Rozpoczęty w poniedziałek rano 24-godzinny strajk pracowników sfery budżetowej w Portugalii doprowadził do zamknięcia większości szkół w kraju. Protest spowodował też chaos w szpitalach i urzędach administracji rządowej i samorządowej.


Przedstawiciele portugalskich związków zawodowych poinformowali w rozmowie z PAP, że głównym postulatem poniedziałkowego protestu jest próba wymuszenia na centroprawicowym rządzie premiera Luisa Montenegro poprawy warunków zatrudnienia.
W poniedziałek po południu największy udział protestujących (około 80 proc.) odnotowywano wśród pracowników szkół.
Jak poinformował PAP Orlando Goncalves, szef syndykatu STFPN, skupiającego pracowników sfery budżetowej, wśród głównych postulatów strajkujących jest podwyższenie przez rząd wynagrodzeń o co najmniej 15 proc. w 2027 r.
- Postulujemy też, aby do nowego roku minimalna płaca dla pracowników zatrudnionych w sferze budżetowej wynosiła 1100 euro miesięcznie – oznajmił Goncalves, dodając, że obecnie nie przekracza ona kwoty 935 euro.

Zarówno Goncalves, jak i Ana Sequeira z kierownictwa związku zawodowego nauczycieli Sinape zapowiedzieli, że w przypadku niespełnienia przez rząd postulatów strajkujących, 20 listopada odbędzie się kolejny ogólnokrajowy protest pracowników sfery budżetowej.
- Organizowane strajki to sygnał dla rządu Montenegro, że w naszym kraju wzrost płac jest zbyt wolny w porównaniu z szybko rosnącymi kosztami życia – podkreśliła Sequeira w rozmowie z PAP.
Z Lizbony Marcin Zatyka (PAP)
zat/ rtt/


































































