We Wrocławiu od miesięcy trwa konflikt pomiędzy konserwatorem zabytków a restauratorami z Rynku. Dostali oni nakaz rozbioru ogródków restauracyjnych, czas minął, a konstrukcje nadal stoją. O co w tym wszystkim chodzi?


Miał być wielki demontaż, jest wielki znak zapytania. Mimo że termin na rozebranie szklanych ogródków gastronomicznych we wrocławskim Rynku minął 15 marca, kontrowersyjne konstrukcje wciąż stoją w centrum miasta. Urzędnicy zapowiadali stanowcze kroki, a przedsiębiorcy zdają się grać na zwłokę. Gra toczy się o prestiż, estetykę i niemałe pieniądze.
Wrocławski Rynek, jeden z najcenniejszych zespołów urbanistycznych w Polsce, stał się areną sporu między magistratem a lokalnym biznesem. Chodzi o tzw. szklane ogródki – całoroczne konstrukcje, które od lat budziły sprzeciw konserwatora zabytków. Zgodnie z nowymi wytycznymi miasta, lokale te miały ustąpić miejsca lekkim, sezonowym parasolom. Czas na ich usunięcie minął w niedzielę.
Problem nie jest nowy
Jak podaje "Gazeta Wrocławska", "już w 2018 roku miejski konserwator zauważył, że jest problem z narastającymi formami i wtedy stwierdzono, że nie będzie wydawać pozwoleń na kubaturowe, przeszklone ogródki. Te rozmowy są prowadzone nieustająco od tamtego czasu" – mówi dziennikarzom konserwator Daniel Gibski. I dodaje, że odkąd objął urząd, w 2023 roku odbył z branżą dziesiątki spotkań, próbując wypracować rozwiązanie. Problem dotyczy sześciu lokali.
Restauratorzy idą na zwarcie?
Mimo jasnych komunikatów płynących z ratusza, spacerowicze wciąż mogą podziwiać pełne przeszklenia. Dlaczego konstrukcje nie zniknęły?
Przedsiębiorcy wskazują na ogromne koszty rozbiórki oraz fakt, że ogródki te pozwalały im na generowanie przychodów również w miesiącach zimowych, co przy obecnych kosztach energii i pracy było kluczowe dla przetrwania biznesu.
Miasto było dotąd nieugięte. „Termin był znany od dawna, nie ma mowy o zaskoczeniu” – słychać z kuluarów wrocławskiego urzędu. Brak reakcji ze strony najemców miało oznaczać wejście na drogę administracyjną, która dla właścicieli restauracji mogła okazać się wyjątkowo kosztowna.
Zwrot akcji w sporze o „szklarnie”
Jak jednak ustaliła "Gazeta Wrocławska", restauratorzy rozmowy z Dolnośląskim Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków, a miasto zgodziło się wydłużyć termin rozbiórki.
Choć termin demontażu minął, wrocławski magistrat wykonał niespodziewany ukłon w stronę przedsiębiorców. Zamiast natychmiastowego naliczania karnych stawek, które za bezumowne zajmowanie prestiżowej przestrzeni Rynku wynoszą 6 zł za mkw. dziennie, urzędnicy postawili na dialog. Decyzja ta zapadła w cieniu znacznie surowszych sankcji – Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków dysponuje bowiem orężem w postaci kar sięgających nawet pół miliona złotych.
Obecnie „na celowniku” ratusza znajduje się sześć konkretnych instalacji, dla których wypowiedziano już umowy. Pozostali restauratorzy – a jest ich blisko pięćdziesięciu – postawili na współpracę z konserwatorem, wybierając lekkie konstrukcje oparte na parasolach i markizach, które wpisują się w restrykcyjne zasady parku kulturowego.
Bunt pod pręgierzem?
Mimo ugodowej postawy miasta, atmosfera w sercu Wrocławia gęstnieje. Stowarzyszenie „Nasz Rynek”, reprezentujące część właścicieli lokali, przeszło do ofensywy. Przedsiębiorcy kategorycznie odrzucają zarzuty o łamanie prawa, twierdząc, że ich ogródki działają w oparciu o obowiązujące regulacje. Co więcej, uderzają w samą procedurę, zarzucając urzędnikom opieszałość i dezinformację.
Według restauratorów, postępowania konserwatorskie „ślimaczą się” od 2023 roku, co paraliżuje ich działalność i uniemożliwia planowanie biznesu. Kością niezgody stały się dokumenty z 2019 roku – zdaniem przedsiębiorców wciąż wiążące, według miasta – dawno nieaktualne.
Nowa koncepcja na horyzoncie. Koniec estetycznego chaosu?
Wrocławski magistrat podkreśla, że „szklarnie” stały się mniejszością, a proces porządkowania Rynku jest nieodwracalny. Obecnie trwają prace nad zupełnie nową koncepcją zagospodarowania ogródków, która ma raz na zawsze przeciąć spory estetyczne. Zanim jednak nowe wytyczne wejdą w życie, właścicieli sześciu kontrowersyjnych konstrukcji czekają kolejne tury rozmów u konserwatora.
Wrocławski Rynek bez szklanych „akwariów” ma odzyskać swój historyczny blask i stać się bardziej spójny wizualnie. Jednak dla sektora HoReCa to kolejny cios w czasach i tak trudnej sytuacji rynkowej.
oprac. KWS























































