Kraj wysokich podatków i podobno szczęśliwych ludzi [Tam mieszkam]

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Pod jednym z najbogatszych adresów Europy ludzie lubią mówić o sobie, że są szczęśliwi. Reguła "nie sądź, że jesteś czymś więcej niż my" ucina wyścig po pieniądze, zrównując społeczeństwo do jednego rzędu. Duńczycy nie chcą jednak stać w nim obok ekonomicznych imigrantów.

– Jako osoba o kapitalistycznych poglądach, zanim przyjechałem do Danii, po prostu nie wierzyłem, że socjalizm może działać. A jednak Dania cechuje się wysokim pragmatyzmem w zakresie zwiększania wydatków socjalnych czy obniżania podatków, a także bardzo atrakcyjnym wskaźnikiem łatwości prowadzenia biznesu. Pomimo wysokiej dawki państwa opiekuńczego wciąż pozostaje jednym z najbogatszych krajów świata. Choć wolny rozwój w ostatnich latach może świadczyć o tym, że fenomen Danii powoli się kończy – mówi Karol Wielgosz, który od ponad czterech lat mieszka w Danii i pracuje jako inżynier w siedzibie Lego, w Billund.

Firma, o której media pisują, że daje zatrudnienie marzeń, bije się o miano najlepszego pracodawcy w kraju. Ma zadziwiająco długą listę sposobów walki ze stresem w zespole, a dla poprawy efektywności spotkań biznesowych poleca składać klocki.

Lego to jedna z najpopularniejszych duńskich marek
Lego to jedna z najpopularniejszych duńskich marek (fot. Laura Dale / Caters News / FORUM)

Malwina Wrotniak: Za kilka dni ONZ opublikuje kolejną edycję raportu o najszczęśliwszych krajach świata. Przypomnijmy - w ostatniej Dania utraciła miano lidera.

Karol Wielgosz: Duńczycy cały czas przywołują poprzedni ranking. Lubią myśleć o sobie, że są bardzo szczęśliwi.

Zrelaksowani, w przytulnych domach, przy blasku świec – no przecież taki wizerunek sprzedaje się światu w kolejnych książkach o duńskim podejściu do życia. Pewnym zaskoczeniem jest, że w niektórych zamieszczono też gorzkie słowa.

Nie słyszałem żadnej krytyki na ten temat.

W skrócie: hygge nadaje się na czasy kryzysów gospodarczych, ale nie nadąża za współczesnością, obniża produktywność, negatywnie wpływając na wzrost gospodarczy.

Duńczycy wolą żyć przekonaniem, że dobrze jest tak, jak jest. Że są nie tylko, jak wyżej, szczęśliwi, ale i bogaci. Tymczasem dyskutuję tutaj z ludźmi na tematy gospodarcze i są zupełnie nieświadomi tego, że Dania rozwija się wolno. W mediach słyszy się polityków powtarzających, że kraj rozwija się bardzo dobrze. A jednocześnie patrzę na statystyki, z których wynika, że Dania jest jednym z najwolniej rozwijających się krajów Europy. Trochę mi się to ze sobą kłóci. Nie do końca wiem, co jest przyczyną. Być może społeczeństwo zwyczajnie nie chce dostrzec, że cały świat bogaci się w stosunku do nich.

Styl życia, który zaniża wzrost gospodarczy

„Duńskie hygge jest krytykowane w Danii zarówno przez prawicowych, jak i przez lewicowych polityków. Lewica zarzuca hygge, że tworzy podziały między ludźmi i promuje introwertyzm oraz lęk przed kulturami innymi od skandynawskiej. Z kolei prawica widzi w hygge barierę dla ambicji, energii i rozwoju. Ich zdaniem zbyt częste hyggowanie źle wpływa na produktywność, skuteczność i wzrost gospodarczy. (…) Wciąż cieszy się w Danii dużą popularnością, ale jego znaczenie podważają dziś zasady zdrowego odżywiania, media cyfrowe i rosnący nacisk na wydajność. (…) Szczególnie dobre warunki dla hygge panują w okresach kryzysów gospodarczych. (…) Nie przywiązujemy (wtedy) wagi do stanu posiadania, tylko do stanu wiedzy. (…) Światu potrzebne jest hygge wersja 2.0.”

