

Liczne zapewnienia o „wyjściu Grecji z kryzysu” okazały się mocno przesadzone i zdecydowanie przedwczesne. Panika na giełdzie oraz wyprzedaż greckich obligacji świadczy o rosnących wątpliwościach zgłaszanych przez rynek.
Od marcowego szczytu giełda w Atenach straciła blisko 40%. Tylko od początku października indeks Athex Composite zanurkował o 20% i znalazł się na najniższym poziomie od ponad roku. Początek czwartkowej sesji przyniósł zwyżkę o 0,4%, po tym jak w środę i wtorek Athex spadł o 6,25% i 5,7%.
Ale bankierów i polityków bardziej od giełdy martwi postawa greckich obligacji. Rentowność papierów 10-letnich w środę przekroczyła barierę 7%, co w praktyce wyklucza Grecję z rynku długu i pozostawia na łasce europejskich władz. W czwartek rentowność osiągnęła ponad 8%. Przez ostatnie cztery lata podatnicy z krajów strefy euro pożyczyli Grecji 240 mld euro. Szanse na odzyskanie tych pieniędzy są iluzoryczne, bo kraj jest zadłużony na 175% PKB, a jego gospodarka kurczy się siódmy rok z rzędu.

A jeszcze we wrześniu rentowność greckich 10-latek wynosiła ok. 5,5%. W kwietniu Ateny z wielką medialną pompą powróciły na rynek długu, z powodzeniem plasując emisję obligacji 5-letnich, pozyskując 3 mld dolarów przy rentowności 4,95%. Popyt ze strony zagranicznych inwestorów był bardzo silny, a grecki minister finansów aż promieniał z zachwytu:
„Dziś wróciliśmy na międzynarodowe rynki długu po raz pierwszy od 4 lat. To „katalityczne” przedsięwzięcie” – stwierdził grecki minister finansów Yannis Stournaras tuż przed przedstawieniem szczegółów emisji.
Zobacz także
Pozyskanie pieniędzy z rynku nie przeszkodziło Grekom w sięgnięciu po następną transzę pożyczki od krajów strefy euro. W lipcu Grecja dostała kolejny miliard euro. To wszystko ośmieliło grecki rząd, który pod naciskiem opozycji i opinii publicznej chciał zakończyć współpracę z międzynarodowymi kredytodawcami i zerwać kajdany programu reform i oszczędności narzucony przez tzw. trojkę (czyli przedstawicieli KE, EBC i MFW).
Ewentualna rezygnacja Grecji z europejskich pożyczek sprawi, że kraj znów stanie się niewypłacalny. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest kalendarz polityczny i wysokie poparcie społeczne dla partii negatywnie nastawionych do forsowanych przez trojkę programu reform i oszczędności. Obecna koalicja może nie uzyskać niezbędnej większości, aby wybrać nowego prezydenta (w Grecji jest on wybierany przez parlament). Ewentualna niemożność wyboru głowy państwa oznaczać będzie przedterminowe wybory parlamentarne, których faworytem jest skrajnie lewicowa Syriza domagająca się „znaczącej” redukcji greckiego długu. To oznaczałoby kolejne straty dla wierzycieli i raczej nie pomoże w odzyskaniu zaufania inwestorów.
Póki co Grecja wciąż może liczyć na europejskie instytucje. EBC zdecydował się obniżyć greckim bankom tzw. haircut. Oznacza to, że Grecy dostaną więcej pieniędzy w zamian za papiery, które w ramach zabezpieczenia złożą do EBC. W ten sposób wzrośnie płynność czterech największych graczy na tamtejszym rynku bankowym, do których należą National Bank of Greece, Piraeus Bank, Eurobank Ergasias i Alpha Bank, wzrośnie o 12 mld euro. Według ostatnich dostępnych danych, greckie banki pozyskały w ubiegły miesiącu z EBC kwotę 45 mld euro.
W ten sposób po przeszło czterech latach „ratowania” Grecji przez Komisję Europejską, EBC i kraje strefy euro wróciliśmy do punktu wyjścia: Grecy znów domagają się pieniędzy na sfinansowanie tego worka bez dna, zwanego w Atenach budżetem państwa. Po 4 latach dług publiczny w relacji do PKB jest o połowę większy, gospodarka skurczyła się o ponad 20%, a bezrobocie wśród osób do 25. roku życia skoczyło do 50%. Może już czas na zmianę nieskutecznej polityki i powrót do starych sprawdzonych metod: ogłoszenia niewypłacalności i odcięcia Grecji od europejskiej kroplówki?
Krzysztof Kolany


























































