Setki tysięcy uczestników zgromadziły czwartkowe demonstracje na tle socjalnym we Francji zwołane przez związki zawodowe. Premier Sebastien Lecornu spotka się w poniedziałek z przedstawicielami związków zawodowych i organizacji pracodawców.


Francuskie MSW podało, że w demonstracjach wzięło udział 575 tys. osób w całym kraju, w tym 65 tys. w Paryżu. Związki zawodowe podały liczby znacznie wyższe: ponad 1,5 mln demonstrantów w całym kraju, a w stolicy - 350 tysięcy.
- Wiemy już, że ten dzień był sukcesem. Pytanie, które dziś się nasuwa, nie brzmi, „czy wygramy?”, ale „jak bardzo wygramy?” - powiedziała szefowa centrali związkowej CGT Sophie Binet na demonstracji w Paryżu.
W demonstracji w stolicy brali udział politycy lewicy, w tym: Jean-Luc Melenchon, szef skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej (LFI) i Raphael Glucksmann, reprezentujący socjaldemokratyczną lewicę. Obaj zamierzają kandydować w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.
Władze poinformowały o zatrzymaniu 448 osób do godz. 18. W ocenie MSW demonstracje w większości przebiegły dobrze, mimo prób ze strony „radykalnych aktywistów” i „ultralewicy”, by zakłócić ich przebieg. W kilku miastach, w tym w Paryżu, doszło do odizolowanych starć z policją, która użyła gazu łzawiącego.
Wieczorem poinformowano, że premier zwołał na 9 listopada spotkanie z udziałem związków zawodowych i organizacji pracodawców; tematem mają być koszty życia i płace.
Związki zawodowe domagają się podwyżek płac, w tym minimalnej. Sprzeciwiają się też planom cięć przewidzianych w rządowym projekcie budżetu, rozpatrywanym w parlamencie. Protesty przeciwko rosnącym kosztom życia trwają we Francji od połowy października.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ mal/






























































