Zarówno zrealizowana jak i oczekiwana inflacja w Stanach Zjednoczonych przekroczyła oczekiwania analityków. W tym kontekście rachuby na kolejne obniżki stóp procentowych w Fedzie stanęły pod znakiem zapytania. A to zła wiadomość dla „przegrzanego” rynku akcji.


W rezultacie indeks S&P500 zakończył piątkową sesję spadkiem o 1,97% i na poziomie 5 580,94 punktów. Jeszcze mocniej – bo o 2,70% - zniżkował Nasdaq Composite, który finiszował z wynikiem 17 322,09 pkt. Średnia przemysłowa Dow Jonesa poszła w dół o 1,69%, schodząc na wysokość 41 583,90 pkt.
Tym razem katalizatorem przeceny na Wall Street nie były kwestie celne (choć te z pewnością też nie pomagały), ale dane o utrzymującej się nadmiernej inflacji. Bazowy deflator wydatków konsumenckich (PCE core) za luty okazał wyższy od oczekiwań ekonomistów, notując dynamikę rzędu 0,4% mdm i 2,8% rdr. A to sporo powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej, dla której PCE core jest preferowaną miarą inflacji. Jak widać inflacja w USA ani myśli spadać zgodnie z prognozami Fedu.
ReklamaZobacz także
Ale jeszcze większym niebezpieczeństwem dla bankierów centralnych są nasilające się oczekiwania inflacyjne konsumentów. Oczekiwana inflacja w perspektywie roku podniosła się z 4,3% do 5,0%, co jest najwyższym odczytem od 2,5 lat. Z kolei oczekiwania długoterminowe podskoczyły z 3,5% do 4,1%. Są to odczyty już tak wysokie, że Jerome Powell nie może już uczciwie mówić, że oczekiwania inflacyjne są „dobrze zakotwiczone”. A tak twierdził jeszcze niedawno podczas marcowej konferencji prasowej po posiedzeniu FOMC.
To wszystko nakłada się na perspektywę wejścia w życie zaporowych, 25-procentowych ceł na większość importu z Kanady i Meksyku – czyli obok Chin głównych partnerów handlowych USA. Ekonomiści, biznes i konsumenci obawiają się, że nowe taryfy podbiją ceny dóbr przemysłowych nawet o kilkanaście procent. Wtedy Fed nie za bardzo mógłby dokonać zapowiedzianych na ten rok dwóch 25-punktowych obniżek stóp procentowych. Mimo to rynek terminowy nadal wycenia przynajmniej trzy takie redukcje – wynika z obliczeń FedWatch Tool.
Dlaczego to takie ważne? Ano dlatego, że niemal ekstremalnie wysokie wyceny amerykańskich akcji (c/z dla indeksu S&P500 bazujący na oczekiwanych tegorocznych zyskach spółek wynosi aż 20,5) nie są możliwe do utrzymania bez założenia stóp procentowych istotnie niższych od obecnych. Problem ten dotyczy zwłaszcza bujających w obłokach wycen wielkich technologicznych gigantów.
I to właśnie na nich od początku roku koncentruje się podaż. W piątek walory Alphabetu przeceniono o prawie 5%, Amazona i Mety po 4,3%, a Microsoftu o 3%.
Po piątkowej sesji S&P500 znalazł się ponad 9% poniżej lutowego rekordu wszech czasów. Natomiast Nasdaq od grudniowego szczytu dzieli już przeszło 14% i benchmark ten znalazł się blisko marcowego dna, wyznaczającego półroczne minimum. Zatem amerykańskie indeksy jeszcze mają z czego spadać, a dotychczasowe cofnięcie trudno nawet uznać za istotną korektę (zwłaszcza w przypadku S&P500).























