Marie Tourell Soderberg, „Hygge. Duńska sztuka szczęścia”, Wydawnictwo Insignis, 2016

To zresztą nie jedyna sprzeczność, jaką widzę w tym kraju. Przykładowo: ludzie są bardzo przyjacielscy, a jednocześnie niezwykle zamknięci w sobie. Mam wrażenie, że bardzo wyraźnie oddzielają życie prywatne od zawodowego, w efekcie czego moi znajomi z pracy (w głównej mierze Duńczycy) nie są moimi znajomymi w życiu prywatnym (większość stanowią inni obcokrajowcy). W biurze mamy bardzo dobre relacje, czasem (choć rzadko) zdarzają się też wspólne wyjścia na piwo zaraz po skończonej pracy – ale nie ma mowy o jakichkolwiek rozwiniętych kontaktach. Muszą bardzo zaufać drugiej osobie, zanim podzielą się z nią swoją prawdziwą opinią. Inaczej zawsze pozostanie między nami fasada i udawanie, że wszyscy się kochamy i nie ma żadnych problemów.

Przecież – i tu znowu cytat z literatury - „Dania to taki mały kraj, który nikomu nie zawadza i gdzie wszyscy są sobie równi".

Nie do końca się z tym zgadzam. Dania jest dosyć aktywna politycznie, co jakiś czas popadając w konflikty z innymi państwami, głównie z powodu imigracji (konflikt ze Szwecją związany z zamknięciem granicy, konflikt z Unią Europejską ws. odbierania uchodźcom pieniędzy i wartościowych przedmiotów).

W kraju rosną postawy nacjonalistyczne, Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti) miała świetne wyniki w poprzednich wyborach. Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu bardzo atakowała Polaków. Publikując dane nt. bezrobocia i przestępczości wśród różnych grup narodowościowych, w końcu zauważyła, że praktycznie wszyscy Polacy w Danii pracują i że to nie my jesteśmy głównymi złodziejami czy sprawcami przestępstw. To zakończyło krytykę Polski i Europy Wschodniej, przenosząc ją na imigrantów z krajów Bliskiego Wschodu.

"W kraju znanym z ulubienia dla równości rosną postawy nacjonalistyczne. Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti) miała świetne wyniki w poprzednich wyborach"
"W kraju znanym z ulubienia dla równości rosną postawy nacjonalistyczne. Duńska Partia Ludowa (Dansk Folkeparti) miała świetne wyniki w poprzednich wyborach" (YAY Foto)

I zachęcając ich, żeby nie wybierali się do Danii, gdzie - jak mówiła minister ds. imigracji – rząd nie rozdaje prezentów.

W ciągu kilku ostatnich lat podjęto sporo działań, żeby ograniczyć imigrację – Dania była wyłączona z programu relokacji uchodźców, dlatego że przyjęła ich wielu w poprzednich latach. Zasiłki dla imigrantów zostały znacząco, bo o połowę, obniżone. Ograniczono również możliwość łączenia rodzin.

Czyli z jednej strony Dania - adres ekskluzywny, ale z drugiej – wciąż taki, po którym tej ekskluzywności nie powinno być widać.

Fakt, że wciąż obowiązuje tutaj niepisane prawo, w świetle którego powinno się unikać okazywania, że jest się zamożniejszym czy w ogóle lepszym od innych osób – choć mam wrażenie, że siła tego podejścia w ostatnich latach maleje... Jednym z jego objawów nadal jest niezasłanianie okien firanami, żeby pokazać, że nie ma się nic do ukrycia. Idąc ulicą, można zobaczyć, co ludzie robią w domach. „Prawo Jante” to oczekiwanie równości społeczeństwa i wszelkie próby wybijania się z niego są generalnie źle odbierane. Dotyczy to właśnie okazywania bogactwa, ale też na przykład wygórowanych ambicji.

