REKLAMA
FORUM FINANSÓW

Putin odnosi większe sukcesy, niż chcielibyśmy przyznać. Analityk wskazuje na poważny błąd NATO

2026-10-09 18:11
publikacja
2026-10-09 18:11
Dodaj Bankier.pl w Google

Prezydent Rosji Władimir Putin dostrzegł coraz większe pęknięcia w NATO. Teraz chce wykorzystać je do pogłębienia podziałów w Sojuszu.

Putin odnosi większe sukcesy, niż chcielibyśmy przyznać. Analityk wskazuje na poważny błąd NATO
Putin odnosi większe sukcesy, niż chcielibyśmy przyznać. Analityk wskazuje na poważny błąd NATO
fot. POOL / /  Reuters / Forum

Najważniejsze wnioski z artykułu

  • Władimir Putin i Kreml aktywnie dążą do rozbicia NATO, podważając skuteczność fundamentalnego dla Sojuszu artykułu 5. Tak uważa Mason Clark, starszy analityk amerykańskiego think tanku Institute for the Study of War.

  • Rosja prowadzi coraz bardziej agresywne działania na terytorium Europy, w tym podpalenia, wysadzanie infrastruktury kolejowej i inne akty sabotażu. NATO nie odpowiedziało jednak dotąd zdecydowanymi, wspólnymi działaniami.

  • Zdaniem Clarka Kreml już osiągnął część swoich celów: podniósł próg, po którego przekroczeniu NATO decyduje się na wspólną reakcję.

Władimir Putin staje się coraz bardziej bezwzględny w swojej wojnie przeciwko Europie. Podejmuje też coraz większe ryzyko.

Dron z ładunkiem wybuchowym na niemieckim lotnisku. Atak, który omal nie dosięgnął pociągu przewożącego wysokich rangą dyplomatów.

Wszystkie te zdarzenia wpisują się w szerszy rosyjski plan, którego celem jest osłabienie NATO i podważenie najważniejszego zobowiązania łączącego państwa Sojuszu.

A Putin odnosi obecnie większe sukcesy, niż powinniśmy akceptować.

Scammingout

Taką ocenę przedstawia Mason Clark, starszy analityk wpływowego amerykańskiego think tanku Institute for the Study of War (ISW). Przez kilka lat kierował tam zespołem specjalizującym się w Rosji. ISW należy do czołowych ośrodków analizujących konflikty zbrojne i kwestie geopolityczne.

Szczególnie niepokoi go obecnie jedna kwestia.

Granica tolerancji NATO wobec rosyjskiej agresji przesunęła się zdecydowanie za daleko. Sojusz nie potrafi wypracować wspólnej odpowiedzi, a jego przywódcy zasadniczo błędnie rozumieją intencje rosyjskiego prezydenta. NATO samo toruje Putinowi drogę do sukcesu.

– NATO dało Kremlowi większe możliwości eskalacji w przyszłości, ponieważ zaakceptowało już szereg poważnych ataków – mówi Clark.

ISW nie jest think tankiem, który publikuje jedną analizę na kwartał. Od rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r. jego eksperci każdego dnia śledzą polityczne, gospodarcze i militarne wydarzenia związane z wojną. Regularnie aktualizują też mapy, na których odnotowują nawet niewielkie zmiany na linii frontu.

Za te działania odpowiadał Mason Clark. Obecnie kieruje nowym projektem, który monitoruje rosyjskie działania militarne wymierzone nie tylko w Ukrainę, lecz także w cały kontynent europejski.

Zdaniem think tanku rozwój takiego projektu stał się konieczny po kilku znaczących rosyjskich działaniach w Europie.

Plan Putina

Mason Clark i jego zespół przygotowali obszerną analizę strategicznych celów Putina i Kremla w Europie. Opisują je jako starannie zaplanowaną kampanię, której celem jest osłabienie i podzielenie NATO.

To niepokojący wzorzec eskalacji, wymierzony w kluczową zasadę solidarności, która chroni Sojusz i odstrasza jego przeciwników. Chodzi o zobowiązanie obowiązujące od ponad 75 lat: atak na jednego członka NATO jest atakiem na wszystkich.

– Najkorzystniejszym scenariuszem dla Kremla byłoby w istocie zneutralizowanie NATO poprzez doprowadzenie do sytuacji, w której każde państwo członkowskie zacznie wątpić, czy pozostałe kraje rzeczywiście przestrzegałyby artykułu 5 – wyjaśnia Mason Clark.

Zdaniem analityka NATO musi działać znacznie zdecydowaniej. Potrzebne są wspólne działania oraz znacznie lepsze zrozumienie strategicznego planu Putina.

Artykuł 5 NATO

  • Nazywany również zasadą solidarności sojuszniczej.

