REKLAMA
PROMOCJA

Tam mieszkam: Nepal - cz. 2

Malwina Wrotniak2015-06-03 10:26redaktor naczelna Bankier.pl
publikacja
2015-06-03 10:26

Aranżowane małżeństwa, wykorzystywane do pracy dzieci, zaporowe ceny w szkołach, żeby zniechęcać obywateli do zdobywania wykształcenia – taki też jest Nepal, który co roku widzą tłumy turystów odwiedzających Himalaje. O życiu w Katmandu opowiada prowadząca tam hotel Polka, Sylvia Neupane.

W pierwszej części rozmowy z cyklu #TamMieszkam opowiadała o swoim spełnionym marzeniu – miejscu dla turystów, które wspólnie z mężem zbudowała na kredyt u podnóża Himalajów. Niestety pod koniec kwietnia Nepal nawiedziły tragiczne w skutkach trzęsienia ziemi, które pochłonęły ogromną liczbę ofiar, a tysiące osób zmusiły do opuszczenia domów i zamieszkania pod namiotami.

O tym, jak wygląda to popularne wśród turystów miejsce po tragedii tej skali i jak można dziś pomóc  Nepalowi  w rozmowie z Bankier.pl opowiada mieszkająca w Katmandu Polka, Sylvia Neupane*.

Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl: Temat pieniędzy wydaje się szczególnie drażliwy, bo przecież Nepal to ogromna bieda. Podejrzewam, że ten problem nie sprowadza się tylko do braku gotówki na codzienne wydatki, ale i innych sfer życia.

Sylvia Neupane: O tym można by mówić i mówić. Najważniejsze, czego tu nie mamy i co dla mnie jako Europejki jest najtrudniejsze, nieraz nawet szokujące, to szkolnictwo. Nie jest obowiązkowe. Nikt nie musi tu posyłać dzieci do szkoły. Państwo do edukacji nie dokłada, nie zależy mu na wykształconych tłumach. Łatwiej jest zarządzać takim tłumem, który nie zna swoich praw i o nic nie walczy, tylko poddaje się temu, jak jest.

Nawet jeśli szkoły istnieją, to i tak są płatne. W wielu miejscach w wioskach położonych wysoko w górach szkół jednak po prostu nie ma. Czasami do najbliższej trzeba iść 4 godziny w jedną stronę. Znam dzieci, które taką drogę codziennie pokonują.

fot. / / EastNews

Przy tym wszystkim szkoła jest trudna. Żeby w ogóle dostać się do podstawówki, trzeba zdać egzamin z pisowni języka angielskiego i nepalskiego. Egzamin jest bardzo trudny, trwa siedem dni. Mój syn ma 7 lat i często, aby odrobić jego pracę domową, używam google.com, bo sama nie znam odpowiedzi na zadawane pytania. Podaję przykład: Wymień dziesięć owoców, które nie mają ani jednej pestki. No proszę - jestem ciekawa, czy odrobisz zadanie. (śmiech)

Już czteroletnie dzieci posyła się na naukę do tzw. pre-school, tam mają nauczyć się pisać, żeby zdać ten egzamin. Nauka w pre-school trwa dwa lata, później dziecko przystępuje do egzaminu do szkoły. Jeśli zda – zostaje przyjęte, jeśli nie, może próbować zdawać do innej szkoły. Jeśli mu się nie powiedzie, musi powtarzać pre-school.

Prywatnych szkół jest sporo, szczególnie w miastach. W Katmandu za naukę w prywatnej szkole podstawowej trzeba zapłacić od 50 do 500 dolarów miesięcznie. Te najlepsze prywatne szkoły podstawowe kosztują już 2000 dolarów miesięcznie. Paradoks tego kraju to między innymi to, że szkolnictwo nie jest obowiązkowe, a jak już ktoś chce posłać dziecko do szkoły, to jest to trudne, kosztowne, skomplikowane i drogie.

