stanowisko rządu przed czwartkowym szczytem UE w Brukseli.
- Brakuje dotychczas zarówno planu (takiej operacji), jak i mandatu Organizacji Narodów Zjednoczonych, Unii Europejskiej, czy też NATO – zaznaczył szef niemieckiego rządu, dodając, że Berlin nie był konsultowany przed atakiem USA na Iran. – Odradzilibyśmy (Ameryce) wybranie tej drogi - dodał.
Merz zastrzegł, że nie wyklucza to udziału Niemiec w działaniach dyplomatycznych, służących szybkiemu zakończeniu wojny. - Robimy to – zaznaczył, wskazując na niedawną podroż ministra spraw zagranicznych Johanna Wadephula na Bliski Wschód. Kanclerz nie wykluczył również udziału Niemiec w budowaniu nowego regionalnego porządku po zakończeniu działań wojennych.
Merz podkreślił, że zależy mu na uzgodnionym stanowisku Europy w tej kwestii. Powiedział, że jest w stałym kontakcie z prezydentem Francji oraz premierami Wielkiej Brytanii i Włoch.
Kanclerz zastrzegł, że nie chce, aby wojna z Iranem stała się obciążeniem dla relacji Niemiec ze Stanami Zjednoczonymi. – Szukamy punktów wspólnych z Waszyngtonem. Podzielamy ważne cele USA. Ale nie wolno nam i nie będziemy cofać się przed szczerym powiedzeniem partnerom, jakie sprawy widzimy inaczej i gdzie mamy inne interesy - wyjaśnił.
Jego zdaniem partnerstwo z USA „musi to wytrzymać”, gdyż inaczej nie można mówić o partnerstwie. - Europa jest zainteresowana rychłym zakończeniem wojny – podkreślił.
- Nakazem chwili jest wzmocnienie presji na Moskwę, i to wspólnie przez Stany Zjednoczone i europejskich partnerów – powiedział kanclerz, odnosząc się do rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Jak zaznaczył, gospodarka Rosji bardzo ucierpiała wskutek wojny i sankcji. - To jest instrument, który nadal powinniśmy wykorzystywać – ocenił Merz.
Zdaniem kanclerza UE powinna jak najszybciej przyjąć 20. pakiet sankcji na Rosję oraz podjąć pilne działania, aby przyznana Ukrainie w ubiegłym roku pożyczka w wysokości 90 mld euro mogła zostać wypłacona. – Będę o to jutro z determinacją zabiegał. Nie możemy brać pod uwagę postawy jednego kraju, który ze względu na politykę wewnętrzną, kampanię wyborczą, blokuje ten projekt – zapowiedział Merz, nawiązując do polityki Węgier.
W przypadku rozmów pokojowych, dotyczących zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej, Europejczycy powinni od początku „siedzieć przy stole negocjacyjnym”. – Nie może być tak, że Rosja i Ameryka same będą rozmawiać o tym ponad głowami Europejczyków i Ukraińców – zastrzegł szef niemieckiego rządu.
Merz apelował do Europejczyków o wykazanie większej pewności siebie w działaniach na rzecz rozwiązywania konfliktów międzynarodowych. – Musimy solidarnie i konsekwentnie wziąć w swoje ręce kwestie dotyczące bezpieczeństwa i obrony wolności – mówił kanclerz. – Nie możemy dłużej sprzedawać się poniżej własnej wartości – dodał. Zjednoczona Europa jest „jedyną i najważniejszą gwarancją naszej przyszłości” - podkreślił.
Kanclerz poświęcił też podczas wystąpienia dużo miejsca reformom wewnętrznym UE, w tym ograniczeniu biurokracji i zwiększeniu konkurencyjności Unii.
"Bundeswehra nie jest ekipą sprzątającą"
Odmowa Niemiec wysłania okrętów wojennych do Zatoki Perskiej w celu ochrony tankowców jest ryzykowna, ale słuszna - ocenił w środę portal tygodnika „Spiegel”. NATO nie powinno porządkować bałaganu po Trumpie, a Bundeswehra nie jest jego ekipą sprzątającą - podkreślił.
W opinii „Spiegla” prezydent USA Donald Trump znalazł się w trudnym położeniu, ponieważ - jak zaznaczył niemiecki tygodnik - nie ma planu na zakończenie wojny z Iranem. „Jego elektorat się buntuje, Bliski Wschód pogrąża się w chaosie, a światowej gospodarce grozi recesja. Wtedy prezydent przypomina sobie, że istnieje jeszcze NATO. W szantażującym tonie domaga się pomocy od partnerów, grożąc, że w przeciwnym razie Sojusz czeka »bardzo ponura przyszłość«” - stwierdził „Spiegel”.
Według tygodnika NATO nie istnieje po to, by sprzątać bałagan po Trumpie. „A Bundeswehra nie jest jego ekipą sprzątającą” - dodał.
(PAP)

























































