Po piątkowych, zaskakująco dobrych danych z amerykańskiego rynku pracy, wiele mówiło się o tym, że Fed może zacząć zaostrzać politykę monetarną wcześniej niż dotąd sądzono. I dlatego dzisiejsze wystąpienie Bena Bernanke mogło być dla rynków przełomowe. Ale takie nie było. Bernanke powtórzył niemal to samo, co mówił przez ostatnie tygodnie. Że owszem koniunktura się poprawia, ale powoli, a bezrobocie i dostępność kredytu pozostają głównymi problemami amerykańskiej gospodarki. Szef Rezerwy Federalnej kolejny raz zlekceważył obawy przed inflacją, zapewniając że kierowana przez niego instytucja poradzi sobie z wytłumieniem potencjalnego impulsu inflacyjnego. W sumie inwestorzy zostali utwierdzeni w przekonaniu, że zerowe stopy pozostaną aktualne jeszcze przez długi czas, ale zarazem dostali informację, że Fed widzi recesję typu U. Tymczasem Wall Street od marca dyskontuje recesję typu V, zakładając dynamiczne ożywienie gospodarcze.
Tak więc dziś każdy rynek reagował na swój sposób. Dolar znów zyskał wobec euro, co sygnalizowałoby rozpoczęcie gry pod podwyżki stóp w USA. Ale znów rentowności obligacji skarbowych poszły w dół, co sugerowałoby brak wiary w zaostrzenie polityki pieniężnej. Swoją drogą poszło złoto, które po wystąpieniu Bena Bernke odrobiło poranne straty, jakby obrazując wzrost obaw o inflację.
W tym momencie gracze z Wall Street nie bardzo wiedzieli, co robić. Indeksy najpierw wzrosły, później oscylowały wokół linii z piątkowego zamknięcia, by w końcówce sesji zabarwić się na czerwono. S&P500 stracił ćwierć procent, Nasdaq 0,2%, zaś Dow Jones zyskał symboliczną setną część procenta.
Ciekawie wypadły jedyne publikowane dziś dane makroekonomiczne. Październikowe saldo kredytu konsumenckiego zmniejszyło się tylko o 3,5 mld $ (czyli –1,7% r/r), wobec oczekiwanego spadku o 9,3 mld $. Wyraźnie w górę zweryfikowano też dane za wrzesień. Z tymże nie oznacza to, że Amerykanie nagle powrócili do życia na kredyt. Bowiem za tak mały regres odpowiadał wzrost wartości pożyczek na zakup samochodów, co wiązało się z rządowymi dopłatami do zakupu nowych aut. Równocześnie wciąż silnie spadało zadłużenie z tytułu kart kredytowych. Czyli amerykański konsument wciąż spłaca swoje zadłużenie i raczej nie jest skłonny do zaciągania nowych zobowiązań. W krótkim terminie to zła wiadomość dla gospodarki w przeszło 70% zależnej od na popytu konsumpcyjnego.
K.K.






























































