Polska miała uregulować rynek kryptowalut 8 miesięcy temu, ale odpowiednia ustawa znajduje się wciąż na etapie prac w Sejmie. W jej obecnej formie polskie prawo jest bardziej surowe niż unijne, ale będzie takie tylko dla polskich firm. Oddzielny wątek to zapowiedź prezydenckiego weta.


Unijne rozporządzenie MiCA zaczęło obowiązywać 31 grudnia 2024 r., regulując rynek kryptowalut na terenie bloku. Odpowiednie przepisy wymagają jednak uchwalenia na poziomie poszczególnych krajów członkowskich. Polska jest jednym z trzech państw UE, które nie zrobiły tego do tej pory. O problemach wokół ustawy o rynku kryptoaktywów rozmawialiśmy z trzema ekspertami: byłym wiceprezesem banku Pekao Jarosławem Fuchsem, specjalistą ds. technologii blockchain profesorem Krzysztofem Piechem i radcą prawnym Arturem Bilskim.
Opóźnienie we wdrożeniu odpowiednich przepisów regulujących rynek kryptowalut wynosi 8 miesięcy i będzie jeszcze dłuższe, ponieważ wokół polskiej odpowiedzi na unijne prawo toczy się ciągle zażarta dyskusja. Eksperci zwracają uwagę m.in. na skomplikowanie polskich przepisów i przerost biurokracji. Projekt ustawy o rynku kryptoaktywów zajmuje z rozporządzeniami wykonawczymi 334 strony, czyli więcej niż unijna dyrektywa, której dotyczy.
- Żaden inny kraj nawet nie zbliżył się do tej liczby - podkreśla mec. Artur Bilski.
- Przykładowo, w Rumunii jest to 16 stron, w Austrii 23, w Irlandii 24. Polskie prawo regulujące rynek kryptowalut jest dłuższe niż tak kompleksowe regulacje jak Kodeks cywilny czy Kodeks spółek handlowych. Cały druk projektu ustawy, wraz z uzasadnieniami, liczy 1228 stron, dorównując niemal długością Biblii. Współczuję parlamentarzystom i pracownikom Sejmu, którzy musieli przez to przebrnąć. Ironii dodaje tu jeszcze zgłoszenie tego projektu jako “deregulacyjnego” - komentuje nasz rozmówca.
- Nasi urzędnicy mają wynagrodzenie płacone za czas pracy, w związku z tym mają motywację do tego, by długo pracować nad regulacjami - mówi prof. Krzysztof Piech. - Gdyby mieli premie za tworzenie przepisów zgodnych z oczekiwaniami rynku albo za wdrażanie przepisów zgodnych z regułą UE+0, być może byłoby inaczej. Tymczasem szumne zapewnienia premiera dot. deregulacji nadal opierają się na aktywności zespołu Brzoski i nie doczekały się wdrożenia do struktur administracji. To działania ad hoc - ważne, ale niewystarczające, a rozporządzenie MiCA jest tego jaskrawym przykładem - dodaje prof. Piech.
Pozłacana biurokracja
Nasi rozmówcy wskazują, że ustawa o rynku kryptoaktywów w swojej obecnej formie to przykład tzw. gold-platingu, czyli wprowadza dodatkowe, bardziej rygorystyczne wymogi niż te określone w unijnej dyrektywie.
- Przeprowadzałem ostatnio analizę tej ustawy i przyznam szczerze, łatwiej było znaleźć przepisy nadmiarowe, niż te, do których wprowadzenia rzeczywiście zmusza nas UE. W mojej ocenie wynika to z mylnego przekonania, że “im więcej stron, tym lepiej”. To przesłania dobre części tej regulacji, których celem było zwiększenie pewności prawa (np. w zakresie określenia kompetencji nadzorcy). Jednocześnie, w tym projekcie jest też naprawdę sporo dobrych pomysłów - komentuje mecenas Bilski.
- Pomimo tego, długość i stopień skomplikowania tych przepisów mogą paradoksalnie zmniejszać stopień ochrony klienta, a jest to zagadnienie kluczowe w obszarze takim jak kryptoaktywa. Nadzorca, klienci i dostawcy muszą otrzymać zrozumiałą dla siebie treść, tak aby wiedzieć, jakie są ich prawa i obowiązki - dodaje nasz rozmówca.
