Zimowe opony stały się w Polsce standardem i pod koniec października oraz w listopadzie wulkanizatorzy mają pełne ręce roboty. Ze świecą można dziś szukać aut flotowych niewyposażonych w ABS. Czy to jednak wystarczy, by floty ustrzegły się typowych jesienno-zimowych wypadków i kolizji? Najważniejsze i najskuteczniejsze nie są doskonale wyposażone auta i nadzwyczajne umiejętności kierowców lecz wiedza i rozwaga w kierowaniu. Elementarz dobrego kierowcy akcentuje trzy fundamenty bezpiecznej jazdy jesienią (i w każdej innej porze roku): widoczność, przyczepność i zdolność przewidywania.
Niewidoczni niechronieni
W październiku zdarza się niemal 10% wszystkich wypadków w ciągu roku. Gwałtownie zwłaszcza rośnie liczba ofiar wśród niechronionych uczestników ruchu – pieszych i rowerzystów, odzianych w ciemne kurtki i płaszcze – „praktyczne kolory na chlapę”. Prawie wszystkie te ofiary nie posiadały widocznych elementów odblaskowych, które by mogły uratować im życie lub zdrowie na ciemnej drodze. Odblask umieszczony na wysokości kostek, kolan, pośladków pozwala nawet pięciokrotnie zwiększyć dystans, na którym w światłach mijania kierowcy mogą dostrzec obecność pieszego lub rowerzysty na drodze.
Ciemno ubraną osobę kierowca może zobaczyć z odległości ledwie 30 metrów; na reakcję ma nieco ponad sekundę! Zauważony błysk odblasku już z odległości 150 metrów, to przy prędkości 90 kilometrów na godzinę – czyli 25 metrów na sekundę – aż 6 sekund na skuteczną reakcję.
Policyjne i szkolne kampanie promowania odblasków niestety przynoszą mierne skutki. Tylko nieliczne modele butów, spodni i kurtek fabrycznie są wyposażone w odblaskowe aplikacje. Dlatego kierowcom nie pozostaje nic innego, jak bardzo, bardzo pilnie wypatrywać pieszych i rowerzystów na jezdni i poboczach, zwłaszcza w okolicach małych miejscowości i mieć świadomość, że takich „czarnych ludków” w światłach mijania widać zaledwie z odległości 25-30 metrów.
Najgorsze są momenty wymijania się z autami jadącymi z przeciwka, wtedy odruchowo zbliżamy się do pobocza i gdy jesteśmy olśnieni przez reflektory „przeciwnika”; przez sekundę, dwie, nie widzimy nic, co nie świeci lub nie odbija promieni świetlnych.
Warto mieć też świadomość, że my – kierowcy – gdy wychodzimy z auta na ciemną drogę, także jesteśmy do ostatniej chwili niewidoczni dla innych kierujących. Dlatego tak ważne jest, żeby w samochodzie mieć kamizelkę odblaskową – nie gdzieś w bagażniku, przygniecioną kołem zapasowym, ale pod ręką, w schowku „na rękawiczki” i zakładać ją zawsze, gdy musimy wyjść na zewnątrz – nawet w świetle dnia!
Żarówki i czyste szyby
Rozważny kierowca powinien zrobić wszystko, żeby mógł jak najlepiej obserwować drogę. Nie zaniedbuje niczego, co by tę widoczność mogło polepszyć. Przede wszystkim systematycznie sprawdza swoje oczy u dobrego okulisty. Im jest starszy, tym częściej. Po czterdziestce, przynajmniej raz na pięć lat, po pięćdziesiątce co dwa, trzy lata. Po drugie, ma dobre okulary przeciwsłoneczne – zawsze czyste i pod ręką. Po trzecie, sprawdza codziennie światła zewnętrzne w swoim aucie. Najlepiej obejść wóz dookoła, gdy są włączone światła mijania (przy okazji zerknąć na koła i opony, czy są przykręcone i napompowane). Warto sprawdzać swoje światła mijania, gdy odbijają się w nadwoziu stojącego z przodu pojazdu. Jeśli przepaliła się żarówka, należy wymienić także tę w drugim reflektorze, bo ona też już jest zużyta i wkrótce i tak by „padła” (można ją zachować na wszelki wypadek).

W razie jakichkolwiek wątpliwości (zwłaszcza częstego błyskania „długimi” przez jadących z przeciwka) powinno się sprawdzić ustawienie świateł w profesjonalnym serwisie. Korzystajmy z możliwości regulacji snopów świateł, jeśli zmienia się obciążenie tyłu auta. Ale nie należy skracać tych snopów nadmiernie – im dalej widać, tym jest bezpieczniej, byle nie oślepiać innych użytkowników dróg. Światła drogowe warto włączać natychmiast, gdy jest to dozwolone (nikt nie nadjeżdża z przeciwka i droga nie jest oświetlona latarniami).
Trzeba również zadbać o czystość szyb w aucie. Nie tylko od zewnątrz, ale także od środka. Osadza się na nich tłusty „film”, zwłaszcza gdy się pali tytoń w aucie i gdy działa klimatyzacja. Podczas jazdy pod słońce lub gdy olśniewają reflektory jadących z przeciwka, taka tłusta szyba rozświetla się tysiącami refleksów i fatalnie ogranicza zdolność obserwacji drogi. Gumy wycieraczek przed kolejną zimą najlepiej wymienić na nowe, a przy każdym myciu auta wycieraczki przemyć z drobinek piasku i tłuszczu. I w porę wlać płyn niezamarzający. Nie należy go rozcieńczać wodą, bo gdy mróz ściśnie, ten roztwór nieuchronnie zamarznie, jeśli nie w spryskiwaczach, to na szybie, kiedy alkohol odparuje.
Dodatkowe reflektory
Kiedyś były „na topie” dalekosiężne i przeciwmgłowe „halogeny”. Teraz w modzie są „ksenony”. Zdecydowanie nieetyczne i niezgodne z przepisami homologacyjnymi jest „podrasowywanie” reflektorów przez wstawianie mocniejszych żarówek. Zazwyczaj poprawiają widoczność, za to mogą razić jadących z przeciwka.
Świateł przeciwmgłowych wolno używać tylko podczas silnej mgły. Co do przednich przepisy nie precyzują gęstości mgły, natomiast tylne jedynie, gdy widoczność jest mniejsza niż na 50 metrów.
Pojawiają się coraz liczniejsze auta (z bogatszym wyposażeniem) posiadające przednie reflektory skręcające zgodnie z ruchami kierownicy i doświetlające wewnętrzną stronę zakrętu. To wartościowy wynalazek – ale jeszcze mało rozpowszechniony.
Superprzyczepność
„Tyle bezpieczeństwa, ile przyczepności”. Dopóki opony trzymają się jezdni, kierowca jest zdolny sterować autem, przyspieszać i hamować. Opony są dosłownym fundamentem bezpieczeństwa. Im przyczepniejsze, tym lepsze. Nie tylko powinny być zimowe – od listopada do końca marca – ale z odpowiednio głębokim bieżnikiem.
Zasada „3 x 4”: Cztery opony zimowe (na wszystkich kołach równe), z co najmniej czteromilimetrowym bieżnikiem i nie starsze niż czteroletnie. Opony bardziej starte należy założyć na przednie koła. Na tylnych powinny być te przyczepniejsze, co zapobiegnie uślizgom tylnej osi (gwałtownej nadsterowności, trudniejszej do opanowania przez zwykłych kierowców niż poślizg podsterowny kół przednich).
ABS podnosi zdolność sterowania autem podczas nagłego i mocnego hamowania. Niestety, większość kierowców (którzy nie odbyli szkoleń na płytach poślizgowych) nie potrafi w pełni awaryjnie hamować. Dlatego warto ich poddać takiemu szkoleniu, by umieli skuteczniej się bronić przed nagłym niebezpieczeństwem na drodze.
ESP, czyli elektroniczna stabilizacja kierunku jazdy, to świetny wynalazek, niestety wciąż rzadkość w naszych samochodach. Ułatwia zapanowanie nad autem w razie gwałtownej zmiany kierunku jazdy i poślizgu. Podobnie jak ABS wymaga jednak od kierowcy przećwiczenia na płytach poślizgowych. Bez takiej nauki kierowca jest w sytuacji lotnika, którego wprawdzie wyposażono w spadochron, ale nigdy nie nauczono, jak z niego korzystać w razie konieczności.
Myśl i przewiduj. Nie daj się zaskoczyć!
Najcenniejszą umiejętnością kierowcy jest zdolność przewidywania oraz jak najwcześniejszego dostrzegania powodów do reakcji – zmiany kierunku jazdy, pasa ruchu lub prędkości. Im wcześniejsza reakcja na zagrożenie, tym mniej gwałtowna, dzięki temu bezpieczniejsza i skuteczniejsza.
Nie zaskakuj, nie daj się zaskoczyć. Jesienne drogi potrafią zaskakiwać: mokrymi opadłymi liśćmi, błotem nawiezionym z pól przez rolnicze ciągniki i ciężarówki z burakami, gołoledzią w mroźne noce i poranki.
Gołoledź we wrześniowy czy październikowy słoneczny poranek bywa bardzo zaskakująca, gdy prognozy pogody milczą o przymrozkach. To tak zwany efekt lodówkowy – skutek parowania wody z powierzchni jezdni. Parowaniu towarzyszy zawsze obniżanie temperatury, tym większe, im bardziej intensywne. Najwięcej wilgoci bywa na jezdniach dróg wiodących wzdłuż lub w poprzek zbiorników wodnych, podmokłych łąk, wilgotnych lasów. Dlatego na groblach, na mostach, w leśnych dolinkach mogą się już w końcu września, w październiku pojawiać zastoiny mrozu i „czarny lód” zupełnie niewidoczny, za to śliski jak diabli… Pojawia się zwykle po wzejściu słońca i towarzyszy mu opar unoszących się mgieł. Jedyną skuteczną reakcją obronną jest zmniejszenie prędkości, a także na podejrzanych odcinkach – byle prostych – mocne krótkie przyhamowanie, żeby się przekonać, jaka jest przyczepność. Gdy auto zaczyna się ślizgać lub „zazgrzyta” ABS, znak, że na jezdni najpewniej jest warstewka czarnego lodu lub błota. Należy wtedy radykalnie zwolnić.
Kiedy zmieniać opony na zimowe?
Wielu kierowców zwleka z tą operacją do pierwszych dni zimy, świadomych, że letnie opony na suchej i mokrej jezdni są bezpieczniejsze. Niesłusznie. Gdy spadnie pierwszy śnieg, może być za późno. Właśnie wtedy zimowe bieżniki opon wykazują znakomitą przewagę nad letnimi. O ile na nizinach można zwlekać z przekładką opon do „Świętego Marcina” (11 listopada), o tyle dla jeżdżących po terenach podgórskich, na Mazurach i Podlasiu połowa października to ostatni dzwonek na założenie „zimówek”. I pamiętajmy o częstym sprawdzaniu ciśnienia w oponach; niedopompowane są znacznie mniej przyczepne, dezorientują ABS i ESP, nie mówiąc o tym, że zużywają się znacznie szybciej.
Reasumując, jesienią wystrzegajmy się „czarnego lodu”. Dbajmy o czarne elementy auta – gumy opon i wycieraczek. Miejmy respekt przed mgłą i mrokiem. Pierwszy śnieg, pierwsze pasma gołoledzi powinny być okazją do przypomnienia bądź uświadomienia, że droga hamowania dramatycznie wzrasta, a bezpieczna prędkość pokonywania zakrętów musi być znacząco niższa. Kto przeżyje bez utraty przyczepności pierwsze dni zimy, ma znaczące szanse znów zobaczyć wiosnę za niecałe pół roku…
Tomasz Talarczyk
autor jest wieloletnim trenerem bezpiecznej jazdy, w tym ecodrivingu, autorem podręczników „Bez ryzyka. Trening bezpiecznej jazdy” i „Podręcznik kierowcy. Nauka bezpiecznej jazdy”
Zobacz też:
» Pomyśl o paragrafach
» Jak z „ciężkonogich” kierowców zrobić optymalnych?
» Oszczędności z kontroli
» Pomyśl o paragrafach
» Jak z „ciężkonogich” kierowców zrobić optymalnych?
» Oszczędności z kontroli


























































