Philip Kotler, jedna z najważniejszych osób (o ile nie najważniejsza) w świecie marketingu, na jednej z konferencji wspominał, gdy na początku lat 90-tych uczestniczył w spotkaniu zarządu firmy IBM. To doświadczenie określił jako fantastyczne – IBM miał zwyczaj zapraszać na spotkania zarządu kierowników liniowych (np. regionalnych szefów sprzedaży), klientów, a nawet… przedstawicieli konkurencji. Wszyscy oni przeprowadzali swoje prezentacje, które następnie były szczegółowo omawiane przez Zarząd.
Oczywiście, niemożliwe było zaproszenie konkretnego, wysoko postawionego przedstawiciela konkurencji. W związku z tym Zarząd IBM zapraszał specjalistów lub menedżerów, którzy obecnie pracowali dla IBM, a jeszcze niedawno byli zatrudniani przez konkurencję (np. Sun Microsystems).Następnie prosił ich, aby podczas spotkania zarządu przeprowadzili prezentację tak, jakby byli… prezesem zarządu konkurencyjnej firmy. Co interesowało zarząd IBM? Na przykład to, co sobie myśli Scott McNealy (prezes Sun) na temat IBM. Praktyka była bezpieczna – nie chodziło tu o ujawnianie sekretów technologicznych czy strategicznych firmy konkurencyjnej, a jedynie o uchwycenie sposobu myślenia zarządu tejże firmy na temat IBM.
Znaleziono wtedy młodego menedżera, który przez kilka lat pracował w Sun, i który z entuzjazmem podszedł do swojej roli. Bardzo przekonująco wszedł w rolę Scotta McNealy, spojrzał na zarząd IBM i powiedział: „Słuchajcie Wy tam, w IBM.Zamierzamy Was pogrążyć. Wy macie obsesję sprzętu, a dla nas najważniejsza jest sieć, i to w sieci leży przyszłość. Dalej róbcie swój hardware, a my Was szybciutko dogonimy”.
Zarząd IBM wyglądał na zaszokowany i ogłuszony, ale szybko się otrząsnął. Szef badań i rozwoju w IBM stwierdził, że McNealy nie rozumie, że to właśnie wydajność sprzętu stanowi o przewadze konkurencyjnej IBM, czym szybko przekonał pozostałych członków zarządu.
Kotler komentuje: to właśnie ten moment sprawił, że IBM oddał pole konkurentom przynajmniej na jakieś 10 lat. Dlaczego na 10 lat? Bo gdy 10 lat później nowy prezes, Lou Gerstner, przejął stery w IBM, powiedział: „IBM musi w końcu stać się firmą doceniającą znaczenie sieci”.
Ta opowieść pokazuje, że wiele firm, które uważają się za innowacyjne, poprzestaje na innowacyjnych pozorach – np. na ciekawych formach spotkań i warsztatów. W tych spotkaniach i w obserwacjach, które tam się pojawiają, kryje się ogromny potencjał. Jednak wygrywają tylko te organizacje, które robią dobry użytek z tego potencjału – a to już jest przywilejem kilku procent firm.
/ Wymiatacze.pl
Zobacz też:
» Patrioto, po co nam protokół z Kioto?
» Małe firmy dobrze oceniają swoją kondycję
» Wzrost gospodarczy nieodczuwalny
» Patrioto, po co nam protokół z Kioto?
» Małe firmy dobrze oceniają swoją kondycję
» Wzrost gospodarczy nieodczuwalny





























































