Zaczyna się mawiać, że prawdziwe życie zaczyna się po sześćdziesiątce. W Polsce wciąż trudno w to uwierzyć, ale także u nas do głosu dochodzi pokolenie, dla którego starość to czas wielkiej aktywności. Z wiekiem wzrasta nasze poczucie zadowolenia z samych siebie i tolerancja dla słabości, ale równocześnie odkrywamy własne mocne strony, uczymy się odróżniać rzeczy ważne od nieważnych. Tyle psychologia. Ale jest też bezwzględna demografia: gwałtowny spadek urodzeń zostawia po sobie przepaść generacyjną na rynku pracy i rów mariański w centralnym budżecie emerytalnym.
Amerykańskie firmy zaczęły na powrót ściągać do pracy swoich emerytów i okazało się, że … wszyscy są szczęśliwi. Doświadczeni sześćdziesięciolatkowie czują się potrzebni i zdrowi, a gospodarka dostała nowy impuls. W 2050 roku połowa ludności Europy osiągnie wiek emerytalny. W Polsce, jak szacuje GUS, w 2020 już co czwarty Polak będzie seniorem, a za trzydzieści – co trzeci. Jak dodawać życia do lat? Jak pobudzać aktywność seniorów w społeczeństwie i w gospodarce? Wydaje się, że ta aktywizacja społeczna osób starszych jest ważna też dla usługodawców przeróżnej maści, finansistów nie wyłączając.
Emeryt, czyli …
Moment, w którym człowiek staje się starym odsuwa się w czasie. To fakt. Trzeba przyznać, że dziś nie tylko czas trwania naszego życia, ale głównie jego jakość powoduje nowe podejście do starości. Kilka innych obserwacji, światowych i tych z naszego rodzimego podwórka, powinno przekonać wszystkich do wnikliwszego przyjrzenia się aktualnej sytuacji seniorów. Do wykorzystania szans biznesowych także. Coraz częściej seniorzy nadal myślą o dalszej nauce, wielu regularnie wyjeżdża na wakacje, sporo z nich staje się zagorzałymi amatorami sportów.
Chętnie przekazują też wiedzę i doświadczenie młodszym pokoleniom. Z kolei praca seniorów to już nie ich kaprys, lecz czysty przymus ekonomiczny. W obawie o dalszy spadek aktywności zawodowej obywateli kraje podnoszą wiek emerytalny. W Europie Zachodniej aktywnych jest teraz 40,6% ludzi w wieku 55-65 lat, w USA codziennie rano do pracy wybiera się prawie co trzeci 65-latek, a w Polsce - zaledwie 26% (nasz kraj to jednak przypadek szczególny pod tym względem, albowiem badania Instytutu Spraw Publicznych dowodzą, że pracować chce niemal co drugi polski emeryt, lecz … nie może).
Poza tym dzisiejsi polscy seniorzy (czyli osoby po 65. roku życia) to dzieci czasów wojny (brzemię ciężkiej pracy fizycznej, złych warunków mieszkaniowych, niewłaściwego odżywiania się i opieki zdrowotnej) i poza emerycki trójkąt wnuki-działka-ciepłe kapcie raczej nie wychodzą. Są słabo wykształceni, schorowani, mało aktywni, zniechęceni. Dzisiejsi 50-latkowie to jednak już jakby inni ludzie. Oni zasmakowali wolnej gospodarki, mają pieniądze, dbają o zdrowie i nie mają ochoty rezygnować z życia tylko dlatego, że przybywa im lat.
Coraz głośniej dopominają się o swoje prawa, chcą klubów, domów kultury z ciekawą ofertą, instruktorów na basenie, kursów komputerowych, dostępu do lekarzy, do kwalifikowanych szkoleń. Jeszcze tylko pozbyć się tych stereotypów o życiu na emeryturze, jak np. szkolnych obrazków książkowych, gdzie dziadek ma ul, a babcia – okulary na nosie .. Zachowanie dzisiejszych 30-, 40-latków, jak można prognozować, będzie stanowić już swoistą rewolucję w podejściu do życia seniora w Polsce. Dostrzec wtedy powinniśmy więcej pozytywnych niż negatywnych stron starości. Czy finansiści też je ujrzą?
Ku starości!
Można przypuszczać, że finansiści dobrze wiedzą, jak trafiać do określonych grup klientów. Polscy bankowcy, dla przykładu, rozbudowują obecnie ofertę dla klientów udających się do pracy za granice Polski, czyli dla … emigrantów. Coraz więcej banków ma już usługi (np. przelewy, bankomaty, karty, rachunki oszczędnościowe, a także … kredyty) przygotowane specjalnie dla Polaków mieszkających w Anglii. Plany banków nie dziwią, jeśli spojrzymy na liczby. W ubiegłym roku Polacy mieszkający za granicą wysłali do kraju 6,1 mld dol. (to więcej niż suma unijnych dotacji, które dostaliśmy w 2006 r.!). Ponadto fala emigracji, szczególnie do Wielkiej Brytanii i Irlandii, wciąż trwa.
Wprawdzie na razie oferty dla emigrantów nie będą przynosić bankom kokosów, lecz za to marketingowo pewnie sprzedają się genialnie. Banki też liczą, że gdy ich klient wróci do Polski, będzie nadal korzystał z ich usług, a być może przy okazji spróbują również zachęcić do współpracy rodziny pozostające w kraju. Z kolei polscy pracownicy ubezpieczeń też obmyślają nowe oferty dla nowych segmentów klientów. W świetle tutejszych rozważań o wieku warto przywołać tzw. polisy posagowe, czyli instrumenty finansowo zabezpieczające przyszłość dzieci. Czyżby moda na owe polisy była u nas już na tyle silna, by finansiści mogli je oferować z niezłym zyskiem?
Formalnie polisa posagowa to zwykła polisa na życie, której głównym beneficjentem jest dziecko. Przede wszystkim zabezpiecza finansowo dziecko w przypadku śmierci rodziców. Jeśli zdarzy się takie nieszczęście, firma ubezpieczeniowa wypłaci dziecku - po osiągnięciu pełnoletności - kwotę ustaloną w umowie (tzw. sumę ubezpieczeniową). Do tego czasu przejmie ponadto opłacanie składek i wypłaci opiekunowi dziecka regularną rentę (miesięcznie to około 2% sumy ubezpieczeniowej). A jeśli - daj Boże! - nic złego się nie wydarzy?
Pieniądze zainwestowane w polisę nie do końca się zmarnują, albowiem taka polisa posagowa ma też drugi cel: pomaga odłożyć pieniądze, które pomogą dziecku wejść w dorosłe życie, np. sfinansują studia (decyzja o tym, jak duże będą części ochronne i inwestycyjne takiego instrumentu należy już całkowicie do ubezpieczającego). W Polsce oferta polis posagowych jest coraz większa. Obecnie sprzedaje je kilku największych ubezpieczycieli, w różnej postaci. Czasem różnice są spore. Towarzystwa różnie kalkulują ryzyka (np. śmierci rodziców), od których zależy wysokość płaconej składki, a zdarza się też, że polisa zawiera w cenie opcje, za które gdzie indziej trzeba dodatkowo zapłacić (np. chodzi tu o możliwość wycofania się z umowy przed czasem lub przerwania płacenia regularnej składki czy zapewnienie dziecku dożywotniej renty, jeśli zdarzy mu się nieszczęśliwy wypadek).
W Polsce na razie polisy posagowe nie cieszą się dużą popularnością. W ub. roku wydano na nie 150 mln zł - to niecały 1% krajowego rynku ubezpieczeń na życie. Ubezpieczyciele są jednak przekonani, że wraz z rosnącą zamożnością Polaków podniesie się popularność tego typu polis. Zauważmy, że polisa posagowa to jednak niejedyny sposób na finansowe zabezpieczenie dziecka. Czasami tańszym sposobem okaże się „zrobienie” sobie takiej polisy samodzielnie. Składkę trzeba podzielić na dwie części: za jedną, mniejszą część, można u ubezpieczyciela kupić na rok lub kilka lat zwykłą polisę na życie (ma ona na celu tylko ochronę finansową rodziny przed śmiercią jednego z jej członków), drugą, większą część, można samemu ulokować (np. kupując obligacje skarbowe).
Chodzi przecież o udane życie
Owo finansowe zabezpieczenie przyszłości dziecka stanowi jakby taki swoisty wstęp. Wstęp do formowania podstaw udanego życia człowieka, kiedy łatwiej mu o zdobycie odpowiedniego wykształcenia, o własny kąt, o realizację tych czy innych marzeń … Wyedukowany finansowo obywatel to także skarb dla państwa i jego budżetu, zasilanego przecież przeróżnymi opłatami i podatkami. Łatwiejsze staje się wtedy jeszcze coś: reforma repartycyjnego charakteru państwowych systemów emerytalnych. Idea pozyskiwania dodatkowych funduszy np. na drodze emisji obligacji bazujących na długości trwania życia, o czym pisała Aleksandra Małek w „Gazecie Ubezpieczeniowej” nr 37, celnie trafia w duch tejże reformy.
Udany start człowieka w swoje dorosłe życie raczej przesądza o udanej starości. Udana znaczy też i aktywna. A o to przecież chodzi wszystkim. Finansistom także.
dr Marek Śliperski


























































