Ptasia grypa – legenda czy rzeczywistość?

2005-12-28 06:06
publikacja
2005-12-28 06:06

Wirus H5N1: Na razie zainfekował głównie pierwsze strony gazet, ale już kosztuje świat miliardy dolarów. Czy media i koncerny farmaceutyczne chcą nas zastraszyć, czy ostrzec? A może tylko wydoić?

Owczarek niemiecki z impetem wpadł w sam środek stadka gołębi, które jeszcze przed chwilą wyrywały sobie co większe okruchy chleba rozsypane na trawniku. Stado zerwało się do lotu, ale jeden z ptaków pozostał na ziemi. Wyglądał inaczej niż pozostałe – pióra miał matowe i pozlepiane, w dodatku – zamiast interesować się chlebem pozostawionym przez resztę stada, zrezygnowany wpatrywał się w psa. Jego zachowanie wydało się na tyle dziwne, że właściciel owczarka odciągnął pupila, podejrzewając, że gołąb jest chory.

W tym samym czasie, w centrum innego miasta, laborant ubrany w ochronny szczelny kombinezon ostrożnie wkładał zdechłego gołębia do hermetycznego pojemnika. Główna ulica Sofii, na której znaleziono martwego ptaka, była zamknięta od wielu godzin, przyczyniając się do kompletnego zakorkowania centrum stolicy. Policję zaalarmował zaniepokojony przechodzień. Szybko skojarzył niecodzienny widok z wieczornymi wiadomościami, w których donoszono o wykrytych przypadkach ptasiej grypy w sąsiadującej z Bułgarią Turcji.

Te dwie prawdziwe historie, choć mogłyby stać się niezłym wstępem do filmu katastroficznego, dobrze obrazują przemiany w świadomości Europejczyków, którzy przez ostatnie tygodnie karmieni byli informacjami o zbliżającej się straszliwej chorobie, zdolnej zabić miliony istnień.

Ale ludzkie emocje widoczne w tych przykładach mają swoją cenę. W takich żyjemy czasach, że nawet strach da się oszacować. Bank Światowy oblicza globalne skutki wybuchu pandemii ptasiej grypy na 800 mld dol., przy czym kraje rozwinięte przypłaciłyby ekspansję wirusa utratą 550 mld dolarów. Dla porównania, światowy rynek farmaceutyków to dziś ok. 560 mld dol. rocznie (wyliczenia własne, na podstawie wyników największych koncernów), zaś wszelkiego rodzaju szczepionki stanowią tylko 2 proc. jego wartości.

Ocena Banku Światowego nie opiera się jednak tylko na koszcie zakupu niezbędnych leków. Analizując skutki poprzedniej potencjalnej megaepidemii – SARS – eksperci banku oszacowali też straty wywołane przez zdrowych ludzi, pragnących uniknąć zagrożenia. Czyli np. koszt ich wszelkiego rodzaju urlopów i zwolnień z pracy, cenę ograniczeń w ruchu lotniczym, utratę najbardziej wartościowych pracowników.

Straty wywołane wyłącznie przez panikę i spowodowane nią zakłócenia mogłyby stanowić równowartość nawet 2 proc. światowego PKB – uważa Milan Brahmbhatta, ekonomista Banku Światowego i jeden z autorów opracowania na temat skutków ptasiej grypy.

Warto przypomnieć, że wirus SARS – choć odegrał niebagatelną, negatywną rolę w azjatyckiej gospodarce (zwłaszcza krajów turystycznych, jak Malezja czy Tajwan) – zaraził tylko 800 osób, z czego 80 zabił. Choć żadna śmierć czy choroba nie zasługuje na słowo „tylko”, warto pamiętać, że podobne żniwo zebrał na polskich drogach tylko jeden zaduszkowy długi weekend.

Dlaczego więc w powszechnej świadomości ptasie odchody (od których najłatwiej zarazić się zabójczą grypą), są dziś znacznie groźniejsze niż jazda z prędkością 140 km na godz. po dziurawych polskich drogach? Swoją cegiełkę dołożyli dziennikarze.

Marketingowy efekt rozkręconej przez media kampanii pod tytułem „Ptasia grypa” przeszedł najśmielsze oczekiwania. Już w połowie października z polskich aptek i hurtowni farmaceutycznych zniknęły szczepionki przeciw zwykłej grypie, wykupiono roczne zapasy leku Tamiflu, jedynego specyfiku zdolnego (podobno) pokonać zjadliwą chorobę, która jeszcze się nawet na dobre nie narodziła.

– Następne partie leku możemy dostarczyć w sierpniu – twierdzi Stanisław Pietrzyk, specjalista ds. sprzedaży koncernu Roche w Polsce – właściciela patentu na Tamiflu.

Ze szczepionkami, które przecież wcale nie gwarantują odporności na nowego wirusa, nie jest wcale lepiej.

– Nie możemy zwiększyć produkcji – zapowiada Elżbieta Brzozowska z GlaxoSmithKline. – Szczepionki wytwarza się z półrocznym wyprzedzeniem. Gdybyśmy teraz zaczęli je produkować, pojawiłyby się w sprzedaży dopiero wiosną 2006 roku.

Dziennikarze najpierw ptasią grypą postraszyli, a potem, gdy okazało się, że jedynymi jej ofiarami stały się ptaki hodowlane, którym założono przymusowy areszt domowy, wyliczyli kto i ile na sianiu paniki zarobił. A jest co liczyć, choć ocena firm farmaceutycznych nie jest tu wcale jednoznaczna.

Roche zwiększył sprzedaż Tamiflu o 358 proc. w pierwszym półroczu 2005 r. (do 580 mln franków szwajcarskich). Im dłużej widmo pandemii będzie straszyć ludzi, tym większe mogą być profity spółki ze Szwajcarii. Co ciekawe, sam wybuch masowych zachorowań mógłby okazać się niekorzystny dla szwajcarskiej firmy. Po pierwsze, prawo zakłada, że w razie wybuchu epidemii można czasowo uchylić ochronę patentową leków (co oznacza, że Tamiflu mógłby być produkowany na całym świecie), na czym Roche by stracił. Po drugie, starcie z chorobą zweryfikowałoby rzeczywistą przydatność specyfiku (kosztuje 200 zł za opakowanie, wystarczające na pełną kurację dla jednej osoby), która przecież wcale nie jest taka pewna. Na przykład w Wietnamie lek podano chorej na ptasią grypę dziewczynce, ale Tamiflu nie przyniosło w jej przypadku żadnego wymiernego efektu. Na szczęście, dziecko pokonało chorobę i w końcu wróciło do zdrowia siłami samej natury.

Nie zważając na wątpliwą przydatność i samych szczepionek przeciw klasycznej „ludzkiej” grypie (tych na „ptasią” wciąż nie wynaleziono), i Tamiflu w walce z wirusem ptasiej grypy, Komisja Europejska zaleciła państwom członkowskim zgromadzenie zapasów tradycyjnych antygrypowych leków dla 25 proc. populacji. Moce produkcyjne koncernów farmaceutycznych poważnie utrudniają realizację tej decyzji, niemniej ocenia się, że w ciągu dwóch lat państwa Unii wypełnią jej zalecenia. Kupno 90 mln szczepionek to wydatek na poziome 500 mln euro, które trafią do wąskiej grupy koncernów produkujących takie specyfiki (w Europie swoje fabryki mają GlaxoSmithKline i Sanofi Pasteur). Szczególny wzrost sprzedaży farmaceuci osiągną w takim kraju jak Polska, gdzie sprzedaż antygrypowych szczepionek z roku na rok malała – aż do tej pory, ma się rozumieć.

Jeszcze w 2000 r. w Polsce sprzedano 1,5 mln szczepionek przeciw grypie, o wartości 37 mln złotych. W 2004 r. sprzedaż spadła do 765 tys. sztuk (20,5 mln zł), a w końcowym rozrachunku firmy musiały zniszczyć nierozprowadzone zapasy. Zaowocowało to decyzją o ograniczeniu sprzedaży w Polsce w roku 2005, a to – z kolei – przełożyło się na wykupienie z aptek zapasu zastrzyków na długo przed nadejściem sezonu grypowego. Choć trudno powiedzieć, że taka sytuacja jest nie na rękę firmom farmaceutycznym, dość łatwo dojść do wniosku, że to nie one stoją za nagłaśnianiem epidemii ptasiej grypy w naszym kraju. Najwyżej ją sprawnie wykorzystują. Gdyby bowiem taka spiskowa teoria dziejów miała się sprawdzić, producenci zawczasu przygotowaliby przecież zwiększone, a nie zmniejszone dawki szczepionek.

Jedyne, co można zarzucić wszelkiego rodzaju ekspertom, tak powszechnie ostatnio wypowiadającym się w mediach, to niepotrzebne rozbudzanie nadziei, że oto zwykła antygrypowa szczepionka jest w stanie ograniczyć skutki ptasiej grypy czy też w ogóle jej zapobiec. Co charakterystyczne dla ostatnich wydarzeń medialnych – autor niniejszego artykułu uzyskał numer prywatnego telefonu komórkowego do jednego z największych autorytetów wśród epidemiologów w Polsce od biura prasowego jednego z koncernów farmaceutycznych. I to wcale o to nie prosząc (ekspert ten od wielu lat nawołuje do masowych szczepień przeciwko grypie).

Większość zwykłych śmiertelników nie zna się na wirusologii ani na genetyce i trudno im rozstrzygnąć, czy szczepionki na grypę „ludzką” są skuteczne przeciw „ptasiej”, czy też nie. Dlatego warto przyjrzeć się, w jaki sposób te szczepionki są tworzone.

Materiał genetyczny wirusa jest opracowywany przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) na podstawie składu genetycznego szczepów grypy szczególnie aktywnych w danym sezonie. Materiał przesyłany jest do firm farmaceutycznych wczesną wiosną, a te – na podstawie zebranych zamówień lub prognozy sprzedaży – przygotowują szczepionki, na których wyhodowanie potrzeba kilku miesięcy (nawet pół roku). Pytanie, czy taki zeszłoroczny materiał jest w stanie zahamować rozwój choroby w następnym sezonie?

– Szczepionka przeciwko wirusowi (zwykłej grypy – przyp. red.), który krąży dzisiaj, będzie gotowa dopiero za rok – powiedział w jednym z wywiadów Włodzimierz Gut, mikrobiolog. – Nie dajmy się zwariować. Jeśli dotychczas nie zachorowałem, to znaczy, że mój organizm świetnie sobie z tegorocznym wirusem radzi. A gdy zachoruję, to szczepienie i tak mi nie pomoże.

Gdyby takie wypowiedzi ekspertów lądowały na pierwszych stronach gazet, zamiast tytułów „Ptasia grypa u bram Europy”, to wielce prawdopodobne jest, że do wybuchu szczepionkowego szaleństwa nigdy by u nas nie doszło.

Warto także przypomnieć, że nie dalej niż dwa lata temu mieliśmy ptasią grypę dosłownie tuż za miedzą. W Holandii, ze względu na wybuch tej choroby wśród domowego ptactwa, wybito 27 mln sztuk drobiu, w Belgii – 3 mln, w Niemczech – 500 tysięcy. Jeden z weterynarzy zaraził się ptasią grypą i zmarł, ale choć działo się to w centrum Europy, gazety nawet się na ten temat nie zająknęły. Ale wtedy akurat trwała wojna w Iraku, dostarczająca bardziej emocjonujących tematów.

Podobnie jak wówczas, ptasi wirus mógłby obecnie zacząć przenosić się między ludźmi, ale dopiero w sytuacji, w której przeszedłby około dziesięciu różnych mutacji. I jakimś cudem skrzyżował się z wirusem „ludzkiej” grypy, dodając do swojej zjadliwości dla ludzi jego zaraźliwość. Dopiero w takiej sytuacji stałby się naprawdę groźny i – na dobrą sprawę – także dopiero wtedy mogłyby ruszyć prace badawcze nad skuteczną przeciw niemu szczepionką. Dopóki jednak obecny „ptasi” wirus w taki właśnie sposób nie zmutuje, medycyna jest bezradna – po prostu nie ma przeciwnika, z którym mogłaby walczyć. To trochę tak, jak ze śmiertelną wirusową chorobą psów i kotów – nosówką. Nie ma po co „na wszelki wypadek” opracowywać szczepionek na tę zarazę przeznaczonych specjalnie dla ludzi, skoro nie wśród ludzi się ona rozprzestrzenia.

Mimo to szczepionkowy biznes stał się nagle na tyle atrakcyjny, że gorączki zakupów dostały same koncerny farmaceutyczne. GSK wykupił w ostatnich dniach kanadyjską firmę ID Biomedical, specjalizującą się w szczepieniach przeciw grypie, płacąc za nią 1 mld euro. Z kolei Novartis szykuje się do przejęcia kalifornijskiego Chironu – drugiego co do wielkości producenta szczepionek na świecie, a zbiera na to aż 3,7 mld euro.

Nie tylko firmy farmaceutyczne chcą być gotowe na nadejście zagrożenia, które – co tu kryć – będzie dla nich oznaczać czas wielkich żniw. Stany Zjednoczone przeznaczyły na walkę z pandemią aż 7 mld dol., z czego tylko 1,2 mld dol. wydano na zakup szczepionek, a resztę – na prace badawcze nad nowymi lekami. Bank Światowy skierował 500 mln dol. na specjalny fundusz do walki z wirusem H5N1 (ptasiej grypy). Tyle tylko, że wirus – jak wszystkie wirusy na Ziemi – nie przyjmuje wpłat w gotówce. Jeśli pandemia się rozwinie, nie powstrzymają jej ani miliardy dolarów, ani znane obecnie szczepionki i lekarstwa. Warto pamiętać, że ludzkość do dziś nie dysponuje skutecznym lekiem na ani jedną chorobę wywoływaną przez wirusy. Nawet na katar. Są tylko szczepionki.

Z dostępnych symulacji wynika, że po miesiącu od pojawienia się pierwszego przypadku choroby przenoszonej między ludźmi, pandemii nie da się już powstrzymać. I choć temat na razie ucichł, niewykluczone, że powróci wiosną. W końcu – zabójczą grypę „hiszpankę” do Europy przywlekły dzikie gęsi powracające z Afryki. Jesienią 1918 r. chorował już na nią cały kontynent, wkrótce potem – reszta świata. Hiszpanka zabiła wówczas od 20 mln do 70 mln osób (różne źródła podają różne wartości). To więcej, niż zginęło na frontach I wojny światowej.

I właśnie przerażająca statystyka staje się dziś motorem działań marketingowych firm farmaceutycznych. Czerpiąc najgorsze wzory z terroryzujących wręcz czytelników artykułów prasowych, koncerny same przygotowują przerażające reklamy telewizyjne, i to nie tylko te dotyczące szczepionek na grypę, ale i leków na inne choroby.

Jedna z reklam zachęca do badań profilaktycznych oczu, przestrzegając, że co dziesiąty człowiek zachoruje na jaskrę i straci wzrok. Statystyka ma swoją wymowę (podobnie jak reklama ukazująca świat widziany oczami zasłoniętymi jaskrą), ale na dobrą sprawę – jak wiele osób z tą chorobą zna każdy z nas w swoim otoczeniu? W takim kontekście owe „10 proc.” wydaje się groźne czy przesadzone?

Firmy farmaceutyczne często posługują się liczbami, które mają pomóc w sprzedaży leków. Okazuje się, że 15 proc. światowej populacji jest uczulone... na słońce (w Skandynawii aż 20 procent). Mało tego – statystycznie co drugi mężczyzna po 50. roku życia ma problemy z prostatą, co trzeci człowiek przeżywa stany depresyjne itd.

W takim towarzystwie i przy takiej strategii farmaceutycznych koncernów, cieszenie się pełnym zdrowiem to dziś prawdziwy cud. Ale, jak ktoś kiedyś powiedział – nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani. A ktoś inny dodał, że najbardziej boimy się niewiadomego.

Łącząc te dwie prawdy w jedną, firmy produkujące leki już ładnych parę lat temu otrzymały do ręki marketingową broń równie silną, co zmutowany z kilku różnych wirusów, nieistniejący przecież w naturze zarazek hipotetycznej „ludzkiej” ptasiej grypy. Skoro może on wykosić miliony jutro lub pojutrze, cóż szkodzi na strachu przed nim zarobić miliardy już dziś?

Emil Szweda

Źródło:
Tematy
Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 200 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Jak otrzymać nawet 1500 zł od Alior Banku + 200 zł od Bankier.pl SPRAWDŹ!

Komentarze (2)

dodaj komentarz
~endi
Drobne sprostowanie - w Holandii była ptasia grypa która nie przenosi się z człowieka na człowieka, obecnie mamy do czynienia ze świńską grypą o niskim zagrożeniu dla człowieka.Wirys grypy hiszpanki - to był zmutowany wirus ptasiej grypy- zabił więcej ludzi niż zginęło w obu wojnach światowych , tuż przed zaatakowaniem Drobne sprostowanie - w Holandii była ptasia grypa która nie przenosi się z człowieka na człowieka, obecnie mamy do czynienia ze świńską grypą o niskim zagrożeniu dla człowieka.Wirys grypy hiszpanki - to był zmutowany wirus ptasiej grypy- zabił więcej ludzi niż zginęło w obu wojnach światowych , tuż przed zaatakowaniem ludzi zaobserwowano przejście tego wirusa na świnie ... a więc historia się powtarza , za obecne spoczęcie na laurach możemy w przyszłości bardzo drogo zapłacić.
~Dan
Panie Emilu, doskonały artykuł, dziękuję bardzo!

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki