Dzięki nowym zapisom „lokatorzy, którzy spłacili koszt budowy swoich mieszkań, będą mogli zostać ich właścicielami po dopłaceniu nominalnej kwoty kredytu umorzonego przez państwo. W przypadku mieszkań lokatorskich wybudowanych przez spółdzielnie w czasach PRL, będą to symboliczne kwoty- nawet kilka czy kilkanaście złotych! Dojdzie do tego wynagrodzenie notariusza i opłata sądowa, w sumie nieco ponad 500 zł. Obecne koszty wykupu sięgają kilkunastu, a w dużych miastach nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych, bo lokator, który chce mieć mieszkanie na własność, musi dopłacić spółdzielni zwykle jedną czwartą wartości rynkowej mieszkania” czytamy w Gazecie Wyborczej.
Wiele osób podkreśla jednak niekonstytucyjność takich zapisów: „jednak Krajowa Rada Spółdzielcza (KRN) i Związek Rewizyjny Spółdzielni Mieszkaniowych RP uważają, że ponieważ konstytucja gwarantuje obywatelom równość wobec prawa oraz ochronę własności, to nie da się uzasadnić nadzwyczajnego uprzywilejowania ok. 900 tys. lokatorów w stosunku do 2,6 mln rodzin, które już wykupiły swoje mieszkania. W dodatku za pieniądze od tych ludzi spółdzielnie remontowały budynki, w których mieszkają także obecni lokatorzy. Ponieważ KRN i Związek Rewizyjny nie mogą wnieść skargi do Trybunału samodzielnie, więc prawdopodobnie poproszą o to rzecznika praw obywatelskich” informuje Gazeta Wyborcza.
Znowelizowana ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych stwarza szanse na własne mieszkanie dla osób najuboższych, których przy obecnym poziomie cen nieruchomości, zwłaszcza w większych miastach, nie stać na zakup mieszkania po cenie rynkowej. Najprawdopodobniej część z wykupionych mieszkań zostanie przeznaczona na sprzedaż, co może przyczynić się do zahamowania wzrostu cen nieruchomości, zwłaszcza mieszkań o gorszym standardzie, wybudowanych przez rokiem 1990.
Więcej informacji na ten temat w dzisiejszej Gazecie Wyborczej, w artykule Marka Wielgo „Spółdzielcy szykują się do wykupu mieszkań”.























































