Zamieszki pod Kijowem, gdzie tłum rzucił się w obronie rzekomo torturowanych żołnierzy, zostały sprowokowane. Trwa śledztwo, a jedna z osób, które wywołały starcia, została zatrzymana – oświadczył we wtorek szef kancelarii prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow.


„Wiadomo już z całą pewnością, że wczorajsze wydarzenia w Petropawliwskiej Borszczahiwce (wsi na obrzeżach Kijowa - PAP) nie odbyły się bez wpływu z zewnątrz” – powiedział Budanow w nagraniu opublikowanym w serwisach społecznościowych.
W poniedziałek w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej pojawiły się doniesienia, że we wsi pod Kijowem uzbrojeni ludzie przetrzymują w piwnicy ponad 40 osób. Przed domem zgromadził się tłum, który zaczął domagać się ich uwolnienia.
Policja ustaliła, że pogłoski o torturach rozpowszechniała obecna na miejscu kobieta, która w lekarskim stroju przyjechała kupioną wcześniej karetką pogotowia. Ukraińska armia poinformowała, że w domu przebywali zmobilizowani mężczyźni, zatrzymani po samowolnym opuszczeniu jednostek i czekający na przydział do dalszej służby.
Budanow, który do początku 2026 roku kierował ukraińskim wywiadem wojskowym, nie ujawnił, kto może stać za prowokacją. Poinformował jednak, że kobieta została zatrzymana.
- Od czego to wszystko się zaczęło? Jedna osoba, która z jakiegoś powodu założyła strój lekarski i wcześniej kupiła karetkę, wraz ze swoim kierowcą co najmniej trzy dni wcześniej przeprowadziła, powiedzmy, rozpoznanie tego obiektu. Wszystko to zostało udokumentowane (...). Później, podczas przesłuchania — a obecnie wobec tej osoby (...) prowadzone są dalsze czynności — w jej telefonie znaleziono wszystkie te materiały – powiedział we wtorek szef kancelarii prezydenta w wywiadzie telewizyjnym.
- Nie wiem do końca, w jakim celu to robiono: czy z osobistych pobudek, żeby zwiększyć swoją popularność lub zarobić pewne pieniądze — ale wtedy pojawi się pytanie, kto płaci takie pieniądze za takie usługi. Czy może jednak w nieco innym, antypaństwowym celu – dodał.
Wcześniej portal Suspilne poinformował, że w poniedziałek przed prywatnym domem w Petropaliwskiej Borszczahiwce zgromadziło się około 100 osób. „Część obecnych przedstawiła się jako krewni mężczyzn przetrzymywanych w tym budynku. Twierdzili, że (znajdują się tam) zmobilizowani żołnierze, którzy są torturowani, od ich rodzin żąda się pieniędzy, a lekarze nie są wpuszczani do środka” – przekazał serwis. Zebrani usiłowali wedrzeć się do środka, czemu usiłowała zapobiec obecna tam policja.
Minister spraw wewnętrznych Ukrainy Iwan Wyhiwski oświadczył, że okoliczności incydentu są wyjaśniane.
„Ten budynek był wykorzystywany przez żołnierzy jednej z jednostek Gwardii Narodowej Ukrainy. (...) Jeszcze tego samego dnia (tj. w poniedziałek - PAP) zleciłem wszczęcie dochodzenia służbowego, w ramach którego zostaną zweryfikowane wszystkie informacje, w szczególności dotyczące warunków pobytu żołnierzy” – napisał w komunikatorze Telegram.
Wyhiwski powiadomił również, że rodzinom żołnierzy, którzy przebywali w budynku, umożliwiono kontakt z bliskimi. Na teren obiektu - jak dodał - wpuszczono również lekarzy i kilku przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego.
Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)
jjk/ akl/

































