Analfabetyzm sięga ponad 60%. Znacznie więcej jest analfabetów wśród kobiet. Najczęściej posyła się do szkoły chłopców. W rodzinach wielodzietnych zwykle posyła się najmłodszego syna, starsze dzieci będą pracować, zarabiając na jego edukację. W wioskach często posyła się dziecko do szkoły tylko na chwilę, na parę lat, tak aby nauczyło się choć czytać i pisać.

Dzieci tutaj muszą pracować. Child labour jest normalnością i nikogo nie dziwi. Zaczynają pracować po ukończeniu 8. roku życia. Opuszczają wtedy często dom, udając się do miasta. Wykonują różne prace - najczęściej na kuchni w restauracjach, w pralniach albo jako naganiacze dla rożnych małych firm. Jeśli zostają na wioskach w domach swoich rodziców, też muszą pracować - przy gospodarstwie, przy zwierzętach, w polu. Jeśli chodzą do szkoły i pracują - w szkole radzą sobie jedynie te zdolniejsze dzieci. W nepalskich szkołach zadaje się bardzo dużo pracy domowej i choć nie ma egzaminów, testów, odpytywań, to są egzaminy do kolejnej klasy.

Średnie zarobki w Katmandu to 100 dolarów miesięcznie. Wynajem mieszkania jednopokojowego z kuchnią kosztuje 80 dolarów. 30 kg ryżu kosztuje 20-35 dolarów, kilogram jabłek 3-5 dolarów, kilogram ziemniaków - 40 centów. Ceny za pewne produkty są wyższe niż w Europie i nie wiem, jak ludzie sobie tutaj radzą przy takich zarobkach.

fot. / / EastNews

Podatki są bardzo wysokie. Podatek za rzeczy sprowadzane z Europy może sięgać nawet 500%. I tak stara, 20-letnia Toyota Camry nadal kosztuje 10 tys. euro, podczas gdy nowa Skoda Fabia kosztuje 20 tys. euro. Dlatego transport prywatny jest bardzo drogi. Za wynajem samochodu prywatnego z kierowcą na cały dzień trzeba zapłacić około 80 dolarów. Brakuje zresztą dróg, żeby pokonać 100 km samochodem, w górach potrzeba na to nieraz całego dnia.

W całym mieście w Katmandu praktycznie nie ma chodników, pasów dla pieszych. Nie ma w ogóle koszy na śmieci, parków, placów zabaw dla dzieci.

Umowy - obowiązują tu ustne ustalenia, do czego nadal trudno jest mi się przyzwyczaić. My Europejczycy chcemy mieć wszystko na papierze, zabezpieczone umową. Tu ludzie umawiają się między sobą ustnie, nikt się tego nie boi, ufa się sobie wzajemnie i to działa.

O problemach z prądem i wodą już opowiadałam.

Trzeba tu uważać na policję, bo jest tak skorumpowana, że zamiast pomóc, może jedynie zaszkodzić. 

Tu nie dzwoni się na policję, jeśli potrzebuje się pomocy. Liczy się na pomoc życzliwych osób i sąsiadów - i to zawsze działa.

W razie wypadku nie ma możliwości zadzwonić do szpitala czy na jakiś numer "emergency", żeby poprosić o pomoc. Ambulans tu nie przyjedzie, bo najczęściej szpital go nie ma... Do szpitala trzeba dotrzeć na własną rękę. Problem robi się nocą, wtedy nie wiadomo, który szpital przyjmuje nagłe wypadki. Brakuje także lekarzy. W wioskach jest już tylko trudniej. Stamtąd po pomoc najczęściej trzeba dostać się do Katmandu. Nie ma punktów medycznych, szpitali, nie ma lekarzy. W niektórych wioskach są szamani, zielarze albo znachorzy. To oni udzielają wszelkiej pierwszej pomocy. Potrafią odebrać poród, wyrwać zęba, zaszyć ranę.

Na czym w takim miejscu jak Nepal, bogacą się najbogatsi?

Bogaci są coraz bogatsi, a biedni coraz biedniejsi. Pewne elity tutaj mają bardzo duże pieniądze. Widać to po samochodach, jakimi jeżdżą, nieruchomościach, jakie stawiają.

Od 2008 roku, od momentu obalenia monarchii, ceny wzrosły nawet o 500%. W tym szczególnie ceny ziemi. Za mały kawałek gruntu około 400 m2 na obrzeżach miasta trzeba dziś zapłacić 50 tys. euro. Za dom w tej samej części miasta na małej działce trzeba zapłacić 150-200 tys. euro. Wiele osób, które miało ziemie na obrzeżach Katmandu, w trakcje trwania wojny domowej oraz prób obalenia rządów króla, kiedy to do Katmandu w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia masowo przybywały tysiące ludzi, dorobiło się na sprzedaży ziemi, gdyż cena za nią wzrosła dziesięciokrotnie. Przybywający do Katmandu nie mieli wyjścia i po takich wysokich cenach ziemię kupowali. Dużo osób tutaj dorobiło się właśnie na tym.

Najlepsza praca tutaj to być urzędnikiem. Nie dość, że jest bardzo dobrze płatna (urzędnicy zarabiają tu średnio 1000 dolarów miesięcznie), to jeszcze można sobie zarobić z pobierania łapówek, co tutaj jest na porządku dziennym. Łapówki płacą wszyscy. Oczywiście nepotyzm i kolesiostwo też tu istnieje - znasz kogoś, to załatwisz, co potrzeba.

Siła robocza jest tu bardzo tania. Cały etat to 72 godziny pracy tygodniowo - 12 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu. Sobota jest dniem wolnym od pracy. Kobiety pracują za 4-5 dolarów dziennie, mężczyźni za 8-10 dolarów, a dzieci za 1 dolara dziennie plus wyżywienie.

fot. Sylvia Neupane /

Bardzo dobrym biznesem jest tu założenie prywatnej szkoły. Koszty utrzymania to praktycznie tylko opłata za czynsz, wodę, światło, nauczycieli. Superdochodowy biznes, biorąc pod uwagę, że szkoła prywatna kosztuje 300-2000 dolarów  miesięcznie, do tego zapłacić trzeba wpisowe, a wynagrodzenia dla nauczyciela to 70-80 dolarów miesięcznie.

Czy to prawda, że w Nepalu nadal obowiązują aranżowane małżeństwa, sprzedawanie kilkuletnich córek wybranym przez rodziców mężom?

Większość małżeństw tutaj jest aranżowana. Odchodzi się już co prawda od aranżowania małżeństw dzieciom, choć w wioskach nadal zdarza się jeszcze aranżowanie małżeństw nieletnim osobom, które skończyły 15 lat.

W wioskach ciągle uważa się, że dziewczyna jest dojrzała do zawarcia związku małżeńskiego po pierwszej menstruacji. W Katmandu ta sytuacja wygląda znacznie inaczej i wiele kobiet buntuje się dzisiaj przeciwko przedwczesnemu zamążpójściu. Próbują studiować, zdobywać jakieś kwalifikacje zawodowe, pracować, żeby nie być zbytnim obciążeniem dla rodziny. To z reguły "kupuje" im parę lat wolności.

Najczęściej jednak małżeństwa są aranżowane miedzy 18. a 21. rokiem życia. To ojciec szuka i wybiera, a także zawiązuje umowę, w której zobowiązuje się na jakich zasadach oddaje swoją córkę rodzinie jej przyszłego męża. O dacie ślubu decyduje astrolog - to on sprawdza także na podstawie dat i miejsca ich urodzenia, czy para do siebie pasuje.

Dzisiaj wybrankowie mogą się przed ślubem spotkać, zobaczyć, porozmawiać ze sobą w obecności ich członków rodziny, już coraz częściej dochodzi do takich spotkań.

Zdarza się też, że mężczyźnie nie spodoba się wybrana dla niego kobieta, o czym informuje rodziców. Małżeństwo wtedy nie dochodzi do skutku. O kobietę zdania nikt już nie pyta. Decyzję za nią podejmuje ojciec, ewentualnie starszy brat. Po zamążpójściu córka, która wcześniej była własnością ojca, staje się własnością męża i to on decyduje o jej losie.