Bogactwa nie widać też z innych powodów. Opodatkowanie samochodów jest bardzo wysokie - do niedawna wynosiło 150 proc. za rejestrację samochodu. Czyli kupując auto za 100 tysięcy, płaciło się od tego 150 tysięcy podatku. To po prostu uniemożliwia ludziom posiadanie bardzo dobrych samochodów, które przecież są jednym z symboli bogactwa.

Duńczycy jednak bardzo bronią wysokich podatków. Nawet mimo faktu, że wysoko opodatkowane i drogie są też nieruchomości. W związku z tym bardzo wiele osób wynajmuje mieszkania, czasami przez całe życie. Mam kolegę, który zbudował duży dom w bogatej dzielnicy, a teraz musi poświęcać niemal całą jednomiesięczną pensję tylko na podatek od własności. Do tego dochodzi rata kredytu i koszty utrzymania domu. Ma czterdzieści parę lat, jest project managerem, jego żona podobnie, pewnie mają fajne pensje, jednak od kilku lat marzy mu się polecieć na Islandię, ale, ze względu na koszty, wybiera raczej tańsze rozwiązania.

"Tam mieszkam"

Jak się żyje w innych krajach? Za co trzeba tam płacić więcej, a co kosztuje mniej? Jakie są szanse na własne mieszkanie, czy łatwo o pracę i czego nie pisze się w turystycznych przewodnikach? Zapraszamy w podróż przez ponad 100 miejsc na świecie - do rozmów z Polakami, którzy się tam osiedlili.

Zasadniczo ludzie tutaj są mocno zadłużeni - chociaż mają przyzwoite dochody i ubezpieczenia od bezrobocia, a więc nie obawiają się o jutro, często mają na koncie raczej kredyt niż oszczędności.

A mimo to wyższe zarobki nie są tutaj dla pracowników motywatorem do pięcia się w górę. Z jednej strony dlatego, że w Danii zaczyna się z bardzo wysokiego poziomu, ale później pensje rosną bardzo wolno, szczególnie od momentu, kiedy wchodzi się na drugi, 60-procentowy próg podatkowy.

Inny powód to odgrywający tutaj dużą rolę tzw. work-life balance.

Pieniądze nie są warte tyle, co czas wolny?

I nie są warte dodatkowych obowiązków. Kiedy rozmawiam z menedżerami narzekają, że mają niewiele większe pieniądze, co pracownicy na niższym szczeblu, a znacznie większy zakres zadań. Tym samym odpada główna siła napędowa wyścigu znanego z innych rynków „wyścigu szczurów”.

Może to z tego względu o Duńczykach jako współpracownikach często słyszy się dobre rzeczy?

Są bardzo dobrzy w kooperacji. Każdy temat lubią przedyskutować i potrzebują, żeby każdy czuł się dobrze z daną decyzją. Rzadko zdarza się, żeby ktoś słyszał, że po prostu ma coś zrobić. Najpierw jest długi proces przekonywania do danej decyzji, omawianie wszystkich obaw i spodziewanych profitów. Z mojej perspektywy rozwleka to proces decyzyjny, ale to oczywiście kwestia różnic kulturowych, oni po prostu byli inaczej wychowywani.

Na klimat do pracy pewnie wpływa też zaufanie do pracownika, które jest tutaj najważniejszą kwestią. Rozmawiam teraz z tobą będąc w pracy, ale nie ma żadnego problemu, żebym zrobił sobie godzinę przerwy. Współpracownicy przechodzą obok salki, widząc przede mną prywatny komputer, ale nikt mnie nie skontroluje ani nie powie słowa na ten temat. Ludzie tutaj po prostu ufają, że zrobię to, co mam zrobić. Jeśli wyniki mojej pracy są dobre, nie bardzo interesuje ich, ile godzin nad tym spędzam. Pracujemy mniej więcej 37 godzin tygodniowo.

