Nie dzwonią, żeby ustalić godzinę spotkania, nie zależy im na dostarczeniu paczki, trudno się z nimi dogadać - chętnie narzekamy na kurierów. Ale i oni mają klientom sporo do zarzucenia. Spojrzeliśmy na odwieczny konflikt interesów na linii klient-doręczyciel od drugiej strony. W rozmowie z Bankier.pl dostarczyciele paczek opowiadają o swojej pracy od kuchni.


Kurierzy w największych firmach zatrudniani są na podstawie umów o świadczenie usług przewozowych. Podstawowym wymogiem stawianym przy rekrutacji jest gotowość do założenia własnej działalności gospodarczej i odpowiedni samochód, który zostanie zaadaptowany na potrzeby przewozu paczek pod konkretnym logo. Kurierzy muszą sami pokryć wszelkie koszty działalności, m.in. składkę na ZUS i przede wszystkim koszty paliwa.

Jak informują nasi rozmówcy – obecni lub byli kurierzy, miesięczna pensja netto w tej branży często waha się pomiędzy 1800 a 3000 zł. Czy warto?
Zobacz także
Co jest nie tak?
– Dzień dobry, kurier z tej strony, o której mógłbym dostarczyć dzisiaj przesyłkę?
– Po pracy, najlepiej około 20:00.
– A do której Pan pracuje?
– Do 17:00.
– Widzi Pan - też bym tak chciał.
Typowa pogawędka z klientem, o której w rozmowie z Bankier.pl opowiada Jan, kurier z 8-letnim doświadczeniem w tym zawodzie. Jak dodaje: – Często powtarza klientom, że dostarczenie przesyłki to nie koncert życzeń, nie wdając się w dalsze dyskusje. Wie, że prawdopodobnie i tak nie doprowadzą one do kompromisu. Bo klient wie swoje i kurier musi zrobić swoje. Dlaczego w tej branży tak trudno dogadać się z klientem?
Adam, również kurier z kilkuletnim doświadczeniem, twierdzi: – Brak nam po prostu ludzkiej życzliwości, zrozumienia dla drugiej osoby i dobrych chęci. Klient, który płaci za dostarczenie przesyłki, uważa się za pana i władcę, i traktuje kurierów z wyższością. Paczka ma zostać dostarczona na jego warunkach i koniec. – Żeby obie strony po prostu się dogadały, i kurier, i klient muszą pójść na jakiś kompromis – dodaje.Poza ludzką życzliwością w zaradzeniu sytuacji pomóc może także właściwa organizacja i zapobiegawczość. – Jeśli zamawiasz paczkę, przemyśl, czy w danym tygodniu będziesz dostępny w domu. A może kurier mógłby dostarczyć ci przesyłkę do pracy albo zostawić ją sąsiadce? I przede wszystkim odbieraj telefon. Dobra komunikacja to podstawa – twierdzi w rozmowie z Bankier.pl Piotrek pracujący jako kurier dla jednej z popularnych sieci dostarczających przesyłki.
Klienci często narzekają, że kurierzy nie uprzedzają wcześniej o dostarczeniu przesyłki i zwyczajnie stają pod drzwiami, oczekując, że o godzinie 11:00 w dzień roboczy będziemy w domu. Takie zachowanie to zdaniem Jana rzadkość, a jeśli już się zdarza, to kurier sam na siebie sprowadza kłopoty. – Niedzwonienie do klienta to komplikowanie sobie pracy. Zawszę staram się wcześniej umówić i mieć pewność, że nie wykonam jakiegoś kursu niepotrzebnie. Dla kurierów czas i paliwo to konkretny pieniądz, dlatego nie warto ich bezmyślnie marnować.
Jak twierdzą dostarczający paczki, wcześniejszy kontakt nie zawsze jest możliwy. Zmorą kurierów są klienci, którzy nie odbierają telefonu. Nawet jeśli już uda się dodzwonić do odbiorcy paczki i umówić na konkretną godzinę i miejsce dostarczenia przesyłki, zdarza się, że kurierzy nikogo nie zastają, a telefon milczy. – Za dwie godziny potrafią jednak oddzwonić i radośnie poinformować, że musieli gdzieś wyjść, ale już są w domu i czekają na paczkę – narzeka Piotr. – Co z tego, że jestem już 30 km dalej? – pyta retorycznie.
Zobacz, co jeszcze przeszkadza kurierom w pracy »

Trzeba zrozumieć specyfikę pracy
Kurier ma zwykle do rozwiezienia nawet kilkadziesiąt paczek dziennie. Niektóre mają wyższy priorytet i muszą zostać dostarczone w określonym czasie. Każda przesyłka z sukcesem wręczona klientowi stanowi podstawę do rozliczenia z pracodawcą. – Nam naprawdę zależy, żeby dostarczyć paczkę każdemu klientowi. Dla nas to są konkretne pieniądze – informuje w rozmowie z Bankier.pl Maciej pracujący dla jednej z największych firm kurierskich na polskim rynku.
Doręczyciele zwykle rano starają się ustalić trasę na nadchodzący dzień. – Wystarczy, że jednego klienta nie zastanę i będę musiał do niego wrócić i cała trasa mi się sypie. To są straty rzędu nawet dwóch godzin – narzeka Maciej. Kurierzy tracą czas nie tylko, gdy klienta nie ma w domu. Często zdarza się, że odbiorca przesyłki nie ma pieniędzy, żeby za nią zapłacić, nadawca z kolei jeszcze nie zapakował paczki, a kurier czeka. Na internetowych forach nietrudno o zabawne historie z życia posłańców w tym duchu: – Pewna pani zamówiła paczkę, ale że był koniec miesiąca nie miała pieniędzy. Poinformowałem ją, że przesyłkę odsyłam do nadawcy, bo taki mam obowiązek i nie mogę jej przechowywać. Po kilku dniach otrzymałem SMS-a, że ona teraz ma pieniążki i żebym przywiózł jej paczkę. Niestety, przesyłka dawno już wróciła do nadawcy – pisze internauta LULU.
Często zdarza się, że klient oczekuje dostarczenia paczki na inny adres niż wskazany wcześniej. – Ja chętnie dowiozę przesyłkę klientowi, o ile ten adres znajduje się w moim rejonie. W innym przypadku po prostu nie mogę tego zrobić i muszę odwieźć ją do bazy i przekazać innemu koledze, który obsługuje ten obszar. To oczywiście trwa. A klient się denerwuje. Na mnie – narzeka Piotr.
Nie tylko klient wymaga
Kurier musi pogodzić interesy klienta, pracodawcy i swoje. Jak twierdzi Maciej: – W dużych firmach kurierskich jest wiele pisanych i niepisanych zasad i wymagań, o których nikt głośno nie mówi. Oczywiście jak największa liczba paczek dostarczona w ekstremalnie krótkim czasie to dzisiaj już standardowe oczekiwania wobec kuriera. Pracownicy muszą też zmierzyć się z ogromną ilością dokumentacji. – Ale najgorsza jest odpowiedzialność za pieniądze. To są ogromne sumy, czasem nawet 20.000 zł, a pieniądze nie są w żaden sposób ubezpieczone. Jeśli je zgubię, płacę z własnej kieszeni – informuje Piotr.
Jagoda Klonowska, Bankier.pl
































































