Podobnie jak w kilku poprzednich latach notowania złota pozytywnie rozpoczynają rok. Ekstremalnie wyprzedany metal od Bożego Narodzenia odrabia straty i we wtorek osiągnął najwyższy kurs zamknięcia od listopada.


Na zakończenie tradycyjnego handlu na nowojorskim rynku towarowym kurs lutowych kontraktów na złoto sięgnął 1.185,50 dolarów za uncję i była to najwyższa wartość od 29 listopada.
Dolarowe notowania królewskiego metalu pną się w górę o 23 grudnia, gdy osiągnęły 11-miesięczne minimum. Od tego czasu kurs złota wzrósł o blisko 6%. Jest to scenariusz podobny do wydarzeń sprzed roku. Wtedy rynek był technicznie równie mocno wyprzedany, ale kurs złota odbijał się z 5-letniego dołka.
Zresztą fenomen noworocznej siły złota obserwujemy niemal regularnie od roku 2012. W ramach „nowej świeckiej tradycji” zimowa kontrofensywy złota pozwalała zarobić od 9% do 22%. Jednak z wyjątkiem 2016 r. złoto razem kończyło rok niżej, niż go zaczynało (przynajmniej w USD).
Przeczytaj także
Analitycy tłumaczą ostatnie wzrosty cen złota korekcyjnym osłabieniem dolara oraz odreagowaniem po spadkach z czwartego kwartału. Jednakże patrząc w dłuższym terminie na rzeczy może być coś więcej. Chodzi przede wszystkim o odradzającą się hydrę inflacji.
Za sprawą drożejących paliw i niskiej bazy sprzed roku w kolejnych krajach odczyty tzw. inflacji CPI szybko zbliżają się w okolice 2%. Tymczasem tylko nieliczne banki centralne ośmieliły się zareagować podnosząc stopy procentowe. W rezultacie już niedługo możemy powrócić do sytuacji realnie ujemnych stóp procentowych w znacznej części świata. A to środowisko sprzyjające wzrostom nominalnych cen złota.
Krzysztof Kolany
























































