Początek nowego tygodnia nie przyniósł kontynuacji piątkowego odbicia. To nie najlepszy sygnał dla giełdowych byków. Choć przy napływających na rynek informacjach trudno było o lepszy wynik poniedziałkowej sesji na Wall Street.


Po silnych spadkach z ubiegłego tygodnia i piątkowym odbiciu poniedziałek mógł być dniem prawdy. Jeśli tak było, to posiadacze akcji raczej nie mają się z czego cieszyć. Po zaciętej walce popytu z podażą, ostatecznie górę wzięła ta druga.
Dow Jones stracił prawie 90 punktów, czyli 0,35%. S&P500 po spadku o 0,59% zatrzymał się na poziomie 2 750,29 pkt. I znów najmocniej poszkodowany został Nasdaq - najbardziej "rozgrzany" amerykański indeks w poniedziałek poszedł w dół o 0,88%.
ReklamaZobacz także
Zatem październikowa korekta nabiera rumieńców, a mocno przewartościowane amerykańskie akcje zaczynają budzić obawy inwestorów. Obawy tym mocniejsze, że czar największej gospodarki świata zaczyna się rozwiewać. Mocno rozczarowały statystyki sprzedaży detalicznej, która we wrześniu zwiększyła się o ledwie 0,1% mdm. Ekonomiści liczyli na wzrost czterokrotnie silniejszy. Ponadto w dół zrewidowane dane za sierpień.
Wygląda więc na to, że pozytywny efekt obniżki podatków zaordynowanych przez prezydenta Trumpa powoli się wyczerpuje. Natomiast koszty cały czas rosną. Według danych Departamentu Skarbu deficyt zakończonego 30 września roku fiskalnego wyniósł 779 mld dolarów i był najwyższy od 2012 roku - czyli ostatniego roku rekordowych, przeszło bilionowych deficytów Baracka Obamy.
Mimo to rynek długu pozostał niewzruszony. Rentowność 10-letnich obligacji minimalnie drgnęła w dół utrzymują się powyżej 3,15%. Dochodowość papierów 2-letnich pozostała bez zmian na wysokości niespełna 2,86%.
KK

























































