Czwartkowy poranek przyniósł dalsze osłabienie polskiej waluty. Euro kosztuje już blisko 4,35 zł, a notowania dolara atakowały tegoroczny szczyt.


O 9:45 kurs euro wynosił 4,3489 zł i był o blisko dwa grosze wyższy niż na zakończeniu środowych kwotowań. W ten sposób rynek całkowicie wymazał zeszłotygodniowe umocnienie złotego i powrócił do stanu sprzed tygodnia. Teraz celem może być strefa 4,3700-4,3750 zł wyznaczana przez lokalne szczyty z kwietnia i czerwca.
Obok coraz bardziej napiętej sytuacji geopolitycznej na linii Rosja-Zachód złotemu szkodzi bardzo mocny dolar. Kurs EUR/USD ponownie skierował się w stronę poziomu 1,05 wyznaczającego tegoroczne minimum. Oznacza to, że dolar w relacji do euro notowany jest blisko najmocniejszych poziomów od października 2023 roku.
- Podstawowym, przynajmniej w krótkim terminie, problemem dla złotego pozostaje podwyższone ryzyko geopolityczne rozpatrywane w świetle ostatnich doniesień mogących doprowadzić do dalszej eskalacji wojny na Ukrainie. Dodatkowo, obserwowane w poprzednich dniach próby rozwinięcia korekty na dolarze mogły zakończyć się fiaskiem, gdyż nie były one podparte żadnymi nowymi, istotnymi czynnikami, które mogłyby fundamentalnie zachwiać siłą amerykańskiej waluty - napisano w raporcie PKO BP.
W rezultacie za dolara płacono już 4,1309 zł, czyli o 2,4 grosza więcej niż dzień wcześniej. Są to jedne z najwyższych notowań „zielonego” w 2024 roku. Jeśli na tym poziomie zakończyłby się czwartkowy handel, to kurs USD/PLN wyznaczyłby najwyższy kurs zamknięcia od połowy listopada ubiegłego roku.
Najwyżej od stycznia znalazły się z kolei notowania franka szwajcarskiego. O poranku helwecka waluta była wyceniana na 4,6760 zł, a więc aż o 3,7 grosza wyżej niż w środę wieczorem. Patrząc przez pryzmat analizy technicznej jest to kontynuacja trendu wzrostowego rozpoczętego jeszcze na początku czerwca. Na parze frank-złoty najbliższym potencjalnym celem jest linia 4,70 zł.
KK
























