To zaufanie przejawia się też w inny sposób. W Danii nie ma zwolnień lekarskich – w czasie nieobecności w pracy z powodów zdrowotnych pracownik otrzymuje 100% wynagrodzenia. Jedyne, co musi zrobić w razie choroby, to zadzwonić do pracodawcy lub wysłać mu e-mail, że zostaje w domu. W Polsce pewnie byłoby to nadużywane, tutaj na tyle rzadko zdarza się, żeby ktoś nie przychodził do biura, że jestem przekonany, że ma to miejsce faktycznie tylko w razie choroby.

Może po prostu nie wypada inaczej w firmie, której od lat towarzyszy hasło przewodnie „Only the best is good enough” (dosł. „Tylko najlepsze jest wystarczająco dobre”, cytat z założyciela Lego).

Swoją drogą to hasło ma trochę inny sens w oryginale. „Nawet najlepsze nie jest dostatecznie dobre”. Trwa dyskusja na temat zmiany tłumaczenia jej anglojęzycznego odpowiednika.

Pracujesz w miejscu, o którym media piszą, że daje pracę marzeń.

Lego to w moim życiu zupełny przypadek. W 2013 roku przyjechałem z Wojskowej Akademii Technicznej na Erasmusa na Uniwersytet Południowej Danii, do Odense. Plan był taki, że jadę na pół roku, ostatecznie zostałem dłużej z dwóch powodów – poznałem dziewczynę oraz żeby dokończyć studia, a potem znalazłem pracę.

Na LinkedIn widziałem ogłoszenie, które zainteresowało mnie, bo pisałem w tamtym czasie pracę magisterską, której wiele elementów pokrywało się z zakresem obowiązków na tym stanowisku.

Rekrutacja do Lego każe spodziewać się „niestandardów”.

Cały proces był bardzo przyjemny, dwuetapowy, składał się właściwie głównie z luźnej rozmowy. Niewiele konkretów i sprawdzania twardej wiedzy, raczej pytania, które mają sprawdzić osobowość kandydata. Co ciekawsze, na początku rekrutacji dostałem zestaw klocków Lego i musiałem w ciągu pięciu minut zbudować z nich siebie i swoje otoczenie, a później wyjaśnić, co się zbudowało i dlaczego. Jako przykład mogę podać, że „mój ludzik” wspinał się po drabinie, żeby zobrazować, że jestem ambitną osobą.

Karol Wielgosz mieszka w Danii od ponad czterech lat
Karol Wielgosz mieszka w Danii od ponad czterech lat (Archiwum prywatne)

Później padało wiele pytań „wyjściowych” do dalszej rozmowy – na przykład pytanie o stresujące sytuacje, których doświadczyłem na studiach, płynnie przeszło w kolejne – o to, jak się wtedy czułem, jak radziłem sobie ze stresem, czy kiedy jestem zestresowany, zmienia się mój stosunek do ludzi, jak radzę sobie ze stresem w życiu prywatnym, czy umiem rozdzielić życie prywatne od zawodowego. To z kolei prowadziło do pytań o to, co lubię robić w wolnym czasie, o moje zainteresowania czy wreszcie o to, jak radzę sobie w Danii w porównaniu do Polski. Zarówno prowadzący spotkanie menedżer, jak i rekruterka, opowiadali w trakcie krótkie anegdoty z własnego doświadczenia, które dotyczyły aktualnego tematu – z tego względu te rozmowy wydają się bardzo nieformalne.

Taki styl rozciąga się też na dalszy etap współpracy?