- Polska implementacja jest bardzo restrykcyjna. Jest klasycznym przykładem nadregulacji, choć jednocześnie rząd jest w trakcie procesu “deregulacji”, co pokazuje wewnętrzną sprzeczność jego działań. W USA widzimy tendencje do tworzenia przepisów zgodnych z oczekiwaniami rynku, w Polsce - wręcz przeciwnie. Polska ustawa przewiduje maksymalne możliwe kary za nawet najdrobniejsze wykroczenia. Trudno nie odnieść wrażenia, że chodzi o wywarcie efektu mrożącego - by firmy bały się ubiegać o licencje w Polsce. Zmniejszy to ryzyka dla KNF, ale pozbawi krajowych konsumentów możliwości ochrony ich interesów w Polsce. Już teraz Polacy w większości zresztą korzystają z zagranicznych platform - komentuje prof. Krzysztof Piech.
Grzechy główne ustawy
- Moim zdaniem największym błędem jest skonstruowanie tej ustawy w taki sposób, jakby na rynku byli tylko i wyłącznie duzi gracze. Ona ewidentnie uderza w tych mniejszych. Poznałem branżę krypto, pracując przez kilka miesięcy w startupie, który zajmował się blockchainem i to są firmy, które zatrudniają po kilka, maksimum kilkadziesiąt osób. Nie mają ani majątku, ani kapitału na pokrycie gigantycznych kosztów licencji oraz innych wskazanych w tej ustawie - mówi Jarosław Fuchs.
Były wiceprezes banku Pekao zwraca również uwagę, że narzędzia, które ma otrzymać wyznaczony do nadzorowania rynku krypto KNF, mogą posłużyć do zakończenia działalności dowolnej spółki, nie dając jej możliwości obrony.
- Regulator będzie miał możliwość zamrożenia rachunku na 96 godzin, a potem na dłuższy okres (KNF zawiadamia prokuraturę o podejrzeniu przestępstwa – a prokurator w drodze postanowienia może przedłużyć blokadę rachunku nawet do 6 miesięcy) jeżeli tylko uzna, że taka jest potrzeba. A w tej branży i na tym rynku kilka godzin to jest wieczność. Przy tej zmienności, która ma miejsce na rynku kryptowalut, zamrożenie rachunku nawet na krótki czas, powoduje, że taka firma może zbankrutować - komentuje Jarosław Fuchs.
- Moim zdaniem najgorszy jest rejestr domen zakazanych, gdzie jedną decyzją urzędnika można zablokować domenę internetową danego dostawcy (co równa się śmierci biznesowej). Co gorsza, takiej decyzji nie można zaskarżyć do sądu, co narusza przepisy Konstytucji - wskazuje Artur Bilski.
- Innym przykładem są niejasne i bardzo niekorzystne artykuły podatkowe, zwłaszcza dla emitentów. Gdyby te przepisy miały tak wyglądać, to emitenci tokenów EMT i ART musieliby nie tylko płacić podatki wyższe niż osiągany dochód, ale powinny być one uiszczane zanim jakikolwiek dochód się pojawi. Żaden inny kraj w Europie nie reguluje tego w taki sposób - dodaje prawnik.
Bezpieczeństwo inwestorów
Jak zwraca uwagę profesor Krzysztof Piech, przez opóźnienie z ustawą o rynku kryptoaktywów, w Polsce może legalnie funkcjonować kilkaset podmiotów, które zostały zarejestrowane przez Izbę Skarbową w Katowicach. By dostać się na tę listę, wystarczyło spełnić minimalne warunki. - W praktyce wpisany na listę mógł zostać każdy (w tym np. zagraniczni oszuści). Byliśmy niemalże unijnym rekordzistą w tym zakresie. Podczas gdy w niektórych krajach na podobne listy wpisywano kilkanaście-kilkadziesiąt podmiotów, u nas uruchomiono hurtownię rejestracyjną. Wprowadzenie rozporządzenia MiCA i wymóg rejestracji w bardziej zaawansowanym rejestrze mógł tę sytuację znacząco zmienić - komentuje prof. Piech.
- Obecna sytuacja nie skutkuje większą ochroną inwestorów. Jeśli ktoś jest przeciwnikiem kryptowalut, to tym bardziej powinno mu zależeć na uszczelnieniu tej ustawy oraz jak najszybszym jej wejściu w życie. Przykładowo, MiCA zakazuje dokonywania manipulacji kryptoaktywami, ale Polska nie wdrożyła sankcji karnych ani administracyjnych. Zablokowanie strony dostawcy, któremu klient wpłacił pieniądze nie spowoduje, że klient automatycznie odzyska te środki - wręcz przeciwnie, konsument utraci możliwość złożenia reklamacji, bo strona będzie zablokowana. Na obecnej sytuacji korzystają więc głównie kryptowalutowi oszuści i przestępcy. Dla mnie oczywistym jest, że ustawa ma przede wszystkim chronić inwestorów - ale nie oznacza to, że musi być wroga wobec rynku. Obecny projekt rynek ten w gruncie rzeczy eliminuje, co spowoduje, że usługi te wciąż będą świadczone, tylko że z zagranicy i poza kontrolą polskich instytucji - wskazuje mec. Bilski.
