Wartość złotego wobec innych walut, inflacja, stopy procentowe, hossa lub bessa na giełdzie – te zjawiska gospodarcze mają wpływ na efektywność oszczędności. Nie możemy ich zmienić, ale warto byśmy popatrzyli na otoczenie makroekonomiczne, gdy zastanawiamy się, gdzie zainwestować pieniądze.


W oszczędzaniu ważne jest, by pieniądze nie traciły na realnej wartości. W uproszczeniu: byśmy mogli za nie kupić przynajmniej tyle produktów lub usług, ile w momencie, gdy je odłożyliśmy. Jeśli możemy za nie kupić więcej – świetnie. To oznacza, że nasza inwestycja przyniosła zysk. Dlatego ważne jest, byśmy pamiętali, zastanawiając się nad formą oszczędzania czy inwestowania, że są sytuacje, na które inwestujący nie ma wpływu (zmiana cyklu koniunkturalnego, katastrofy naturalne, konflikty zbrojne czy nagła zmiana polityki gospodarczej największych mocarstw). Są jednak takie zjawiska makroekonomiczne, które powinniśmy mieć na uwadze, bo możemy naszymi decyzjami zwiększyć lub zmniejszyć przyszły zysk. Pamiętajmy, gdy uczymy się oszczędzać, że najważniejsze w inwestowaniu jest to, byśmy rozumieli, w jaki sposób nasze oszczędności będą lokowane, na jakie zagrożenia jesteśmy narażeni i z jakimi potencjalnie stratami lub zyskami są związane konkretne produkty finansowe.
Jak te zasady odnieść do sytuacji na początku 2017 roku? Po pierwsze, w gospodarce światowej szykują się zwroty, których efekty trudno oszacować. Nowy prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział w czasie kampanii wyborczej zmiany dotyczące gwarancji bezpieczeństwa dla Europy. Trudno też oszacować skutki finansowe wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Nie wiadomo, czy eurosceptycy nie zwyciężą we Włoszech. Największe gospodarki Wspólnoty chcą wprowadzenia nowych uregulowań dotyczących płacy minimalnej w niektórych branżach (np. w transporcie). Niepokój wciąż tli się na Ukrainie, a światowe ceny ropy znacznie przyspieszyły, co znajdzie odzwierciedlenie w rodzimej inflacji. Zmiany geopolityczne zawsze mają wpływ na sytuację gospodarczą krajów czy regionów.
Zobacz także
Po drugie, rok rozpoczął się w Polsce z inflacją. Na razie ceny rosną wolno, ale część ekonomistów przestrzega, że w ciągu kilku miesięcy mogą okazać się o 1,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. A to przy niskich stopach procentowych może oznaczać, że lokaty i depozyty mogą nie zabezpieczyć realnej wartości oszczędności. Oczywiście jest to prognoza inflacyjna, która może, ale nie musi się ziścić. Jednak sytuacja gospodarcza w świecie i zmiany cen w Polsce pokazują, że warto chwilę pomyśleć o tym, co dzieje się w gospodarce, gdy wybieramy formę inwestowania oszczędności.
Lokaty w bankach, obligacje skarbowe
Zaniesienie oszczędności do banku ma sens wtedy, jeśli nie będą tracić na wartości. Deflacj, która wystąpiła w Polsce w ostatnich dwóch latach pomimo niskich nominalnych wartości odsetek, czyli oprocentowania (często zaledwie 1-2 proc.), sprzyjała oszczędzającym. Zarobili na odsetkach i na spadku cen. Jest to inna sytuacja, niż gdy depozyty są oferowane z dużo wyższym nominalnym oprocentowaniem, ale przy 2-3 proc. inflacji.
Gdy decydujemy się na lokatę, trzeba więc znaleźć taką, która daje odsetki wyższe niż wskaźnik inflacji i 19-proc. podatek od zysków kapitałowych, który uszczupla zysk oszczędzającego.