Lego jest firmą rodzinną, z tradycjami, co bardzo mocno czuć na co dzień. Panuje tu szczególne nastawienie na pracownika, bardzo dba się o to, żeby ludzie się nie przepracowywali. Podobną wagę przykłada się do walki ze stresem - jeśli ktokolwiek wykazuje objawy „choroby stresowej” (to dosłowne tłumaczenie, w Danii jest taka jednostka chorobowa), uruchamiana jest cała machina procedur, żeby temu przeciwdziałać.

Machina procedur?

Dbanie o work-life balance odbywa się na kilku szczeblach. Na poziomie zespołu obowiązkiem menedżera jest sprawdzanie, czy pracownik jest zestresowany podczas comiesięcznych, godzinnych spotkań 1:1. Na poziomie działu mamy KPI, który przedstawia obciążenie obowiązkami każdej zatrudnionej osoby (zielony - wszystko pod kontrolą, żółty - pracownik może wykonać swoje obowiązki, ale nic ponadto, czerwony - potrzeba priorytetyzacji zadań). W każdy poniedziałek osoby „z kolorem żółtym” są pytane o przyczynę tego stanu rzeczy. W przypadku koloru czerwonego to menedżer komentuje przyczynę, ponieważ jest zobowiązany do takiego rozdzielania obowiązków, żeby nikt „nie był czerwony". Na poziomie firmy istnieją także specjalne kursy pomagające radzić sobie ze stresem (tzw. mindfulness), a także kursy profilaktyczne - spotkania z osobami, które przeszły "chorobę stresową" i opisują, jakie miały objawy, jakie były tego konsekwencje oraz jak wyglądał powrót do normalności.

Jeśli mimo to ktoś przejdzie załamanie i przejdzie na "chorobę stresową", wówczas taka osoba współpracuje ze związkiem zawodowym, działem HR i menedżerem nad opracowaniem planu powrotu do pracy. W czasie zwolnienia przez początkowy okres otrzymuje normalne wynagrodzenie, a następnie pieniądze z gminy. Pozostając na zwolnieniu, uczęszcza również na spotkania z psychologami, żeby powrócić do pełnego funkcjonowania. Taka osoba zazwyczaj po pewnym czasie zaczyna pracę w specjalnym dziale przeznaczonym dla osób, które przeszły różne choroby (czy to stres, czy na przykład rak), wykonując stosunkowo proste prace i powoli wdrażając się w odpowiedni rytm, zanim wróci do właściwej pracy.

Nie pensją więc pracownika, a benefitami.

Są to rozwiązania, których nie jest się świadomym na początku, ale później bardzo się je docenia. Słyszałem opinie osób, które odeszły z Lego i wróciły, bo – jak mówią - zderzyły się „z prawdziwym światem”. Lego ściga się o miano najbardziej pożądanego pracodawcy w Danii z firmą Novo Nordisk. Wygrywa raz - tą powszechnie znaną, rodzinną atmosferą pracy w firmie, a dwa - najwyższym bonusem rocznym spośród wszystkich dużych firm. Do tego dochodzą inne bonusy, jak 50% zniżki na produkty Lego, czego Novo Nordisk jako sprzedawca insuliny, nie jest w stanie przebić. Oferuje za to wyższe wynagrodzenia podstawowe.

O kreatywnych stanowiskach w Lego krążą legendy.

Nietypowe stanowiska mają projektanci, którzy tworzą przyszłoroczne produkty. Główna część ich pracy to budowanie modeli z klocków i bawienie się nimi, również z dziećmi, żeby obserwować, po które modele sięgną w pierwszej kolejności. To trochę taka praca, o jakiej myślą media. Ale bynajmniej nie jest tak, jak wiele osób sugeruje, że my tu tylko siedzimy i się bawimy (chociaż w pewnym sensie jest w tym trochę prawdy, bo w wielu salach konferencyjnych stoją miski z klockami Lego, którymi ludzie bawią się podczas spotkań – to pomaga się skupić). Koniec końców to praca.