- Ustawa o kryptoaktywach nie ma określać, co jest bezpieczną inwestycją, a co nie jest bezpieczną inwestycją. Ona ma określać reguły funkcjonowania na tym rynku. Czyli żeby inwestor, który kupi kryptoaktywo, jakiekolwiek by nie było, miał się czuć bezpiecznie przy procesie zakupu, przy procesie sprzedaży i podczas przechowywania tego kryptoaktywa. To ma zapewnić ta ustawa, uregulować te procesy. Jeżeli chodzi o ryzyko związane z samym produktem, jest ono takie samo jak w przypadku innych aktywów. Spójrzmy na Lehman Brothers: wielki bank inwestycyjny, wydawał się nie do obalenia, tymczasem upadł, a razem z nim jego akcje. Inwestorzy i tak na tym rynku będą, niezależnie od tego, czy mamy regulacje, czy nie - podkreśla Jarosław Fuchs.
Cios w domy maklerskie
Zdaniem byłego wiceprezesa banku Pekao, ustawa o rynku kryptoaktywów w swoim obecnym kształcie sprawi, że małe firmy przeniosą swoją działalność do innych państw Unii Europejskiej. W Polsce działalność na rynku kryptoaktywów będą prowadzić natomiast tylko duzi gracze, tacy jak banki i domy maklerskie, które dołączą je do swoich usług. Tezę potwierdzałby fakt, że jak czytamy w ocenie skutków regulacji, KNF przewiduje, że w Polsce o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności jako dostawcy w zakresie kryptoaktywów będzie ubiegać się kilkanaście podmiotów.
Jak okazuje się jednak, nawet wspomniane duże podmioty nie będą miały ułatwionego zadania, żeby zacząć oferować klientom kryptowaluty. Mecenas Bilski zwraca uwagę, że z pierwotnego projektu ustawy wykreślono po cichu ustęp, który pozwalał polskim domom maklerskim na świadczenia usług w zakresie kryptoaktywów, co gwarantuje im MiCA (art. 60 MiCA przewiduje proste “przepięcie” licencji maklerskiej na kryptowalutową). Polska ustawa uderza więc w lokalne instytucje finansowe, łamiąc przy tym unijne prawo.
- Ponownie, problem mają tutaj wyłącznie polskie podmioty, zagraniczne nie. Jest to o tyle zastanawiające, że jeszcze w projekcie z 10 stycznia 2025 r. stosowny przepis pozwalający domom maklerskim na świadczenie takich usług się znajdował. Został on jednak w sposób dość zagadkowy wykreślony, i to bez konsultacji z rynkiem. Wśród gąszczu setek dokumentów można odnaleźć jedynie lakoniczną notatkę z 28 stycznia, która wskazuje, że przepis “Wykreślono na wniosek MF” - jak się wydaje wbrew słusznym uwagom KNF i postulatom NBP, zgłoszonym jeszcze w ramach konsultacji publicznych. Sprawa może wymagać zbadania, a jeśli to jedynie błąd legislacyjny, to potrzebne jest dokonanie natychmiastowej korekty. Z moich rozmów z niektórymi z polskich domów maklerskich wynika, że w związku z tym pójdą one po licencję za granicę. Tam zapłacą podatki, a te usługi i tak będą w Polsce świadczone, tylko praktycznie bez polskiego nadzoru finansowego - zauważa mecenas Bilski.
Dalsze losy ustawy
Prezydent Nawrocki zapowiedział, że zawetuje ustawę, jeśli zostanie przyjęta w obecnym kształcie. Za jej odrzuceniem w całości pod koniec lipca głosowały PiS i Konfederacja. Dalsze procedowanie ustawy poparła niemal cała koalicja rządząca i Razem. 4 sierpnia pojawiły się informacje, że powołany zostanie zespół parlamentarny ds. kryptowalut, w którym znajdą się m.in. wiceminister cyfryzacji Michał Gramatyka z Polski 2050, wiceminister rozwoju i technologii Michał Jaros z Platformy Obywatelskiej oraz poseł Ryszard Wilk z Konfederacji.