  • To najważniejsza zasada obrony i odstraszania w NATO.

  • Stanowi, że atak na jednego sojusznika jest atakiem na wszystkich.

  • Po uruchomieniu artykułu wszystkie państwa członkowskie są zobowiązane do udzielenia pomocy. Każdy kraj sam decyduje, jak konkretnie ta pomoc będzie wyglądać.

  • Artykuł 5 został zastosowany tylko raz w historii NATO – po zamachach terrorystycznych Al-Kaidy w Stanach Zjednoczonych 11 września 2001 r.

Najpierw trzeba jednak podkreślić jedną ważną kwestię.

Wojna między Rosją a NATO nie jest ani bliska, ani szczególnie prawdopodobna. Duńska Wojskowa Służba Wywiadowcza (FE) ocenia, że rosyjskie siły są mocno obciążone walkami w Ukrainie.

ISW zwraca jednocześnie uwagę, że Putin doskonale zna układ sił. Rosja nie dysponuje potencjałem militarnym ani gospodarczym, który pozwalałby jej zagrozić NATO.

Mimo to próby podważenia jedności Sojuszu przez Putina należy traktować bardzo poważnie – uważa Clark.

Analityk wskazuje na niebezpieczny trend: część europejskich przywódców bagatelizuje działania Kremla i rozpatruje poszczególne incydenty oddzielnie, zamiast postrzegać je jako element jednej strategii. W rezultacie rzeczywiste działania Rosji stają się mniej widoczne.

– Niepokoi nas, że europejskie rządy nie omawiają działań Rosji wymierzonych w Europę ani nie reagują na nie w sposób całościowy, jakiego wymaga obecna sytuacja.

Według starszego analityka NATO nie dostrzega, że z perspektywy Putina Rosja już prowadzi wojnę z Zachodem. To właśnie w tym kontekście należy interpretować wszystkie działania Kremla.

– Aby skutecznie na nie odpowiadać, NATO i poszczególne państwa europejskie muszą traktować działania Rosji takimi, jakie są w rzeczywistości: bezpośrednimi atakami na państwa członkowskie Sojuszu.

Clark ocenia, że Putin i jego władze mają obecnie dwa główne cele: powstrzymać zachodnie wsparcie dla Ukrainy oraz rozbić NATO poprzez podważenie znaczenia artykułu 5.

W tym kontekście powiązane są ze sobą akty sabotażu, wysadzanie linii kolejowych i podpalenia, zwłaszcza zakładów zbrojeniowych. Wysadzenie torów w Polsce lub spalenie fabryki uzbrojenia może fizycznie utrudnić dostawy pomocy dla Ukrainy. Jednocześnie takie działania wywierają stałą presję na europejskie rządy, które muszą decydować, jak reagować na nowy rodzaj ataków znajdujących się w szarej strefie między pokojem a otwartą wojną.

W rzeczywistości Kreml już osiągnął część tego, co chciał uzyskać.

Mason Clark, starszy analityk Institute for the Study of War

Zdaniem Clarka za każdym razem, gdy atak nie spotyka się z zdecydowaną odpowiedzią, Europa stopniowo przyzwyczaja się do wyższego poziomu rosyjskiej agresji. Jednocześnie przesuwa się granica tego, co uznaje się za wystarczająco poważne, by wywołać reakcję.

Analityk uważa, że ten proces już przyniósł Kremlowi korzyści.

– W praktyce Kreml osiągnął już część swoich celów, podnosząc próg, po którego przekroczeniu NATO decyduje się na reakcję.

NATO samo sobie szkodzi

Oto kilka przykładów.

W maju rosyjski dron uderzył bezpośrednio w budynek mieszkalny w Rumunii, raniąc dwie osoby.

Na początku sierpnia niemieckie służby znalazły drona z ładunkiem wybuchowym na pasie startowym w pobliżu ukraińskiego samolotu transportowego na lotnisku Lipsk/Halle.

We wrześniu zaatakowano pociąg pasażerski w pobliżu granicy polsko-ukraińskiej. Do ataku doszło zaledwie kilka minut po przejeździe składu, w którym znajdowali się międzynarodowi dyplomaci, w tym były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson.

Wszystkie te incydenty mogły narazić ludność cywilną na poważne niebezpieczeństwo. Wywołały polityczne oburzenie, ale nie doprowadziły do wspólnej odpowiedzi NATO.

W tym samym kontekście Clark każe rozpatrywać liczne naruszenia europejskiej przestrzeni powietrznej, do których dochodziło od września ubiegłego roku, gdy rój rosyjskich dronów wleciał nad Polskę. Jego wniosek jest jednoznaczny:

– To wszystko są bezpośrednie ataki i nie należy traktować ich jako odosobnionych działań. Wszystkie służą realizacji szerszych celów Rosji – mówi analityk.