Ja, jako Master Data Engineer, pracuję w dużej mierze z nowościami, optymalizując wielkość ich opakowań. Zarówno tych ładnych (pretty boxes, jak je nazywamy), które widzimy na półkach sklepowych, jak i master cartons, czyli paletyzacją. Przy podejmowaniu decyzji o wielkości opakowań kluczowe są z jednej strony koszty, a z drugiej tzw. filling degree, czyli poziomem wypełnienia pudełka. Chodzi o to, żeby po otwarciu klient miał poczucie, że produktu jest dużo, przez co jest on pełnowartościowy.

Spodziewasz się, że stamtąd wrócisz?

Dobre pytanie. Bardzo chciałbym wrócić. Obserwuję sytuację w Polsce i wiem, że pensje idą w górę, a bezrobocie maleje. Mam nadzieję, że zagraniczne studia i praca za granicą mogą być dobrym kapitałem, który pomógłby mi znaleźć dobrą pracę. Niestety nie wiem, jaka będzie przyszłość, czy spędzę ją w Danii, w Polsce, czy może w jeszcze innym kraju. Jak na razie żyje mi się tu dobrze, doceniam to dbanie o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym. Oczywiście, tak jak wszyscy tutaj, w tym Duńczycy, narzekam na pogodę, która jest straszna. Inaczej niż Duńczycy, nie lubię wysokich podatków, ale rozumiem, że jestem tu gościem i muszę je zaakceptować.

Wybrałeś na Erasmusa jedną z najdroższych opcji.

Spodziewałem się, że jako bogaty kraj,Dania będzie reprezentowała wysoki poziom edukacji. Chciałem czegoś takiego doświadczyć. I faktycznie – zajęcia były prowadzone zupełnie inaczej niż w Polsce, dużo bardziej skupiano się na projektach, pracy grupowej i umiejętności prezentacji swoich wyników. W Polsce bardzo ważne były wszystkie obliczenia. Tutaj nikt w nie nie patrzył. Prowadzących interesowało za to, czy jestem w stanie przekonać ich do swoich wniosków, gdy próbują je zbijać. To wyrabia umiejętności bardzo przydatne w późniejszym życiu zawodowym.

Mieszkasz za granicą albo wróciłeś do Polski z emigracji? Daj nam znać. Wyślij e-mail albo odezwij się na Twitterze. Zobacz też: tammieszkam.pl.

Malwina Wrotniak

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
4 8 lebero654

Gdzieś wyczytałem, że Lego ma zamiar zwolnić 1400 osób, mimo gigantycznego zysku. Może z tą duńską szczęśliwością nie jest do końca tak różowo. Globalny rynek wymusza niestety brutalne zachowania wobec tzw. zwykłego pracownika, który staje się co raz mniej potrzebny w zautomatyzowanym procesie pracy.
Może Skandynawia jest i oazą szczęśliwości, ale nudno u nich jak nie wiem.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
10 28 ajwaj

""Choć wolny rozwój w ostatnich latach może świadczyć o tym, że fenomen Danii powoli się kończy""

raj na ziemi sie konczy? :) Cós wszystkie czlonki UE odczuwaja podobnie (GB to nawet powiedziala good by,) pewnie epidemia jakas
ALE demokrat. wybrana Komisja UE z dem. wybranymi komisarzami przyjmie Albanie, Makedonie, Czarna Góre itd. i lepiej zastapia Wielka Brytanie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 12 cyklotron

trzeba na dół opakowania wstawic tekturową podkładkę Na góre dać mniejsze klocki , a większe na dól. Na dole opakowania będą puste przestrzenie a na górze zaraz po otwarciu będzie widać pełno mniejszych klockow po brzegi opakowania.

! Odpowiedz
4 38 jkendy

Z tymi szczęśliwymi ludźmi to przesada. Kolega Duńczyk jak popije to przeklina na czym świat stoi. Przez podatek na samochody jeździ małym, starym i niebezpiecznym gruchotem. Po dwudziestu latach pracy nie ma prawie nic i jest bardzo szczęśliwy jak jest za granicą.