5 sierpnia podczas posiedzenia podkomisji ds. instytucji finansowych odbyła się kolejna dyskusja nad rządowym projektem ustawy. Strona społeczna, przedstawiciele spółek i stowarzyszeń z branży FinTech, zgłosili znów szereg postulatów dotyczących regulacji. Mimo to nasi rozmówcy nie spodziewają się, żeby wpłynęło to w istotny sposób na kształt ustawy.
- Jeśli prezydent Nawrocki zawetuje ustawę, to są dwa rozwiązania: a) rząd przygotuje nowy projekt - tym razem być może uwzględniając jakiekolwiek postulaty rynku (Ministerstwo Finansów w trakcie konsultacji uwzględniło jedynie postulaty KNF, odrzucając wszystkie - z wyjątkiem jednej - propozycji strony rynkowej); b) opozycja przygotuje projekt (trwają już prace eksperckie nad nim) - wskazuje prof. Krzysztof Piech.
Podobno jednym z warunków, które stawia prezydent, jest utworzenie nowego urzędu regulacyjnego, który zajmie się nadzorowaniem rynku kryptowalut, a także będzie trzymał pieczę nad rozwojem w Polsce nowoczesnych technologii np. AI - wspomina prof. Piech. Jak wskazuje, w trakcie debaty nad polską ustawą MiCA temat ten podnosili posłowie Janusz Kowalski i Konrad Berkowicz. Za inicjatywą ma opowiadać się też przewodniczący Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii poseł Bartłomiej Pejo.
- Wśród postulatów, które przewijają się w kuluarach, wspomina się o usunięciu nadmiarowych przepisów, skróceniu tekstu ustawy, obniżeniu opłat, uproszczeniu przepisów podatkowych, czy rezygnacji z najbardziej drastycznych sankcji, takich jak rejestr stron zakazanych. Padł też rzeczywiście postulat stworzenia nowego urzędu, który miałby przejąć nadzór nad aktywami cyfrowymi i innowacyjnymi usługami. Oczywiście najlepszym wyjściem byłoby porozumienie się wszystkich środowisk, bo to umożliwiłoby szybsze przyjęcie nowych przepisów, ale to wymaga otwartości na wprowadzenie istotnych zmian do projektu - mówi mecenas Bilski.
Jarosław Fuchs nie widzi alternatywy wobec KNF, który jego zdaniem jest właściwym podmiotem do sprawowania kontroli nad branżą kryptowalut ze względu na doświadczenie w regulowaniu całego rynku finansowego. Przyznaje jednak, że problem stanowi bardzo konserwatywne i specyficzne podejście Komisji do tego sektora. - Aby KNF była efektywnym nadzorcą, musiałaby zmienić swoje podejście na bardziej łagodne. Wtedy myślę, że jest idealnym miejscem do kontroli tego rynku - mówi nasz rozmówca
Po co regulować kryptowaluty?
Jak podkreśla Jarosław Fuchs, inwestorzy i tak będą kupować kryptowaluty, niezależnie od tego, jakie prawo będzie obowiązywać w Polsce. - Nie rozumiem do końca, skąd taki zachwyt i zadowolenie części rynku, że ta ustawa jest taka restrykcyjna. Tak samo jak nikogo nie zmuszamy, żeby kupował akcje i korzystał z obligacji, nikt nie będzie nikogo zmuszał do zakupu bitcoinów. Każdy ma swój profil inwestycyjny, każdy ma różnego rodzaju apetyt na ryzyko - wskazuje nasz rozmówca.
- Wielokrotnie powtarzałem, że tradycyjny rynek finansów, domy inwestycyjne, banki za chwilę przestaną mieć klientów. Pamiętajmy o tym, że dzisiaj grubo ponad 3 miliony inwestorów w Polsce już posiada kryptoaktywa u siebie w portfelach. Jeśli porównamy to do rachunków inwestycyjnych, których jest 2 miliony, z czego 75% to są martwe rachunki, widzimy, dokąd płynie kapitał. Pytanie brzmi, czy jesteśmy w stanie zaspokoić te potrzeby i to wykorzystać. Przy tego typu restrykcjach myślę, że nie - komentuje Jarosław Fuchs.



























































