Komentarz po sesji
Dzisiejsza sesja najprawdopodobniej
była sesją
przełomową. Indeksy nawet nie drgnęły (nie dotyczy to NIF'ów)
mimo bardzo dużego
wzrostu NASDAQ'a. Widać wyraźnie słabnięcie rynku i wpływ euro
i ropy naftowej
oraz słabnącej złotówki. Pogorszenie koniunktury w Niemczech
też nie jest
pocieszające bo wpłynie na nasz eksport.
Samo zachowanie na fixingu już było niepokojące i wskazywało, że możliwość obrony poziomów 18.000 pkt. na WIG'u i 1860 na WIG-20 zbliża się powoli ku zeru.
Podczas notowań ciągłych indeks lekko spadał, ale paniki nie było widać. Przez cały czas trwało coś co ja nazwałbym dalszym ciągiem dystrybucji. To był marazm, ale marazm ze strachem za plecami. Czuło się, że najmniejszy impuls negatywny spowoduje wyprzedaż.
Taka sytuacja trwała przez cały czas notowań ciągłych aż do ostatniej półgodziny. Tam nastąpiła powtórka dnia wczorajszego. W USA spokój (wtedy bo teraz kiepsko), indeksy na małych plusach, a u nas rynek ruszył do sprzedaży. Już z tego widać było, że nawet przyzwoite zachowanie USA nie uratuje rynku przed spadkiem. Złe zachowanie i Euroland na minusach rano powinno tym razem dać przecenę. Dlaczego tym razem? Po prostu mam wrażenie, że inwestorzy już nie chcą kupować akcji bez widoków na sensowny zarobek i w złej sytuacji na świecie. Następuje zmęczenie materiału. Jeśli sytuacja poprawi się jutro to zapewne podaż jeszcze, ostatkiem sił, wstrzyma się. Jeśli nie to będzie wyprzedaż.
Z punktu widzenia AT, gdyby taka sytuacja zaistniała to rokowania dla naszego rynku byłyby bardzo złe. Spadek o np.2% to przebicie poziomu 1860 na WIG-20 i wg mojej teorii spadek do przynajmniej 1750 pkt. (być może z ruchem powrotnym). Na WIG oznaczałoby to osiągnięcie magicznego poziomu 17,600 + i konieczność postawienia pytania o trwałość trendu długoterminowego.
Nie ma sensu dalej się nad tym rozwodzić bo sporo zależy od rynków USA (DJIA -118 pkt., NASDAQ -42 pkt.)
Samo zachowanie na fixingu już było niepokojące i wskazywało, że możliwość obrony poziomów 18.000 pkt. na WIG'u i 1860 na WIG-20 zbliża się powoli ku zeru.
Podczas notowań ciągłych indeks lekko spadał, ale paniki nie było widać. Przez cały czas trwało coś co ja nazwałbym dalszym ciągiem dystrybucji. To był marazm, ale marazm ze strachem za plecami. Czuło się, że najmniejszy impuls negatywny spowoduje wyprzedaż.
Taka sytuacja trwała przez cały czas notowań ciągłych aż do ostatniej półgodziny. Tam nastąpiła powtórka dnia wczorajszego. W USA spokój (wtedy bo teraz kiepsko), indeksy na małych plusach, a u nas rynek ruszył do sprzedaży. Już z tego widać było, że nawet przyzwoite zachowanie USA nie uratuje rynku przed spadkiem. Złe zachowanie i Euroland na minusach rano powinno tym razem dać przecenę. Dlaczego tym razem? Po prostu mam wrażenie, że inwestorzy już nie chcą kupować akcji bez widoków na sensowny zarobek i w złej sytuacji na świecie. Następuje zmęczenie materiału. Jeśli sytuacja poprawi się jutro to zapewne podaż jeszcze, ostatkiem sił, wstrzyma się. Jeśli nie to będzie wyprzedaż.
Z punktu widzenia AT, gdyby taka sytuacja zaistniała to rokowania dla naszego rynku byłyby bardzo złe. Spadek o np.2% to przebicie poziomu 1860 na WIG-20 i wg mojej teorii spadek do przynajmniej 1750 pkt. (być może z ruchem powrotnym). Na WIG oznaczałoby to osiągnięcie magicznego poziomu 17,600 + i konieczność postawienia pytania o trwałość trendu długoterminowego.
Nie ma sensu dalej się nad tym rozwodzić bo sporo zależy od rynków USA (DJIA -118 pkt., NASDAQ -42 pkt.)



























