! Odpowiedz
12 14 rekin1986

Widzę i obserwuję zachowania ludzi z okresu powojennego to ich zachowanie nie raz przyprawia człowieka o ból głowy szczególnie na wyprzedażach w dyskontach albo jaki cyrk potrafią robić w kolejce do lekarza to mózg się lasuje

Ostatnio zajechałem do szpitala na oddział ratunkowy o godz 21 bo mnie złapała kolka nerkowa a miałem założony cewnik przez 5 tygodni i miałem się zgłosić na drugi dzień by mi wyciągnęli kamień z pęcherza podchodzę do rejestracji o kulach rehabilitacyjnych a widzę , że przyjmuje lekarz z oddziału na którym leżałem wcześniej daję mu kartę szpitalną ten wystawia mi dokument przyjęcia na oddział i każe usiąść na wózku inwalidzkim po czy każe mi jechać na oddział a kobieta co siedziała w kolejce z rykiem na tego lekarza , że ona czeka już godzinę i nikt jej nie zawołał a ja wszedłem do dyżurki lekarskiej po czym od razu jestem przyjęty na oddział szpitalny
Nieważne , że mnie boli że wystać nie mogę , że mnie boli kręgosłup od chodzenia o kulach nie wspomniawszy o pogorszonej morfologii od brania ketonalu ale nieważne ona ma 80 lat i musi czekać w kolejce pomimo że sama chodzi bez niczyjej pomocy

Rządzenie na modę stary rządzi do śmierci młody słucha a prawo głosu ma po śmierci starych to było we feudaliżmie i przywiązaniu chłopów do pańszczyzny tyko szkoda że obowiązek pańszczyzny zniesiono w 1846 roku i dzisiaj zarządzanie na modę feudalną nie przejdzie

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
36 28 zenonn

W mnóstwie krajów, w tym w Danii, ludzie współdziałają dla wspólnego dobra.
Wolak Polakowi wilkiem i utopiłby go w łyżce wody. Wolska jawi się jako kraj oszustow i bylejakości.

! Odpowiedz
16 45 karbinadel

Wynika to z braku etosu pracy - to spuścizna mentalna PRL, która za rządów PiS przeżywa renesans. Wolak zawsze zadba, by drugiemu nie żyło się lepiej - a największą ma radość, gdy sąsiadowi krowa zdechnie

! Odpowiedz
31 14 redturtle odpowiada karbinadel

Co za piramidalna bzdura... Brak etosu pracy w PRL? Proszę pana ludzi na czyn społeczny to kobami w PRL nie pchano, naprawdę przychodzili z ochotą. Niech pan dziś spróbuje powiedzieć na osiedlu - "budujemy plac zabaw", potrzebne ręce do pracy i sprawdzi ilu chętnych przyjdzie.
Etos pracy to został utopiony w latach 90, kiedy społeczeństwo zachłysnęło się gadaniem o wyższości kapitalizmu nad komuną - to wówczas ukuto powiedzenie "państwowe znaczy niczyje". Proszę więc nie powielać głupiej propagandy z początku lat 90.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 34 karbinadel odpowiada redturtle

Drogi kolego, powiedzenie "państwowe znaczy niczyje" pochodzi właśnie z PRL. Jak również "czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy" (jeszcze lepiej oddaj ówczesny "etos pracy"). Rozumiem tęsknotę za PRL, bo ja też byłem wtedy młody i przystojny - ale prawda wyglądała zupełnie inaczej :)

! Odpowiedz
15 9 zenonn

W mnóstwie krajów, w tzm w Danii, ludzie współdziałają dla wspólnego dobra.
Wolak Polakowi wilkiem i utopiłby go w łyżce wody. Wolska jawi się jako kraj oszustow i bylejakości.

! Odpowiedz

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl