Każdy szanujący się bank centralny ma swojej misji lub statucie zapisaną troskę „o stabilność” emitowanego przez siebie pieniądza. Praktyka dowodzi, że to pusty frazes, a siła nabywcza fiducjarnego pieniądza systematycznie zmierza do jego wartości wewnętrznej (czyli do zera).


Wystarczyło niespełna 16 lat, aby ilość złota kupowana przez jeden papierek będący „prawnym środkiem płatniczym” spadła o 65-78%. Jeszcze pod koniec XX wieku sto dolarów nabywało 12 gram złota. Teraz za 100 USD można dostać co najwyżej 2,73 grama żółtego metalu. Najlepiej wypadł frank szwajcarski, który stracił „tylko” 65% siły nabywczej względem złota.

Nożyce banku centralnego zwiększającego emisję papierowego pieniądza niemal równie okrutnie obeszły się tak z euro jak i z polskim złotym – obie waluty straciły ok. 76%. Jak widać, ta szczególnie rozumiana „stabilność” obowiązuje tylko w jednym kierunku: systematycznej dewaluacji papieru wobec twardego pieniądza, jakim przez tysiące lat jest złoto.
























