Ponieważ obecnie nie wiadomo, jak szybko będą rosły ceny, czy ich wzrost będzie wyższy niż poziom stóp procentowych, na mniejsze ryzyko przyszłych wydarzeń narazimy się wybierając krótko- a nie długoterminowe lokaty. Z drugiej jednak strony depozyty długoterminowe już teraz gwarantują wyższe oprocentowanie. Warto też przejrzeć ofertę wielu banków, a nie tylko swojego. Banki płaciły nawet 3-4 proc. odsetek rocznie w czasach deflacji, ale uzależniały to od różnych wymogów: czasu lokaty, wysokiej minimalnej kwoty lokaty, założenia konta osobistego czy ściągnięcia nowych klientów do siebie w banku, w którym lokuje się oszczędności. Albo kuszą tylko nowych klientów. Jeśli więc chcielibyśmy skorzystać z promocyjnej oferty, koniecznie sprawdźmy koszty i inne warunki prowadzenia w tym banku rachunku.
Oczywiście strategia inwestycyjna powinna wynikać także z tego, na jaki cel oszczędzamy. Czy chcemy zainwestowane pieniądze wydać na wakacje, poważniejsze zakupy czy remont mieszkania (czas kilku miesięcy, jednego - dwóch lat), czy są to nasze zaskórniaki, które odkładamy w perspektywie wielu lat, np. na czas emerytury.
Jeśli zamierzamy pieniądze inwestować przez dłuższy czas, a nie jesteśmy skorzy do ponoszenia większego ryzyka, możemy popatrzeć na długoletnie obligacje skarbowe. Część z nich – obligacje cztero- i dziesięcioletnie - jest indeksowana inflacją, więc zapewniają ochronę przed wzrostem cen. Obecnie (luty 2017), w przypadku obligacji czteroletnich, oprocentowanie wynosi 2,4 proc. w pierwszym rocznym okresie odsetkowym, w kolejnych rocznych okresach odsetkowych: marża 1,25 proc. + inflacja, z wypłatą odsetek co roku. Obligacje dziesięcioletnie mają interesującą konstrukcję: w pierwszym, rocznym okresie odsetkowym oprocentowanie wynosi 2,7 proc. W kolejnych latach marża 1,5 proc. + inflacja z roczną kapitalizacją odsetek, co oznacza, że od drugiego okresu odsetkowego oprocentowanie jest naliczane od nominału obligacji powiększonego o już narosłe odsetki, co zwiększa zyskowność tego instrumentu. Wypłata następuje w dniu wykupu obligacji.
Inne bankowe propozycje
Banki proponują obecnie lokaty połączone z funduszami inwestycyjnymi. Oprocentowanie, jakie oferują, jest wówczas bardziej atrakcyjne od tego na tradycyjnej lokacie. Ale uwaga: jest to zysk, na jaki bank się umawia tylko od części naszego wkładu, np. połowy. Zwykle ta część wpłaconych pieniędzy trafia na klasyczną lokatę bankową i w tej części bank zapewnia nam wysokie odsetki. Druga część inwestowana jest np. w akcje lub obligacje za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych czy ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych (inwestycja opakowana w ubezpieczenie na życie). Tu nie ma gwarancji zysku. Jeśli decydujemy się na taki sposób inwestowania, ważne byśmy rozumieli zagrożenia i byli gotowi na ryzyko braku zarobku a nawet straty. O takim produkcie warto porozmawiać w banku z doradcą. Pamiętajmy, że wyniki historyczne takich inwestycji nie gwarantują osiągnięcia podobnych zysków w przyszłości. Jeśli więc usłyszymy, jakie to świetne wyniki dawała inwestycja do tej pory – mamy do czynienia z reklamą. Jeśli doradca wytłumaczy, że zysk może być, ale nie musi – jest to rzetelna informacja.
By spróbować oszacować ryzyko zarobku lub straty, sprawdźmy, w jakie instrumenty będą zainwestowane nasze pieniądze. W jakiej części w obligacje, a w jakiej w akcje. A w przypadku obligacji, czy są to bezpieczne papiery skarbowe czy bardziej ryzykowne obligacje przedsiębiorstw prywatnych. Dodatkowo pamiętajmy o opłatach. Na części inwestycyjnej możemy stracić na skutek spadku cen akcji, ale też z powodu opłat.