Wspomniałaś już, że tej części świata wczesnym latem rozpoczyna się pora monsunowa. W tym roku, z racji trzęsień ziemi, będzie ona wyjątkowo uciążliwa. Czy Nepal podnosi się już po nich powoli z kolan?

Nepal będzie podnosił się parę ładnych lat... To nie jest sprawnie zorganizowane, działające państwo.

Potrzeba rąk do pracy, wykwalifikowanych pracowników, którzy wiedzą, jak domy budować. Wspominałam już wcześniej, że jest z tym problem, bo bardzo dużo młodych mężczyzn wyjechało z kraju za pracą do Kataru.

fot. fot. Sylvia Neupane dla TamMieszkam.pl /

Na ten temat warto powiedzieć więcej. Dziesiątki tysięcy młodych Nepalczyków wyjechały do pracy do krajów Zatoki Perskiej, gdzie stali się niewolnikami, ofiarami wyzysku, gdzie podpisywali umowy, że godzą się na tak trudne warunki pracy, często nawet bez dostępu do wody w godzinach pracy przy temperaturach 40-50 stopni C. Zabierano im paszporty i odbierano możliwość kontaktu z rodziną oraz z ich Ambasadą. Ze statystyk wynika, że przy budowie stadionów, dróg, hoteli i całego zaplecza do najbardziej prestiżowej imprezy sportowej na świecie, w wyniku bardzo ciężkich warunków pracy, każdego dnia w Katarze umiera jeden Nepalczyk. Najgorsze jest to, że FIFA to nie obchodzi. Jak zwykle liczą się tylko pieniądze. Rząd nepalski interweniuje, prosi Katar o wypuszczenie Nepalczyków do domów, teraz będą tu potrzebne wszystkie ręce do odbudowy kraju.

Do tego tu na miejscu dochodzi korupcja, brak wykwalifikowanych zawodów wśród ludzi (nawet brak lekarzy i nauczycieli), brak pieniędzy.

Na wioskach problem z odbudową jest większy, bo tam mieszkają z reguły kobiety, dzieci i starsi ludzie. Kto im te domy odbuduje? Runęły także szkoły, albo popękały tak, że i tak nadają się do rozbiórki, podczas pory deszczowej nikt nie będzie szkół odbudowywać, nie ma jak, bo pada zbyt długo i zbyt intensywnie każdego dnia.

Nepalczycy nie liczą na pomoc swojego rządu, czują się pozostawieni samymi sobie. Katmandu dostaje bardzo dużo pomocy, która dociera tu z całego świata i na tę pomoc stolica liczy, a nawet uważa, że ona jej się należy.

fot. fot. Sylvia Neupane dla TamMieszkam.pl /

Właściwie to teraz jest nawet trudniej niż na początku, zaraz po trzęsieniu ziemi. Wtedy człowiek cieszył się, że w ogóle przeżył, dziś już jednak widzi i liczy swoje straty...

O skali zniszczeń może świadczyć fakt, że choć Wy sami byliście oddaleni od epicentrum wstrząsów, to Wasz dom nie nadaje się do zamieszkania.

Pomimo że Katmandu jest oddalone od epicentrum wstrząsu o 77 km, wstrząs był bardzo silny, długi i powalił wiele budynków w mieście. Część z tych, których nie powalił - jak w przypadku naszego domu - i tak nie nadaje się już do zamieszkania.

Hotel przetrwał, to solidna, mocna konstrukcja, tu mieliśmy szczęście. Choć w dzielnicy turystycznej ani żywego ducha...

Publikowałaś w sieci prośbę o nieprzysyłanie do Nepalu makaronów, sosów pomidorowych, używanych ubrań. To pokazuje, jak niewiele wiemy o milionach mieszkających tam osób. Wyjaśnij proszę, czego potrzeba poszkodowanym?