W maju dwie osoby trafiły do szpitala po tym, jak dron uderzył w budynek mieszkalny w Rumunii.

Clark ostro krytykuje europejskich przywódców za to, że konsekwentnie określają działania Kremla jako pojedyncze „prowokacje”, działania „poniżej progu wojny” lub „hybrydowe”. Jego zdaniem takie sformułowania są bardzo problematyczne i przyjmują perspektywę narzuconą przez Kreml, ponieważ umniejszają powagę sytuacji.

– NATO w gruncie rzeczy samo strzela sobie w stopę, określając poszczególne rosyjskie działania jako coś, na co nie warto reagować. A przecież dokładnie na tym zależy Kremlowi – mówi Clark.

Jakie jest największe ryzyko, jeśli europejskie rządy przez kolejne lata będą w ten sposób reagować na działania Rosji?

– Kreml stanie się odważniejszy, a Putin w praktyce otrzyma zielone światło do coraz większej eskalacji, przekonany, że NATO nie odpowie.

Clark uważa, że państwa NATO powinny reagować na rosyjskie naruszenia szybciej i zdecydowaniej. Może to oznaczać na przykład natychmiastowe zestrzeliwanie dronów, zamiast czekania na potwierdzenie, że są rosyjskie.

Kluczowe jest również, aby państwa europejskie miały wystarczające własne zdolności wojskowe. Dzięki temu mniejsze grupy sojuszników, na przykład państwa skandynawskie i kraje bałtyckie, mogłyby szybko reagować w razie kryzysu.

Trudna równowaga

Jednym z powracających wątków rozmowy jest znaczenie języka w polityce międzynarodowej.

NATO dysponuje potencjałem militarnym pozwalającym poradzić sobie z ewentualnym rosyjskim atakiem. Jednak Kreml wykorzystuje niejednoznaczną komunikację Sojuszu, by sprawdzać, na jakie działania NATO rzeczywiście odpowie. To niebezpieczne, ponieważ – jak pokazują ostatnie wydarzenia – Kreml wyraźnie jest gotowy ryzykować ofiary cywilne na terytorium państw członkowskich – ostrzega Clark.

NATO nie powinno czekać, aż rosyjski atak doprowadzi do śmierci cywilów, zanim odpowie bezpośrednio lub zaostrzy retorykę.

Nie chodzi przy tym koniecznie o ujawnianie dokładnych warunków uruchomienia artykułu 5. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte podkreślał, że Sojusz celowo pozostawia tę kwestię niejednoznaczną. Gdyby wyznaczył konkretną granicę, pośrednio dałby przeciwnikom zielone światło do wszystkich działań poniżej niej.

– Nigdy nie powiemy dokładnie, kiedy artykuł 5 zostanie uruchomiony, a kiedy nie, ponieważ nie chcemy ułatwiać naszym przeciwnikom planowania – powiedział Rutte we wrześniu.

Przy tej samej okazji zapewnił, że NATO dysponuje „wszystkimi opcjami odpowiedzi, których potrzebujemy”, choć część z nich nie jest widoczna dla opinii publicznej.

Clark przyznaje, że ten argument ma sens. W praktyce jednak uważa, że niejednoznaczność przyniosła odwrotny skutek: Kreml i tak uzyskał swobodę działania w obszarze, który nie wywołuje zdecydowanej odpowiedzi.

Dlatego analityk postuluje przynajmniej rezygnację z nieprecyzyjnych określeń, takich jak „działania hybrydowe” czy „poniżej progu wojny”. Zamiast nich należy opisywać rosyjskie działania jako ataki militarne i fizyczne, szczególnie gdy w grę wchodzą materiały wybuchowe.

Pojawia się jednak pytanie: czy wojenny język nie wywoła niepotrzebnego strachu wśród mieszkańców Europy?

Mason Clark przyznaje, że znalezienie właściwej równowagi między jasnym komunikowaniem zagrożenia a unikaniem paniki jest dużym wyzwaniem.

Na zdjęciu archiwalnym: policjant w kombinezonie ochronnym i saper na pasie startowym lotniska Lipsk/Halle, gdzie w sierpniu znaleziono rosyjskiego drona z ładunkiem wybuchowym.

Dylemat ten jest szczególnie istotny dla polityków Estonii, Łotwy i Litwy. Nie chcą oni straszyć mieszkańców ani zniechęcać inwestorów, ale muszą jednocześnie brać pod uwagę, że to właśnie na te kraje Putin mógłby zwrócić uwagę, gdyby zdecydował się na eskalację.

We wrześniu sekretarz generalny estońskiego MSZ Jonatan Vseviov musiał uspokajać nagłą panikę w mediach społecznościowych związaną z możliwością ataku. Zaapelował do Estończyków, by „wzięli oddech”, zachowali spokój i pamiętali, że nie ma powodów, by obawiać się ataku.

