Ceny mieszkań nadal idą w górę, co przestaje być już zabawne dla kupujących. Wskazania indeksu cen nieruchomości urban.one coraz bardziej zbliżają się do wartości 100 punktów, co oznacza, że tuż za rogiem czekają nas ceny mieszkań obowiązujące tuż po kryzysie finansowym.
Odczyty indeksu urban.one dla cen mieszkań w Polsce wyniosły w danych za wrzesień 98,77 pkt. To o 1 pkt. więcej niż miesiąc wcześniej i ponad 2 pkt. więcej niż przed rokiem. Zgodnie z zapowiedziami analityków, stawki, jakie przychodzi płacić za lokale mieszkalne, nadal rosną – wynika z nowego raportu Bankier.pl, „Pulsu Biznesu” i urban.one.
Ceny nadal rosną, sprzedaż maleje
Główną siłą napędzającą podwyżki w kraju były oczywiście rosnące oczekiwania finansowe deweloperów i właścicieli mieszkań używanych w dużych miastach Polski. W samej Warszawie wartość indeksu wzrosła we wrześniu tego roku do 98,77 pkt. W skali miesiąca to co prawda kosmetyczny wzrost, ale jeszcze rok temu wskaźnik plasował się na poziomie 94,5 pkt.
Podobną dynamikę zmian zaobserwowano w grupie dużych miast. W przypadku tego indeksu odczyty wykazały 99,47 pkt. czyli już praktycznie tyle co w 2010 roku (punkcie wyjściowym analizy indeksu). To prawie o 1 pkt. więcej niż w sierpniu i ponad 3 pkt. więcej niż przed rokiem.
Przedstawiciele branży już notują spadki sprzedaży kolejny kwartał z rzędu w związku z rosnącymi gwałtownie cenami. Z tego względu część inwestycji przenoszona jest już na kolejny rok, żeby skorzystać z ewentualnych obniżek kosztów pracy. – Wskazuje to na nadzieję związaną ze spadkiem cen realizacji. Oczywiście, inercja w procesie obniżania cen spowoduje, że na jakiekolwiek zmiany w tym zakresie możemy liczyć najwcześniej w połowie 2019 r. Na tę chwilę, wyrwy w budżetach realizacyjnych firm generalnego wykonawstwa są łatane wystąpieniami do deweloperów o dopłaty do bieżących kontraktów. I są one realizowane, co nieco zaburza prawdziwy obraz branży generalnego wykonawstwa. Niemniej, odzwierciedleniem gwałtownego wzrostu cen realizacji i przymuszania deweloperów do dopłat są pogarszające się już wyniki największych firm deweloperskich, szczególnie tych, które operują wyłącznie na rynku warszawskim, gdzie ceny budowy wzrosły o 30 proc. od 2016 r. – komentuje Michał Kubicki, prezes zarządu i udziałowiec Unimax Development.
Na wspomniane wzrosty złożyły się przede wszystkim rosnące ceny gruntów pod zabudowę, rosnące koszty pracy i drożyzna w materiałach budowlanych. Wszystko to napędzone wzmożoną podażą, która próbuje odpowiedzieć na duży popyt na mieszkania.
Uczestnicy badania towarzyszącego publikacji indeksu urban.one są dość zgodni co do przyszłości warunków gospodarczych na rynku nieruchomości – przynajmniej na najbliższe 6 miesięcy. W każdym z badanych segmentów, nikt nie wskazał na szansę poprawy tych warunków. Ankietowani podzielili się na dwa obozy – tych, którzy prognozują utrzymanie się obecnej sytuacji oraz tych, którzy przewidują pogorszenie się warunków gospodarczych.
Prefabrykaty odpowiedzią na drożyznę?
Przy okazji badania Cenatorium zapytało analityków i przedstawicieli rynku nieruchomości o szanse, jakie mogą nieść prefabrykaty – szczególnie w dobie problemów z siłą roboczą na polskim rynku.
Odpowiedzi ankietowanych są dość jednoznaczne – tak, ale dopiero za kilka lat. Problemem mogą być jednak doświadczenia Polaków z podobnymi konstrukcjami. – Z uwagi na złą historię budownictwa prefabrykowanego, która wiąże jest mocno z czasami minionej epoki i bardzo źle się kojarzy pokoleniom, które zamieszkiwały lub nadal zamieszkują budynki z tzw. wielkiej płyty, to szanse, w najbliższych latach, są raczej marne – tłumaczy Kubicki. Standardy jednak się zmieniły – tak samo jak technologie wytwarzania.
- Polacy jednak od lat niezmiennie są tradycjonalistami i budując lub kupując własny dom czy mieszkanie korzystają i szukają by był on zbudowany z klasycznej cegły. Jednak z roku na rok technologie prefabrykowane i budownictwo modułowe zyskuje, co raz więcej zwolenników. Dostępne na rynku projekty prefabrykowane niczym nie przypominają siermiężnych czasów PRL i modeli budowania domów opartych na technologiach odziedziczonych przez Polskie budownictwo z fabryk byłego ZSRR – kontruje Tomasz Błeszyński, doradca rynku nieruchomości.
Na to potrzeba jednak jeszcze czasu i przede wszystkim certyfikowania nowych rozwiązań. Ponadto branża dostrzega problem z odpowiednim zapleczem siły roboczej do budowy kolejnych inwestycji jako zjawisko cykliczne – podobnie jak miało to miejsce 10 lat temu. Za kilka, kilkanaście miesięcy może się okazać, że nie będzie to już tak paląca kwestia jak dziś.

























