To proste - potrzeba pieniędzy. Na zakup materiałów do odbudowy domów, szkół. Potrzeba rąk do pracy, wykwalifikowanych pracowników, którzy wiedzą, jak domy budować. Wspominałam już, że jest z tym problem, bo bardzo dużo młodych mężczyzn wyjechało z kraju za pracą budować stadiony, hotele i całe zaplecze na Mistrzostwa Świata 2022 w Katarze, a także do innych krajów Zatoki Perskiej.

Wiadomo, że na samym początku potrzebna była taka pomoc doraźna - namioty, tripale, żywność (ryż, soczewica, sól, cukier, olej, herbata). Chodziło o to, że kiedy ludziom runęły domy, to pod gruzami znalazły się ich zapasy żywności, trzeba było dać im ten czas, aby się do tych zapasów dostać, odkopać je spod gruzów.

I tak, prosiłam o nieprzesyłanie makaronów, sosów pomidorowych, bo to nie jest dieta nepalska, oni nie jedzą i nie lubią takich rzeczy. Widziałam także, że ludzie zbierają dla Nepalu używane ubrania - to było bez sensu, bo te trafią tutaj już tylko do kosza. O tym, że przyjeżdżają używane ubrania i że takich darów Nepal nie potrzebuje, informowały też tutaj wszystkie gazety.

Jakim cudem Ty sama, jako ofiara, znalazłaś siłę i środki, żeby pomagać innym? Ile osób udało się już obdarować pomocą?

Po prostu zrobiłam to, co mogłam i jak mogłam najlepiej. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego. Tak po prostu należało zrobić, skoro wiedziałam jak, miałam takie możliwości, wsparcie, znałam ten rejon gór, mówię po nepalsku, tu mieszkam, znam więc dobrze realia tego kraju. Ale przede wszystkim spotykam się z życzliwością tych ludzi na co dzień - należało więc coś temu Nepalowi oddać, zwrócić za to wszystko dobre, co ja tu dostałam.

fot. / / EastNews

Miałam pieniądze uzbierane na wyjazd z dziećmi na wakacje do Polski, ale zadecydowałam inaczej, że trzeba pomóc teraz tym ludziom tu, którzy znaleźli się w takiej dramatycznej sytuacji. Wybrałam więc wioskę mojego męża i najpierw tam dotarliśmy z pomocą. Wioska położona jest zaledwie 11 km od epicentrum. Liczy 70 rodzin.

Po powrocie wstawiłam zdjęcia na bloga, znajomi zaczęli pisać, że chcą przesłać pieniądze. I tak się zaczęło - tylko wśród znajomych i ich znajomych uzbieraliśmy ponad 15 tys. dolarów. Znajomi zbierali pieniądze, a już tylko jeździłam z darami do wiosek. Wybierałam miejsca położone blisko epicentrum, wysoko w górach, gdzie dojazd jest trudny i dokąd nikt nie dociera. Miałam najpierw oczywiście zrobiony dobry research z danymi tych osób: nazwiska, liczba rodzin, liczba domów, które runęły, liczba kobiet z małymi dziećmi i kobiet w ciąży - to było akurat proste, bo mam znajomych Nepalczyków w rożnych wioskach, więc na bieżąco informowali mnie o tym, co się u nich dzieje.

Z pomocą do tej pory dotarłam do 10 wiosek. Pomoc otrzymało ponad 2400 osób. Jeśli będę miała dalej możliwości, to nie przestanę pomagać. Obecnie złożyłam wniosek o rejestrację fundacji.  Chciałabym, aby zajmowała się odbudową i wyposażeniem szkół na terenach górskich położonych blisko epicentrum, gdzie większość szkół runęła. Żeby odbudować jedną małą szkołę, potrzeba około 8 tys. dolarów. To są na razie marzenia. Ale marzenia są w końcu po to, żeby je spełniać.

Nie jesteś pierwszą osobą, która będąc świadkiem takiej tragedii, widzi, że spływająca z całego świata pomoc nie zawsze jest rozdysponowywana tak, jak powinna…

Świat chce dobrze, robi, co może - pomoc tu dociera. Problem leży już tylko po stronie Nepalu. Korupcja i chęć szybkiego oraz prostego wzbogacenia się decyduje o tym, że jakaś część ludzi tutaj zarabia na tej tragedii.

fot. fot. Sylvia Neupane dla TamMieszkam.pl /

Kiedy jechałam pierwszy raz z pomocą na wioskę, to było sześć dni po pierwszym silnym trzęsieniu ziemi, byłam ostrzegana przez kolegów Nepalczyków, że pomoc po drodze może zostać obrabowana, bo drogi są puste, dary nie wyjeżdżają poza Katmandu, a ludzie tam na te dary czekają.

I rzeczywiście po drodze było pusto, nie minęliśmy ani jednego transportu z pomocą jadącego na wioski. Ale ludzie wcale też nie czekali na żadną pomoc. Nie liczyli na nic...

Formularz emigranta

Zagadnienia

Odpowiedzi

Obowiązująca waluta:

Rupia nepalska [NPR]

Za 1 jednostkę tej waluty można tu kupić np.:

Za 1 rupię można tu kupić zapałki

1l benzyny kosztuje dziś:

110 NPR

Tańsze niż w Polsce są:

Warzywa, ryż, niektóre owoce. Media - benzyna, gaz, prąd. Usługi. Siła robocza. 

Droższe niż w Polsce są:

Wszystko, co jest importowane, bo obowiązują cła importowe, nawet do 500%.

Szkoły, nawet te państwowe są płatne. 

Cena domów i wynajem w Katmandu kosztuje już prawie tyle samo, co w Nowym Jorku.

Szczególnie polecam zobaczyć:

Himalaje.

Lepiej niż w Polsce rozwiązano tu:

Pochówek zmarłych, bo spala się ciało, więc nie buduje się cmentarzy.

Gorzej niż w Polsce rozwiązano tu:

Szkolnictwo, drogi, dostęp do usług medycznych. 

Względem Polski brakuje mi tu:

Parków, zielonych skwerków, ławek, chodników, koszy na śmieci, możliwości recyklingu.

Do Polski wrócę, jeśli:

Nie planuję wrócić. I nie ma jeśli...

A poza tym, nawet jeśli transport miałby być przez kogoś obrabowany, to przecież nie przez bogatych, tylko przez tych, którzy potrzebują i w tym całym swoim dramacie na taki akt się decydują.

Widziałam osobiście w Katmandu namioty rozdane przez Czerwony Krzyż lokalnym jednostkom koordynacyjnym za darmo ofiarowane jako dary. Następnego dnia krążyły po mieście za 10 dolarów za sztukę. Kupowali je też ludzie, którzy potrzebują.

Miałam informację, że po drodze po trasie do Arkhet Bazar w lokalnej jednostce policji można odkupić paczki żywności, które przekazały organizacje jako dary dla ludzi. Paczki o wartości 7 tys. dolarów można było odkupić za 2 tys. dolarów.

Sami Nepalczycy bardzo głośno mówią między sobą o tym, że najwięcej pomocy dostają te wioski, które mają polityków wybranych przez tamtejsze lokalne samorządy. Krążą nawet w Katmandu dowcipy o tym, że te wioski dostały już tyle ryżu, że za niedługo z tego ryżu zaczną sobie własny alkohol produkować.

Mówisz, że absolutnie nie myślisz o ucieczce z Nepalu. Zastanawiałaś się, przez pryzmat bycia matką i żoną, czego Nepal nie zapewni Twojej rodzinie, a co daje jej niejako nadprogramowo względem życia w Stanach czy w Polsce?

To jest chyba najtrudniejsze pytanie. Choć odpowiedź będzie prosta. Dlatego, że ludzie są życzliwi, pomocni, otwarci, serdeczni, nie mają problemu pomóc komuś, mają otwarte serca. Dlatego, że rodzina jest najważniejsza, jest wielopokoleniowa i wszyscy dbają o siebie wzajemnie. Dlatego, że moje dzieci dostają tu dużo miłości i wsparcia od wszystkich członków rodziny, ale też to uczy moje dzieci współpracy, dzielenia się, zauważenia potrzeb drugiego człowieka. Na tym świecie żyje przecież ponad 7 miliardów ludzi i każdy jest tak samo ważny. Mam nadzieję, że wyrosną na ludzi, którym drugi człowiek nie będzie obojętny i wierzę, że poprzez to będą tworzyły ten świat lepszym miejscem do życia.

Pomimo tych wszystkich problemów, które tu są codziennością, a teraz dodatkowo nowych problemów, kłopotów i strat, których przybyło po trzęsieniu ziemi, nadal tu jest mój dom.

Rozmawiała Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl

Przeczytaj również pierwszą część rozmowy »

*Sylvia Neupane jest autorką bloga "Hotel w Nepalu".

Materiał jest częścią projektu #TamMieszkam

Źródło:
Tematy
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie
Tanie konto firmowe i wysoki procent na lokacie

Komentarze (16)

dodaj komentarz
~dharma
najciekawsze są rozbieżności w różnych wypowiedziach Pani Sylvi
raz mówi że wzieła pieniądze odłożone na meble
"... Uzgodniłam z mężem, że wezmę $5,000, które mieliśmy odłożone na meble do domu ... "
(https://aliciadevero.wordpress.com/2016/02/07/moj-dom-na-dachu-swiata-rozmowa-z-sylvia-neupane/)
tutaj z kolei,
najciekawsze są rozbieżności w różnych wypowiedziach Pani Sylvi
raz mówi że wzieła pieniądze odłożone na meble
"... Uzgodniłam z mężem, że wezmę $5,000, które mieliśmy odłożone na meble do domu ... "
(https://aliciadevero.wordpress.com/2016/02/07/moj-dom-na-dachu-swiata-rozmowa-z-sylvia-neupane/)
tutaj z kolei, że " ... Miałam pieniądze uzbierane na wyjazd z dziećmi na wakacje do Polski, ale zadecydowałam inaczej, ..."
Mówi że tak kocha Nepal i że tu jest jej dom i go nie opuści a jednak mieszka już w USA
"... Due to the massive earthquake in Nepal in 2015, our family relocated to USA.
Now Montclair, NJ became our new home and we love to be a part of this wonderful community here! ..."
blog http://hotelwnepalu.blogspot.com/ natychmiast po tzw zewsząd otrzymanej pomocy przestał mieć jakiekolwiek posty ale biznes w USA kwitnie http://lemongrass44.com/store.html

Przyznam że daje do myślenia !! Tym bardziej że znam Nepal nie najgorzej mimo że nie mam męża i dzieci z nim to wiem dokładnie jaka korupcja i wszelkie przekręty są nie tylko w rządzie, jak Nepalczycy potrafią wykorzystać najbardziej niewiarygodne dla nas Europejczyków sytuacje, żeby ....

~000
sosem pomidorowym sobie domu nie ulepia bez przesady. kazda pomoc zapewne jest potrzebna
~adhikari
sos pomidorowy kazda nepalska gospodyni sama umie zrobic.
~hhh
"najlepsza praca tutaj to zostać urzędnikiem" ... dobry artykuł, ale pomylili zdjęcia ... Polska przecież tak nie wygląda ...
~foxi
W Polsce tak samo - urzędasy mają się zupełnie podobnie !
~lol
potrzeba im wysyłać pieniędzy? a nie materiałów raczej?
są w potrzebie i wybrzydzają sosy pomidorowe i makarony. to nie pomagać im w ogóle.
~adhikari
materialy budowlane mamy swoje, albo z sasiednich Indii / Chin.
~adhikari odpowiada ~adhikari
makaron to jedna z najpopularniejszych potraw w Nepalu np. zapiekany z kurczakiem, wrzywami. Ta pani nie wie co mowi.
~patrodam
dlaczego akcje ats sa notowane ??????????????????????????
~Ania
to zarobki jak w Polsce - u nas też zarabia się 10 dolarów dziennie ale ja JESTEM NA DOBRU DRODZE, ŻEBY KOMPLETNIE NIC DZISIAJ NIE ZROBIĆ http://www.almoc.pl/img.php?id=3192 Wam jak idzie?

Powiązane: Nepal

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki