Z Chin napłynął dziś kolejny sygnał potwierdzający spowolnienie w drugiej największej gospodarce świata. Wzrost gospodarczy w Państwie Środka jest najniższy od ponad 5 lat.



W trzecim kwartale tego roku dynamika PKB w Chinach wyniosła 7,3% w ujęciu rocznym. To mniej niż odnotowane w drugim kwartale 7,5% oraz najgorszy rezultat od pierwszego kwartału 2009 r. Jednocześnie podane dziś przez chiński rząd dane są lepsze od oczekiwań analityków, którzy spodziewali się odczytu na poziomie 7,2%. Taki wynik oznaczałby z kolei najniższy wzrost od 1999 r.
Po dzisiejszych danych możemy być już niemal pewni, że rok 2014 będzie dla chińskiej gospodarki najgorszy od 1990 r., kiedy kraj otrząsał się po masakrze na Placu Tiananmen. Nie oznacza to, że spowolnienie się zakończy. Według Banku Światowego w tym roku wzrost PKB w Chinach wyniesie 7,4%, natomiast w przyszłym spadnie do 7,2.%.
Oficjalne tegoroczny cel stawiany przez władze w Pekinie to 7,5% w skali całego roku. Po raz ostatni chińska gospodarka nie zrealizowała celu wyznaczonego przez partię rządzącą dekadę temu. Jeżeli tak się jednak stanie, to zdaniem komentatorów na przyszły rok Pekin wyznaczy „bezpieczniejszy” poziom 7%.
Do spowolnienia w drugiej największej gospodarce świata przyczyniają się zarówno problemy światowe (słabszy popyt na chińskie towary), jak i sprawy wewnętrzne. Przede wszystkim wzrostu PKB tak mocno jak w latach poprzednich nie napędza już sektor nieruchomości, gdzie zaczęto obserwować z dawna oczekiwany spadek sprzedaży. Inwestycje w nieruchomości oraz zaopatrujące je sektory stalowy, budowlany itp. w ostatnich latach odpowiadały za blisko połowę PKB Chin.
W pierwszych trzech kwartałach sprzedano nieruchomości mieszkaniowe o wartości 4,05 mld juanów – o 10,8% mniej niż przed rokiem. W tej sytuacji klienci - przyzwyczajeni przez lata do ciągłego wzrostu cen nieruchomości – mogą nadal wstrzymywać się z zakupem, w oczekiwaniu na obniżenie cen przez deweloperów. Dotyczy to przede wszystkim osób kupujących mieszkania w celach spekulacyjnych.
Z kolei w chińskich fabrykach niepodzielnie panuje deflacja. Ceny dóbr produkcyjnych w Chinach spadaj już przez 32 miesiące z rzędu – to najdłuższy okres w najnowszej historii. Poprzednia podobna passa (31 miesięcy) miała miejsce w latach 1997-1999, kiedy Azja Południowo-Wschodnia pogrążona była w kryzysie.
Nowe władze Chin wielokrotnie powtarzały, że zamierzają odchodzić od polityki „pompowania” danych o PKB. Obecne spowolnienie zaczęło jednak budzić niepokój wśród elit rządzących – Ludowy Bank Chin w ostatnich tygodniach poinformował o wsparciu sektora bankowego kwotą 700 mld juanów (114 mld USD). Pakiet stymulacyjny, do którego dołączyć niebawem mają rządowe inwestycje infrastrukturalne, w zamyśle Pekiny ma na nowo rozruszać gospodarkę.
W tym kontekście warto przypomnieć, że chociaż wzrost PKB o 7% to nieosiągalne marzenie dla większości krajów rozwiniętych, utrzymanie takiego tempa dla władz w Pekinie może oznaczać "być albo nie być" - brak miejsc pracy dla dziesiątków milionów pracowników mógłby wywołać niepokoje społeczne.
W ubiegłym roku premier Li Keqiang jasno stwierdził, że Chiny potrzebują wzrostu na poziomie 7,2%, aby zapewnić stabilność lokalnemu rynkowi pracy. Stopa bezrobocia w chińskich miastach wynosi oficjalnie 4%, jednak przy jej wyznaczaniu pomija się ponad 200 milionów pracowników migrujących ze wsi.
Michał Żuławiński
Bankier.pl


























































