Jak Europejski Bank Centralny (nie) radzi sobie z inflacją

główny analityk Bankier.pl

Statutowym celem Europejskiego Banku Centralnego jest utrzymywanie wzrostu kosztów życia w strefie euro w średnim terminie na poziomie „blisko, ale poniżej” 2% rocznie. Sprawdziliśmy, jak frankfurcka instytucja wywiązuje się z powierzonego jej zadania.

EBC chwali się, że od początku swojej działalności (tj. od początku 1999 roku) średnia inflacja HICP w strefie euro wyniosła średnio 1,72%. Czyli tyle, ile powinna. Na tym można by zakończyć analizę. Jest jednak więcej niż jedno „ale”.

Wystarczy pobieżny rzut oka na wykres inflacji HICP w eurolandzie, aby dostrzec, iż wynik zgodny z celem udało się wypracować tylko dzięki obniżeniu się inflacji w latach 2013-16. Tyle że EBC robił (i nadal robi) wszystko, co było w jego mocy (ujemne stopy procentowe, LTRO, TLTRO, QE), aby doprowadzić do wzrostu inflacji!

(Eurostat)

Z kolei utrzymująca się latami inflacja wyższa od celu nie skłaniała Rady Prezesów EBC do stanowczych posunięć. Zatem inflacja cenowa wyższa od celu była tolerowana, zaś odczyty nieco tylko od celu niższe skłaniały EBC do zdecydowanych działań proinflacyjnych. Po drugie, przez 50,7% miesięcy działania EBC inflacja HICP w strefie euro utrzymywała się powyżej 1,9% rocznie. Tak liczona skuteczność już nie wygląda zbyt imponująco.  

Strefa euro jest niejednolitym obszarem gospodarczym

Jednakże to nie wszystko. Wbrew zaklęciom polityków i ekonomistów tworzących europejską unię walutową strefa euro nie jest jednolitym obszarem gospodarczym. Gospodarki Grecji i Niemiec różnią się jak ogień i woda. Cykl koniunkturalny w Holandii wygląda zupełnie inaczej niż w Hiszpanii, o krajach bałtyckich nawet nie wspominając.

(Eurostat.)

Jednym z przejawów braku synchronizacji między poszczególnymi krajami strefy euro są różnice w wysokości inflacji HICP. Od roku 2006 różnica pomiędzy odczytami dla kraju o najwyższej inflacji cenowej i kraju o najniższej dynamice kosztów życia niemal nigdy nie spadała poniżej dwóch punktów procentowych. Dwa punkty procentowe to bardzo dużo w sytuacji, gdy limitem EBC jest poziom 2%. Średnia różnica wyniosła aż 3,5 pkt. proc.

Ta statystyka obrazuje skalę trudności stojących przed decydentami z Frankfurtu. Jak ustalić stopy procentowe, jeśli w niektórych krajach wzrost kosztów życia sięga 4% rocznie, a w innych panuje deflacja cenowa? Czy podnosić cenę pieniądza, jeśli na Litwie inflacja zbliża się do 5%, w Niemczech nie przekracza 2%, a we Francji ledwo przewyższa 1%?

Ktoś musi cierpieć, aby ktoś mógł wyzdrowieć

Wskaźnik HICP będący średnią dla całej strefy euro tylko maskuje problemy z inflacją w poszczególnych krajach eurolandu. Nawet gdy odczyt dla całej unii walutowej wydawał się tylko nieznacznie przekraczać cel, to mieszkańcy większości państw eurolandu musieli się zmagać z szybko rosnącymi kosztami życia (a średni HICP dla całej strefy euro był obniżany przez dwa, trzy kraje).

(Eurostat)

Aż do roku 2013 zdarzały się długotrwałe okresy, gdy ponad 60% krajów eurolandu raportowało inflację wyższą od celu EBC. I frankfurcka instytucja niewiele sobie z tego robiła. Przypuszczalnie dlatego, że decyzje o zmianie stóp procentowych zawsze są decyzjami natury politycznej. Trudno oczekiwać, aby EBC podnosił stopy, gdy oficjalna inflacja nie stanowi problemu we Francji czy w Niemczech. A że równocześnie koszty życia w Hiszpanii czy Słowacji rosną o kilka procent rocznie, to mało kogo obchodzi.

Czy opłaca się wchodzić do klubu?

Dyskusja na temat skuteczności inflacyjnej polityki Europejskiego Banku Centralnego nie jest sporem akademickim. Jeśli założymy, że rolą współczesnych banków centralnych ma być stabilizacja inflacji na względnie niskim poziomie (ale zawsze wyższym od zera!), to oddanie polityki monetarnej w ręce Frankfurtu stwarza poważne zagrożenie inflacyjne. Zwłaszcza dla mniejszych lub bardziej dynamicznych gospodarek europejskich.

Przekazanie polityki monetarnej w ręce EBC stwarza istotne ryzyko, że frankfurcka instytucja będzie mniej wrażliwa na wzrost inflacji w Polsce od nawet najbardziej „gołębio” nastawionej polskiej Rady Polityki Pieniężnej. To znacznie poważniejsze zagrożenie w przypadku wejścia Polski do strefy euro niż epatowane w mediach ryzyko jednorazowego wzrostu cen przy zamianie złotego na euro.

Krzysztof Kolany

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
9 6 obywatel22

Panie Krzysztofie! Żeby Pan, jako ekonomista i dziennikarz mógł patrzeć w lustro bez wstrętu artykuł trzeba uzupełnić jeszcze jednym wykresem - jak RPP radzi sobie z utrzymywaniem inflacji na 2,5% (miesięcznie czy kwartalnie, od 2000r- ostateczne upłynnienie PLN). A potem chyba trzeba będzie od nowa napisać ostatnią część.
Tym razem zawiódł mnie Pan bardzo.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 5 xyz83

Nie jesteś na bieżąco. Celem RPP jest teraz dzietność, tak ostatnio słyszałem.

! Odpowiedz
2 5 silvio_gesell odpowiada xyz83

Wysokość stóp nie ma wpływu na dzietność, tylko wynika z dzietności. Dzietność zależy od roli płci. Jest wysoka gdy kobieta jest uzależniona ekonomicznie od mężczyzny, i musi mu dać dzieci, by przeżyć. Taka prawda.

! Odpowiedz
13 12 silvio_gesell

A jak ECB ma nakręcić inflację, jeśli populacja nie rośnie, więc nie rośnie popyt? Arabowie nie wygenerują popytu.

! Odpowiedz
3 5 silvio_gesell

https://www.bloomberg.com/news/videos/2017-09-11/why-population-growth-is-key-to-inflation-video

! Odpowiedz

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,1% X 2017
PKB rdr 4,7% III kw. 2017
Stopa bezrobocia 6,6% X 2017
Przeciętne wynagrodzenie 4 574,35 zł X 2017
Produkcja przemysłowa rdr 4,3% IX 2017

Znajdź profil

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl