Dzięki silnej zwyżce notowań Wal-Martu Dow Jones zwieńczył wtorkową sesję nowym rekordem wszech czasów. Śródsesyjne maksima w fatalnym stylu poprawiły także S&P500 i Nasdaq. Znamienna jest jednak przyczyna nowego szczytu DJIA.


Akcje największej sieci handlowej w Stanach Zjednoczonych podrożały o 4,5%, dając mocne wsparcie całemu indeksowi amerykańskich blue chipów. Dzięki temu średnia przemysłowa Dow Jonesa zyskała 0,31% i już 49. w tym roku ustanowiła nowy rekord wszech czasów.
Znamienne były przyczyny stojące za tym rekordem. Wal-Mart zapowiedział, że w ciągu następnych dwóch lat wyda 20 miliardów dolarów na skup własnych akcji. Trudno o lepszy symbol trwającej od 2009 roku hossy napędzanej w znacznej mierze przez gigantyczne zakupy własnych akcji przez największe giełdowe korporacje.
ReklamaZobacz także
Kuszone przez ultra-niskie stopy procentowe (i premie motywacyjne zarządów) spółki na potęgę zadłużają się, aby za pożyczone pieniądze skupować na giełdzie własne akcje, pompując wyceny do astronomicznie wysokich poziomów. To już nawet bardziej niż trochę przypomina schemat piramidy finansowej.
Od zeszłorocznych wyborów prezydenckich na nowojorskich parkietach obowiązuje tylko jeden kierunek: w górę. Ostatnią korektę na Wall Street widziano na początku 2016 roku. Zaś patrząc w perspektywie 5-letniej przydarzyły się tylko dwa istotnie spadkowe miesiące.
Nawet jeśli możemy się zżymać na kiepski styl śrubowania kolejnych rekordów (np. wzrostami po 0,1-0,2%), to stopy zwrotu liczone od początku roku wyglądają lepiej niż dobrze. Dow Jones zyskał już 15,5%, S&P500 niemal 14%, a Nasdaq Composite 22,4%.
Wtorkowa sesja była kolejnym przykładem tego pełzania pod górę. Nasdaq urósł o 0,11%, ale drugą sesję z rzędu zakończył poniżej poziomu z otwarcia. Podobnie jak S&P500, który tuż po otwarciu „zrobił” kolejny rekord, by przez resztę dnia pogrążyć się w marazmie.
Amerykański rynek od miesięcy podąża w górę z nienaturalną regularnością, ignorując zarówno wszystkie negatywne informacje jak i bardzo wysokie wyceny spółek. Do tego dołóżmy ekstremalnie niską zmienność i świetne nastroje drobnych inwestorów, a otrzymamy mieszankę, która coraz bardziej przypomina końcówkę lat 90. ubiegłego wieku.
„Jedyny strach na tym rynku to strach, że się przegapi wzrosty” - fenomenalnie spointował obecną sytuację jeden z amerykańskich inwestorów.
Krzysztof Kolany





























































