We wtorek o godzinie 14:30 za baryłkę ropy Brent płacono 76,04 dolarów, czyli o 1% mniej niż w poniedziałek. Pochodzącym z Teksasu surowcem gatunku Light Crude handlowano po kursie aż o trzy dolary niższym.
W ten sposób rynek ropy zareagował na umocnienie dolara względem euro, która czyni surowce mniej atrakcyjną lokatą kapitału dla inwestorów z Europy. Aprecjacja amerykańskiej waluty jest z kolei efektem pogorszenia nastrojów inwestycyjnych: spadkom na rynkach akcji towarzyszą obawy związane z kryzysem fiskalnym w strefie euro. Inwestorzy znów wyprzedają obligacje krajów PIIGS i przenoszą kapitał do bezpiecznej ich zdaniem Ameryki.
Specyficznym czynnikiem wpływającym obecnie na notowania ropy jest pogoda w regionie środkowego Atlantyku. Wrzesień jest bowiem szczytowym okresem sezonu huraganowego, który często daje się we znaki platformom wiertniczym zlokalizowanym w Zatoce Meksykańskiej. Jednak tegoroczne lato jest nadzwyczaj łagodne i tropikalne sztormy przechodzą nie wyrządzając krzywdy instalacjom naftowym.
„Jesteśmy w szczycie sezonu huraganowego... i dlatego rynek tak niechętnie kieruje się w dół” – twierdzi Paul Harris, analityk pracujący dla Bank of Ireland cytowany przez Reutersa.
K.K.




























































