REKLAMA

Finansowe Pearl Harbor w bezpiecznej przystani

Krzysztof Kolany2009-02-09 06:15główny analityk Bankier.pl
publikacja
2009-02-09 06:15
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że na rynku amerykańskich obligacji skarbowych powstała klasyczna bańka spekulacyjna. Bańka, która ku zdumieniu wielu inwestorów i analityków już w najbliższych miesiącach może pęknąć z wielkim hukiem. Wówczas nie pomogą już żadne rządowe plany ratunkowe.

W ostatnich tygodniach niektórzy analitycy nieśmiało zaczynają pisać o powstaniu bańki spekulacyjnej na rynku obligacji rządu Stanów Zjednoczonych. Komentarze te wywołała sytuacja z 9. grudnia, gdy na przetargu sprzedano 3-miesięczne bony skarbowe po ujemnej stopie procentowe. Rząd USA znalazł chętnych na odpłatne przechowanie pieniędzy! Chodziło o „skromną” kwotę 27 mld dolarów. Emisję 4-tygodniowych bonów za 30 mld $ uplasowano przy zerowej stopie procentowej. Tak wyśrubowane ceny obligacji świadczyły o anormalnej sytuacji na rynku finansowym.

Bańka spekulacyjna to tymczasowy stan rynku, podczas którego ceny niektórych aktywów finansowych znacząco przekraczają ich wartość. Powstanie bańki będącej efektem spekulacji i błędnej oceny rzeczywistości przez uczestników rynku zawsze prowadzi do krachu – czyli gwałtownego i głębokiego spadku cen danej klasy aktywów. W ostatniej dekadzie bąble spekulacyjne przytrafiają się coraz częściej: po tzw. bańce internetowej przełomu wieków nadeszła bańka na amerykańskim rynku nieruchomości (skutki jej pęknięcia wciąż odczuwamy) oraz spekulacyjna zwyżka cen ropy naftowej z lat 2007-08. Jest bardzo prawdopodobne, że jeszcze w roku 2008 bąbel spekulacji powstał na rynku „najbezpieczniejszych na Ziemi” papierów wartościowych.

Wykres: Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych USA na przestrzeni ostatnich 5 lat.

Źródło: Marketwatch.com.

Sytuacja z 9. grudnia stanowiła apogeum szalonego zachowania najważniejszej części rynku finansowego. Rentowność amerykańskich dwuletnich obligacji skarbowych odnotowała historyczne minimum na poziomie 0,68%. Obligacje 10-letnie przynosiły stopę zwrotu ledwie 2,07%. Tak niska dochodowość papierów amerykańskiego rządu była w znacznej mierze skutkiem skrajnej awersji do ryzyka. Inwestorzy byli pod wrażeniem październikowo-listopadowego krachu na giełdach i panicznie bali się dalszych strat, więc uciekali z rynków akcji. Wyprzedawano też surowce i obligacje państw zaliczanych do kategorii rynków wschodzących (w tym Polski). Poza tym bankructwo Lehman Brothers uświadomiło zarządzającym funduszami, że ich gotówka nie jest bezpieczna nawet w najbardziej renomowanym banku. Taki fundusz w przeciwieństwie do inwestora indywidualnego nie może po prostu wypłacić gotówki (kto upilnowałby sterty kilku miliardów dolarów w postaci banknotów), więc pieniądze wycofywano z bankowych rachunków i kupowano obligacje. Zarządzający funduszami potrzebowali też płynnych aktywów na zaspokojenie roszczeń klientów, którzy masowo zaczęli umarzać jednostki uczestnictwa. Również same banki nie ufały innym bankom i zamiast lokować nadwyżki na rynku międzybankowym preferowały obligacje skarbowe. W takim otoczeniu cena nie grała roli. Wzrosty cen obligacji (a więc spadek rentowności) napędzała też polityka Rezerwy Federalnej, która ścięła stopę funduszy federalnych praktycznie do zera i zasilała rynek finansowy setkami miliardów dolarów świeżej gotówki. Sytuacja spełniła wszystkie kryteria bańki: uczestnicy rynku działali w panice, ruch cen odbywał się praktycznie tylko w jedną stronę, a rentowności wyznaczyły historyczne rekordy. „Fundamentów” do tego rajdu dodawały obawy przed deflacją, będącą jakoby efektem implozji rynków kredytowych oraz recesji. W warunkach giełdowej paniki oraz rosnącej wartości pieniądza nawet stopa zwrotu poniżej jednego procenta wydawała się niezmiernie atrakcyjna. Bańkę pomagała pompować sama Rezerwa Federalna – Ben Bernanke nie wykluczył bowiem przeprowadzenia skupu długoterminowych obligacji rządu USA.

Jednakże każda bańka kiedyś pęka i wówczas uczestnicy gry nie mogą uwierzyć, jak mogli podejmować aż tak nierozsądne decyzje. Już dziś można powiedzieć, że czynniki skłaniające do zakupu amerykańskich obligacji skarbowych po ich obecnych cenach nie wyglądają zbyt wiarygodnie. Wobec skali ekspansji monetarnej Fed-u (sam wzrost bilansu Rezerwy Federalnej daje ponad bilion dolarów) oraz rekapitalizacji przez rząd sektora finansowego (700 mld $ z TARP – tzw. „Plan Paulsona”) scenariusz deflacji wydaje się mało prawdopodobny. Analitycy zaczynają wręcz mówić o reflacji, czyli wzroście skali inflacji mającej miejsce po okresie dezinflacji (czyli malejącego wskaźnika CPI). Drugą kwestię stanowią działania administracji Baracka Obamy. Nowy prezydent USA chce pobudzić gospodarkę kwotą 819 mld dolarów. Do tego nowa administracja najprawdopodobniej zdecyduje się uruchomić drugą transzę programu TARP – to kolejne 350 mld $. Mówi się też o utworzeniu tzw. „złego banku”, który miałby przejąć toksyczne aktywa amerykańskich banków – tu koszty szacuje się na jeden do dwóch bilionów USD (1.000-2.000 mld $). W sumie daje to kwotę przynajmniej 2,17 bln dolarów – tyle rząd Stanów Zjednoczonych będzie musiał pożyczyć na rynkach finansowych.

Zgodnie z podstawowym prawem ekonomii wzrost ceny danego dobra prowadzi do spadku ilości nabywanej tego dobra, ceteris paribus. W związku z tym gwałtowny wzrost cen amerykańskich obligacji zmniejszył ich atrakcyjność. I równocześnie ogromna podaż amerykańskich obligacji skarbowych doprowadzi do spadku ich cen, co oznacza wzrost rentowności. W praktyce taką ilością gotówki, jakiej potrzebuje amerykański rząd, dysponują tylko trzy podmioty: Chiny, Japonia oraz Saudyjczycy. Pytanie brzmi: czy władze tych państw pożyczą rządowi Baracka Obamy pieniądze, zadowalając się odsetkami rzędu 1%? Czy obywatele tych krajów nie chcieliby, aby ich rządy wydały pieniądze na pobudzanie własnych gospodarek? Poza tym pomysły podobne do amerykańskich mają też rządzący w Europie: w tym roku rządy Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji czy Hiszpanii będą potrzebowały setek miliardów euro na sfinansowanie rozdętych deficytów budżetowych. Konkurencja o kapitał będzie mordercza i wymusi wzrost rentowności obligacji skarbowych.