To, że oszczędzający powinien rozumieć na jaki typ oszczędzania się decyduje, szczególnie ważne jest w przypadku skomplikowanych produktów finansowych lub obarczonych wysokimi opłatami związanymi z zerwaniem inwestycji. Odczuli to ci, którzy zdecydowali się na założenie polis inwestycyjnych, nazywanych powszechnie polisolokatami, czyli polisami z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. Likwidacja takiej umowy czy zerwanie jej przed czasem (zwykle opiewają na kilkanaście lat) związana była z wysokimi opłatami. Ich wysokość była tak powszechnie bulwersująca, że sprawą zajął się UOKiK (Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów).
Wartość złotego i inwestycje w waluty obce
Jednym z czynników, na który nie mamy wpływu, a może zagrażać zyskowności naszych oszczędności, jest kurs waluty (złotego). Jeśli złoty słabnie, maleje wartość realna naszych oszczędności. Ma to szczególnie znaczenie, gdy odkładamy na zagraniczne wakacje, naukę na zagranicznych uczelniach czy chcemy kupić urządzenie produkowane za granicą i wyceniane np. w euro lub dolarach (m.in. samochody czy sprzęt elektroniczny). W takim przypadku warto rozważyć inwestycję części naszych oszczędności w aktywa nominowane w innych walutach, np. poprzez fundusze inwestycyjne akcji czy obligacji zagranicznych.
Akcje: nie tylko sama wartość, także dywidenda
Niektórzy ekonomiści proponują, by także w czasach niskiego wzrostu gospodarczego i bessy na giełdzie zdecydować się na kupno akcji (za pewną część oszczędności) firm o ustabilizowanej sytuacji rynkowej, które co roku systematycznie wypłacają dywidendę. Przekonują, że nawet jeśli gospodarka zwolni i zyski firm będą mniejsze, a tym samym niższe dywidendy, to i tak powinny zachować realną wartość. Inwestowanie w akcje (czy to samodzielnie, czy w funduszach inwestycyjnych) należy do bardziej ryzykownych. Zanim kupimy jednostki uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym, sprawdźmy nie tylko obietnicę zysku, ale też oszacujmy koszty, takie jak opłaty manipulacyjne (np. za nabycie i umorzenie jednostek) czy tzw. wynagrodzenie za zarządzanie dla towarzystwa funduszy inwestycyjnych. Opłaty te mogą bowiem pochłonąć dużą część potencjalnego zysku z inwestycji. Ważne jest, abyśmy dobrze rozumieli, na co się decydujemy. Jeśli nie rozumiemy, na czym polega produkt finansowy: jakie są koszty (czyli opłaty i prowizje, ale też koszty wycofania pieniędzy), ile możemy zarobić i przy jakim ryzyku, to lepiej się na niego nie decydujmy. Wybierzmy taki, w przypadku którego nie mamy wątpliwości. Jeśli rozmawiamy z agentem lub pośrednikiem, pytajmy tyle razy, aż zrozumiemy.
Jeśli rozmawiamy z przedstawicielem instytucji, o której mało wiemy lub jej nie znamy, to warto sprawdzić, czy jej nazwa znajduje się na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Komisja sprawuje nadzór nad rynkiem finansowym w Polsce (to znaczy nad rynkiem kapitałowym, sektorem bankowym, ubezpieczeniowym, emerytalnym, nad instytucjami płatniczymi, biurami usług płatniczych i instytucjami pieniądza elektronicznego oraz nad kasami spółdzielczymi) .
Na stronie KNF znajduje się lista podmiotów (instytucji), które w sposób nieuprawniony wykonują działalność zastrzeżoną np. dla funduszy inwestycyjnych (www.knf.gov.pl, zakładka „O nas” — lista ostrzeżeń publicznych). Warto na nią zajrzeć, zanim zdecydujemy się na współpracę z instytucją finansową. Warto też sprawdzić, czy instytucja, jakiej zamierzamy powierzyć pieniądze, jest bankiem czy parabankiem. Komisja zwraca uwagę, że świadczenia pieniężne, które zobowiązują się spełnić podmioty, które nie mają zezwolenia KNF, nie są objęte państwowymi gwarancjami, w szczególności: Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG), systemu rekompensat prowadzonego przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych (KDPW), Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego (UFG).
Projekt realizowany z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.


















































