Ubiegły miesiąc stał pod znakiem kontynuacji hossy na rynkach surowców przemysłowych. Ale to, co ostatnio dzieje się z cenami palladu, zasługuje na osobny rozdział. Notowania tego rzadkiego metalu szlachetnego osiągnęły poziomy niewidziane od marca 2008 roku.
W marcu pallad podrożał o 11% a w pierwszych dniach kwietnia dołożył to tego rezultatu niemal 7%, osiągając cenę 510$ za uncję. Oznacza to, że od dna z listopada 2008 roku notowania tego metalu wzrosły 3,2-krotnie, z nawiązką odrabiając straty poniesione od czasu bankructwa banku Lehman Brothers. Uncja złota, która pod koniec 2008 roku była warta 4,68 uncji palladu, dziś kupuje o połowę mniej tego metalu.
Źródło: Bankier.pl
Pallad jest bardzo ciekawym i nietypowym surowcem. Z jednej strony jest to rzadko występujący metal szlachetny, lecz z drugiej jego niezwykłe właściwości fizyczne i chemiczne gwarantują mu ogromne zapotrzebowanie ze strony przemysłu motoryzacyjnego. Bowiem bez odrobiny palladu nie da się skonstruować samochodu, który spełniałby obecne normy emisji spalin w USA czy Europie. Ten srebrzystobiały metal jest powszechnie stosowany w katalizatorach do silników benzynowych. Specyficzna jest też niewielka podaż – globalna produkcja sięga raptem ok. 160 ton. Ale sporo surowca pochodzi z recyklingu starych katalizatorów, a także poradzieckich rezerw sprzedawanych przez rząd Rosji.
Dlatego obecną hossę na rynku palladu najlepiej tłumaczy poprawa koniunktury w branży motoryzacyjnej. W Chinach, które niedawno stały się największym rynkiem motoryzacyjnym świata, w lutym sprzedano o 55% aut więcej niż rok wcześniej. W USA marcowa sprzedaż nowych pojazdów znów przekroczyła poziom miliona egzemplarzy. Pomimo wygaśnięcia rządowych dopłat na obroty nie narzekają też dealerzy z Niemiec. To wszystko sprawia, iż rynek oczekuje silnego wzrostu popytu na pallad.
Jednakże większy ruch w fabrykach samochodów nie wyjaśnia wszystkiego. Swoje trzy grosze musiała oczywiście dorzucić branża finansowa. Uruchomienie na początku roku pierwszego w Ameryce funduszu ETF inwestującego w pallad znacząco zmieniło równanie popytu na ten metal – do końca marca fundusz ten kupił 1,23 mln uncji palladu. Do gry włączyli się także krótkoterminowi spekulanci, którzy na nowojorskiej giełdzie otworzyli 16,5 tysiąca długich pozycji i tylko 2,9 tys. krótkich. I dlatego choć pod koniec XX wieku cena palladu przekraczała nawet 1.000$ za uncję, obecnie możemy obserwować końcowy etap obecnego wydania palladowej hossy.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl




























