Sytuacja ta z pewnością nie ominie USA, które jednak są w uprzywilejowanej sytuacji, ponieważ dolar wciąż jest główną walutą rezerwową świata. Tyle tylko, że każdy towar ma swoje substytuty. Chińczycy już od roku nieśmiało przebąkują o potrzebie dywersyfikacji swoich ogromnych (1,5 bln $) rezerw walutowych – nieoficjalnie mówi się o zakupie złota, obligacji państw strefy euro czy nawet akcji giełdowych spółek. Cierpliwość do Amerykanów mogą stracić nawet Saudyjczycy, którzy dotąd bez mrugnięcia okiem finansowali amerykański dług publiczny. Zresztą przy relatywnie niskich cenach ropy naftowej kraje arabskie mają własne kłopoty. Podobnie jak Japonia, której PKB w tym roku może spaść o 2,6% (szacunki MFW).

Czynnikiem działającym na niekorzyść rządu USA będzie też paradoksalnie pożądana poprawa koniunktury w gospodarce. Wówczas kapitał zacząłby wracać na rynki akcji, podwyższając rentowność obligacji, co zresztą już zaczęło być zauważalne. Wszystkie wymienione powyżej czynniki jednoznacznie przemawiają za spadkiem cen amerykańskich papierów dłużnych. Proces ten może przebiegać dość gwałtownie, ponieważ do gry włączy się agresywny kapitał spekulacyjny – tym razem na rynku zapanuje moda na sprzedawanie amerykańskich obligacji.

Skutki pęknięcia bańki na rynku amerykańskich obligacji skarbowych będą szalenie niebezpieczne, a działania raz uaktywnionych sił rynkowych tym razem nie zatrzymają żadne decyzje administracyjne. Rząd USA będzie musiał zapłacić dużo wyższe odsetki od swojego monstrualnego długu publicznego (10,7 bln $), co tylko zwiększy potrzeby pożyczkowe USA. Kapitał zacznie odpływać z Ameryki, co będzie oznaczało deprecjację dolara. Spadek wartości amerykańskiej waluty będzie skutkował ponownym wzrostem cen surowców i rosnącą inflacją w USA. Być może Rezerwa Federalna będzie zmuszona do podwyżki stóp procentowych dużo wcześniej niżby tego chciała. Droższy pieniądz zdławi poprawiającą się koniunkturę gospodarczą i przekreśli skuteczność rządowych „pakietów stymulacyjnych”. Stany Zjednoczone podobnie jak w latach 70-tych XX wieku pogrążą się w stagflacji. Jeszcze poważniejsze mogą się okazać długofalowe skutki utraty zaufania do papierów dłużnych emitowanych przez rząd federalny.

I to właśnie kwestia zaufania będzie w najbliższych miesiącach kluczowa. Jeśli inwestorzy uwierzą, że warto kupować papiery przynoszące 1% odsetek, to karkołomny „manewr gospodarczy” ekipy Baracka Obamy ma szanse powodzenia. Jeśli jednak bańka pęknie z hukiem, to równocześnie padnie mit o „bezpiecznej przystani”, jak na Wall Street nazywa się rynek obligacji skarbowych. Dla wielu uczestników rynku będzie to szok silniejszy od tego, jaki przeżyli po upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers.

Krzysztof Kolany
Bankier.pl
Źródło:

Do pobrania

obligacjeusagif
Krzysztof Kolany
Krzysztof Kolany
główny analityk Bankier.pl

Analityk rynków finansowych i gospodarki. W zakresie jego zainteresowań leżą zarówno Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie, jak i rynki zagraniczne: Nowy Jork, Londyn i Frankfurt. Specjalizuje się w rynkach metali szlachetnych oraz monitoruje politykę najważniejszych banków centralnych. Analizuje wpływ sytuacji gospodarczej na notowania akcji, kursy par walutowych i ceny surowców. Jest trzykrotnym laureatem organizowanego przez NBP prestiżowego konkursu im. W. Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych w kategoriach dziennikarstwo internetowe (2010) oraz polityka pieniężna i stabilność finansowa (2018 i 2019). Otrzymał także tytuł Herosa Rynku Kapitałowego 2016 przyznawany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Tel.: 697 660 684

Tematy
Kredyt dla firm. Marża od 2,4% z ubezpieczeniem. 0% prowizji za udzielenie.

Kredyt dla firm. Marża od 2,4% z ubezpieczeniem. 0% prowizji za udzielenie.

Advertisement

Komentarze (22)

dodaj komentarz
~ff
dzyn dzyn to ostatni dzwonek na sprzedaz dolara. w maju ta waluta zaliczy zgon. miliard chinczykow nie moze sie mylic.
~sieorta marycha
juz zaliczyla, ludzie wysypuja dolary workami przez okna...
~michal_84
wszystko sie sprawdza to co w filmach Alexa Jonesa odnosnie USA

ten kraj staje sie komunistyczno socjalistycznym molochem - rząd wtraca sie we wszystko, drukuje biliony dolarów bez pokrycia, wypłaca ,,zyski" kolejnymi wydrukowanymi dolarami

Najlepsze ze tylko u Chin USA jest w oblgacjach zadłuzone na ponad
wszystko sie sprawdza to co w filmach Alexa Jonesa odnosnie USA

ten kraj staje sie komunistyczno socjalistycznym molochem - rząd wtraca sie we wszystko, drukuje biliony dolarów bez pokrycia, wypłaca ,,zyski" kolejnymi wydrukowanymi dolarami

Najlepsze ze tylko u Chin USA jest w oblgacjach zadłuzone na ponad 500 miliardów dolców

jak to pierdyknie to ja nie wiem .... sprawdzi sie to co Korwin Mikke przewidywał od lat - okolice roku 2011 to bedzie tragedioza
~sierota marycha
wymieniac walute na yuany i powoli uczyc sie jesc paleczkami

~klc1
dawno nie czytałem tak rozsądnej analizy.pęknięcie tej " bańki " zresetuje nasze oszczędności - i o to chodzi nieudolnym rządom i złodziejskim bankierom.
~yeti
Zasady działania biznesu związanego ze sprzedawaniem kasy to jak kupowanie piasku płacąc za niego piaskiem.
~goły i wesoły
Ale się obudzili. Choć lepiej późno niż wcale. To dopiero pierwszy artykół jaki widzę na temat tworzącej się bańki na obligacjach USA. Chyba, że coś przegapiłem. O tym, że tworzy się ta bańka rozmawiam ze znajomymi już od dwóch miesięcy. Ale w jednym autor ma rację. Jak to rypnie to z takim hukiem jakiego jeszcze Ale się obudzili. Choć lepiej późno niż wcale. To dopiero pierwszy artykół jaki widzę na temat tworzącej się bańki na obligacjach USA. Chyba, że coś przegapiłem. O tym, że tworzy się ta bańka rozmawiam ze znajomymi już od dwóch miesięcy. Ale w jednym autor ma rację. Jak to rypnie to z takim hukiem jakiego jeszcze nie widzieliśmy. Może nasi pradziadkowie jak walnęło w Hiroszimę ...
~Aligrisi
Pani Frau to przewidziała - "APOKALIPSA"
~john
Wiecie co japończycy zrobili z Pear Harbour - to będziemy mieli powtórkę z rozrywki ale tym razem jako samobójczy strzał USA...
~ES
A co się stało że i bankier zaczął pisać prawde :)) Cinkciarze dalej zbierają "dulary" bo to podobno siła na niepewne czasy, a tymczasem sytuacja wygląda tak że dolce to ultra mocno przewartościowane papiery, od których należy się trzymać z daleka żeby razem z nimi nie zatonąć. I o niebo lepszym pomysłem A co się stało że i bankier zaczął pisać prawde :)) Cinkciarze dalej zbierają "dulary" bo to podobno siła na niepewne czasy, a tymczasem sytuacja wygląda tak że dolce to ultra mocno przewartościowane papiery, od których należy się trzymać z daleka żeby razem z nimi nie zatonąć. I o niebo lepszym pomysłem jest trzymanie tak ostatnio osłabionej złotówki. A załamanie w strefie dolara przyjdzie znienacka, kto wie może nawet jeszcze w lutym zobaczymy pierwszy tego znak :)

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki