Warunki działalności Ubera mocno się zmieniają, jednak jedno pozostaje stałe – spółka wciąż przepala pieniądze.
W pierwszym kwartale 2020 r. strata netto Ubera wyniosła 2,9 mld dolarów. To dwukrotnie więcej od oczekiwań analityków, których konsensus wynosił 1,4 mld dolarów. Dla porównania, w całym 2019 r. Uber stracił 8,5 mld dolarów.
Największy wpływ na rozmiary straty miały odpisy w spółkach kontrolowanych przez Ubera (-2,1 mld USD), głównie związanych z rynkiem azjatyckim. Inwestorzy optymistycznie nastawieni do Ubera zwrócą jednak uwagę, że korzystający na pandemii segment Uber Eats zanotował wzrost przychodów o 54 proc. w ujęciu rocznym. Dla porównania, przychody z przejazdów spadły w tym czasie o 3 proc.
- Chociaż segment przewozowy mocno oberwał w czasie pandemii, podjęliśmy szybkie działania w celu ograniczenia tego wpływu. Więcej środków przeznaczyliśmy na Uber Eats, przygotowujemy się na każdy scenariusz ożywienia – powiedział prezes Ubera Dara Khosrowshani.
Szef zarządu spółki wlał w serca inwestorów dodatkową nadzieję mówiąc, że już teraz firma notuje poprawę wyników segmentu przewozowego, w przypadku którego dołek przypadł na połowę kwietnia.

To właśnie tym słowom przypisywany jest wzrost cen akcji Ubera w handlu pozasesyjnym o 6 proc., do poziomu 32 dolarów. To i tak cena wyraźnie niższa od 47 dolarów, które inwestorzy płacili za akcje Ubera w czasie jego giełdowego debiutu w maju 2019 r.
Wczoraj Uber ogłosił plan zwolnienia 3700 pracowników. To kolejna fala zwolnień po tym, jak pod koniec 2019 r. spółka zredukowała zatrudnienie o 1000 etatów. Ponadto, mimo wzrostu popytu na usługi dostarczania posiłków, Uber Eats postanowił zrezygnować z 8 nierentownych rynków.
Michał Żuławiński



























