Clark całkowicie zgadza się z oceną, że Rosja nie przygotowuje się obecnie do przeprowadzenia dużego ataku na jedno z państw bałtyckich. Zastrzega jednak:

– Wiele państw NATO jest nadmiernie ostrożnych, ponieważ nie chce niepokoić społeczeństwa ani – jak same twierdzą – reagować przesadnie. Ogranicza to możliwość wspólnej odpowiedzi na dość bezczelne rosyjskie ataki.

Pęknięcia w jedności NATO

W Sojuszu Północnoatlantyckim istnieją również poważne różnice w ocenie rosyjskiego zagrożenia przez poszczególnych przywódców. Putin dostrzegł narastające podziały i próbuje przekształcić je w głęboką przepaść.

– W jedności NATO z pewnością pojawiły się niepokojące pęknięcia. Niektóre państwa kwestionują gotowość do reakcji w przypadku uruchomienia artykułu 5 lub bagatelizują ryzyko ataków – mówi Mason Clark.

Państwa wschodniej flanki NATO oraz kraje skandynawskie wypowiadają się na temat zagrożenia bardziej stanowczo. Kraje położone dalej od potencjalnej strefy zagrożenia mają natomiast tendencję do umniejszania powagi sytuacji.

Do pierwszej grupy należy między innymi premier Polski Donald Tusk, który określił atak na polską kolej jako „bezprecedensowy akt sabotażu”. Ostrzegał też publicznie, że Moskwa celowo wykorzystuje wahania Zachodu, aby udowodnić, że artykuł 5 jest „bardziej teoretyczny niż praktyczny”.

Podobne stanowisko zajmuje prezydent Finlandii Alexander Stubb. Apelował do Finów, by „przygotowali się psychicznie” na kolejne przeloty rosyjskich dronów i ataki hybrydowe, a jednocześnie zachowali „spokój i opanowanie” wobec rosyjskich prób zastraszania.

NATO w gruncie rzeczy samo strzela sobie w stopę.

Mason Clark, starszy analityk Institute for the Study of War

Na drugim biegunie znajduje się premier Słowacji Robert Fico, który oskarżał zachodnich polityków o szukanie „pretekstu do konfliktu zbrojnego z Rosją”. Oświadczył również, że nie pozwoli wciągnąć swojego kraju do wojny z powodu „jakiegoś artykułu 5”.

Zdaniem Clarka byłoby „katastrofą”, gdyby artykuł 5 został uruchomiony, a jedno lub więcej państw członkowskich odmówiło udziału w działaniach.

– Problem polega na tym, że jeśli państwa powstrzymają się od uruchomienia artykułu 5 lub innej formy reakcji z obawy, że pozostałe kraje NATO nie wesprą państwa znajdującego się na pierwszej linii, to w praktyce oznacza, że Kreml osiągnął już przynajmniej część swojego celu, jakim jest osłabienie artykułu 5 – wyjaśnia analityk.

W najnowszej ocenie zagrożeń przygotowanej przez duńską Wojskową Służbę Wywiadowczą można przeczytać, że Rosja prawdopodobnie nie jest pewna, gdzie przebiegają czerwone linie NATO ani czy państwa Sojuszu zareagują wspólnie na atak Moskwy.

„Dotyczy to szczególnie sytuacji, w której Rosja uzna, że Stany Zjednoczone nie mogą lub nie chcą wesprzeć europejskich państw NATO w wojnie z Rosją” – napisano w raporcie.

W Europie pojawiły się realne wątpliwości w tej kwestii po kolejnych groźbach Donalda Trumpa dotyczących opuszczenia NATO oraz jego zdecydowanych żądań przejęcia Grenlandii.

Takie wątpliwości są wodą na młyn Putina.

– Niejednoznaczne sygnały i zmieniające się kierunki polityki wyraźnie zwiększają ryzyko, że Putin uzna, iż ma jeszcze większe możliwości testowania NATO bez obawy przed wspólną odpowiedzią – mówi Mason Clark.

Helena Bang-Udesen

Źródło:Børsen (Grupa Bonnier)
Tematy

Komentarze (1)

dodaj komentarz
zoomek
"Clark uważa, że państwa NATO powinny reagować na rosyjskie naruszenia szybciej i zdecydowaniej. Może to oznaczać na przykład natychmiastowe zestrzeliwanie dronów, zamiast czekania na potwierdzenie, że są rosyjskie."
....
PadlinaU ZAMORDOWAŁA 2 Polaków w Przewodowie. Zero problemu, zero odpowdzi NATO.
SYF!!!

Powiązane: NATO

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki