Upadłości konsumenckie weszły w nowy etap. Liczba bankructw przestała rosnąć, ale także nie spada. Kwietniowe wyniki potwierdzają, że pęd zapoczątkowany liberalizacją prawa się wyczerpał i nadszedł czas na stabilizację.


Przez ostatnie lata obserwowaliśmy niemal nieprzerwany wzrost liczby upadłości konsumenckich. Każdy z kolejnych okresów przynosił historyczny rekord, za wyjątkiem 2022 r., gdy doszło do zmian proceduralnych w upadłości i część dłużników „pogubiła się” w cyfrowym procesie. Wygląda jednak na to, że pęd się wyczerpał i w tym roku rekordy nie zostaną powtórzone.
Z najnowszych danych opublikowanych przez Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej wynika, że w kwietniu 2025 r. bankructwo ogłosiło 1709 osób. W porównaniu z analogicznym okresem minionego roku oznacza to spadek o prawie 12 proc.
Przyjmując, że w kolejnych miesiącach liczba ogłoszeń o upadłości konsumenckiej będzie zbliżona do wyliczonej dla okresu styczeń-kwiecień, można oczekiwać, że rok 2025 zamknie się wynikiem poniżej odnotowanego w 2023 i 2024 r. Byłby to koniec trendu widocznego w danych o dekady.
Bankructwa w trzech fazach
Po 2015 r. opcja bankructwa stała się szerzej dostępna dla przeciętnego dłużnika i można uznać, że ta data rozpoczyna na dobre historię tej instytucji w Polsce. Pierwszym etapem rozwoju upadłości był stopniowy przyrost liczby ogłoszeń przy niewielkim zainteresowaniu procedurą do 2020 r. Obowiązujące wówczas regulacje prawne zniechęcały część dłużników, którzy w innych okolicznościach zapewne zdecydowaliby się na bankructwo.
W 2020 r. weszły w życie nowe przepisy, które dały szansę osobom i przyczyniły się do powstania niewypłacalności. Wina dłużnika nie jest już kluczową barierą i nie wpływa na możliwość ogłoszenia upadłości. Ma ona natomiast pewną rolę w ustaleniu warunków realizacji planu spłaty i ewentualnego oddłużenia.
Rewolucja w prawie zbiegła się w czasie z początkiem pandemii i zamknięciem gospodarki. Efekty liberalizacji nadeszły z opóźnieniem, ale miały spektakularny charakter – liczba ogłoszeń o upadłości kwartalnie podwoiła się w drugiej połowie 2020 r.
Od 2023 r. wzrosty miały już mniej dynamiczny przebieg. Wciąż jednak bankructw konsumentów przybywało, a w 2024 r. ich liczba minimalnie przebiła rekord ustanowiony rok wcześniej. Po etapie stabilizacji obserwować będziemy zapewne lekkie osunięcie, którego sygnałem są wyniki z pierwszych miesięcy 2025 r.
Skąd może się brać stabilizacja?
Po upadłość konsumencką sięga kilka grup dłużników o różnej motywacji. Są to zarówno „konsumenci” w pełnym tego słowa znaczeniu, nigdy nie prowadzący działalności gospodarczej, jak i osoby, które po porażce w prowadzeniu biznesu, muszą skorzystać z awaryjnego wyjścia jako osoba fizyczna. W pierwszej grupie jest zapewne pewien odsetek osób upadających z przyczyn czysto losowych (np. utrata zdolności do pracy i obciążenie wcześniejszym długiem), jak i tych, którzy przeliczyli się, zaciągając zobowiązania, ale posiadają zdolności zarobkowe.
Jeśli w otoczeniu nie zachodzą dramatyczne zmiany, takie jak gwałtowne pogorszenie koniunktury i wzrost bezrobocia, to można postawić hipotezę, że istnieje pewien „organiczny” poziom zainteresowania upadłością. Inaczej mówiąc, liczba popadających w kłopoty będzie oscylowała wokół pewnej średniej wartości. Stabilizacja lub poprawa sytuacji gospodarczej będzie miała swoje odzwierciedlenie w stabilizacji liczby bankructw.
W tym kontekście, jako wskaźnik wyprzedzający, można potraktować dane o jakości spłat kredytów publikowane przez BIK. W ostatnich miesiącach biuro odnotowuje poprawę wszystkich mierników. W marcu indeksy były lepsze niż miesiąc wcześniej w każdym segmencie – od kredytów gotówkowych począwszy na kredytach mieszkaniowych skończywszy.


























































