Ostatnie tygodnie przyniosły uspokojenie atmosfery wokół państw grupy PIIGS, powszechnie uznawanych za zagrożone niewypłacalnością. Z pierwszych stron gazet zniknęły groźnie brzmiące tytuły zapowiadające zbliżającą się katastrofę, jaką miały być bankructwa kolejnych krajów i w konsekwencji rozpad strefy euro.
Komentatorzy wydają się nie pamiętać, że jeszcze w pierwszych dniach stycznia najważniejsze zachodnie tytuły donosiły o potajemnych negocjacjach prowadzonych przez Portugalię z Niemcami i Francją. Owe rozmowy miały dotyczyć wsparcia finansowego dla lizbońskiego rządu, który stał w obliczu bankructwa. W tle tych wydarzeń pozostawały spekulacje o nadchodzących kłopotach Hiszpanii, a w dalszej perspektywie Włoch i Belgii.
Brak szumu medialnego nie oznacza bynajmniej, że problemy państw peryferyjnych strefy euro zostały rozwiązane. Co prawda rządy nieustannie chwalą się przeprowadzonymi lub planowanymi reformami. Zapowiadają kolejne cięcia wydatków i podwyżki podatków, mające przynieść upragnione uzdrowienie finansów publicznych. Niemniej jednak inwestorzy nie dowierzają zapewnieniom polityków o skuteczności ich walki z kryzysem.
Od początku stycznia obligacje państw o niepewnej sytuacji finansów publicznych nieustannie tanieją. Sytuacja stała się naprawdę nerwowa w miniony czwartek. Tego dnia rentowność portugalskich obligacji dziesięcioletnich wzrosła do 7,636 proc. Tym samym sięgnęła najwyższego poziomu w historii strefy euro. Drastyczny spadek cen papierów lizbońskiego rządu zmusił do interwencji Europejski Bank Centralny. EBC nabywając obligacje lizbońskiego rządu, zatrzymał spadek ich wartość, co przejściowo złagodziło nerwowość na rynku długu.
Jednakże uspokojenie nastrojów było tymczasowe. W ostatnich dniach napięta atmosfera doprowadziła do mocnego osłabienia euro. Jeszcze na początku lutego wspólna waluta kosztowała ponad 1,38 dolara. Obecnie kurs pary przekracza 1,35 dolara. Nieustannie tanieją obligacje krajów peryferyjnych. W tym tygodniu rentowność dziesięcioletnich papierów lizbońskiego rządu sięgała 7,47 proc.
Sytuację zaogniają informacje napływające z Włoch, gdzie banki zanotowały 32 proc. wzrost wartości kredytów nieregulowanych w terminie. W grudniu ich wartość wyniosła 77,8 mld euro. W tej sytuacji Włochy mogą stać się kolejnym ogniskiem zapalnym w strefie euro.
Zanosi się na to, że kolejne tygodnie będą przebiegać w atmosferze odnowionych obaw o stabilność strefy euro. Kraje zagrożone niewypłacalnością wciąż czeka olbrzymi wysiłek, aby odzyskać zaufanie rynków. Kryzys finansowy uderzy w notowania wspólnej waluty, zmuszając ją do oddania zysków z początku roku.
Piotr Lonczak
Analityk Bankier.pl
p.lonczak@bankier.pl
Zobacz też:
» Nadchodzi ostatni tekst dobrej koniunktury
» Prognoza na 2011 r.: wzrosty przeplatane korektami, WIG20 zyska 10 proc.
» Jakie będą skutki strzyżenia OFE?
» Nadchodzi ostatni tekst dobrej koniunktury
» Prognoza na 2011 r.: wzrosty przeplatane korektami, WIG20 zyska 10 proc.
» Jakie będą skutki strzyżenia OFE?


























































