Deklaracje Europy o odcięciu się od rosyjskiej energii wciąż zderzają się z realiami rynku. Mimo kolejnych pakietów sankcyjnych do kasy Kremla nieprzerwanie płyną miliardowe zyski, co potwierdzają najnowsze szacunki rosyjskich władz.


Jak ogłosił wicepremier Aleksandr Nowak, od inwazji w 2022 roku Moskwa zainkasowała z europejskich dostaw surowców ok. 322 mld euro, z czego 21,3 mld euro w pierwszych dziewięciu miesiącach 2026 roku. Handel trwa w najlepsze dzięki wyjątkom od unijnych sankcji, a rosyjski eksport ropy ma do końca roku wrócić do wolumenów sprzed inwazji.
Pieniądze płyną do Rosji legalnymi ścieżkami: Francja nadal kupuje skroplony gaz LNG, a Węgry i Słowacja korzystają z derogacji na ropę rurociągową.
Choć dane Kremla należy traktować ostrożnie, pokazują one skalę uzależnienia kontynentu. Bruksela wyznaczyła już jednak twarde terminy ostatecznego embarga: całkowity zakaz importu rosyjskiego LNG wejdzie w życie z początkiem 2027 roku, a gazu rurociągowego – jesienią tego samego roku.
Dla europejskich firm oznacza to konieczność błyskawicznego przemodelowania łańcuchów dostaw i rewizji umów. Przetrwanie tej transformacji będzie zależeć od sprawnego zakontraktowania alternatywnych kierunków w cenach, które nie podkopią konkurencyjności unijnego przemysłu.

Przeczytaj także































































