"Poszczęściło nam się z tą Polską. Choć nie miałabym nic przeciwko wyjazdowi" [Zawróceni]

zastępca redaktora naczelnego Bankier.pl

Przeniosła się do Paryża, a później do Moskwy, w ślad za kolejnymi propozycjami zawodowymi męża. Za granicą urodziła dzieci, pracowała na etacie, prowadziła własny biznes, prospołecznie integrowała Polaków. Czyli – jak mówi – wszystko i nic. Partnerzy ekspatów mają ciekawe życie. Ale jeśli na emigracji chwytali się różnych zajęć, po powrocie miewają problemy z własną zawodową przyszłością. Mimo to wielu chce ponownie wyjeżdżać.

Historia Karoliny jest trzecim odcinkiem publikowanym w ramach nowego projektu Bankier.pl. „Zawróceni z emigracji” to seria reportaży o Polakach, którzy wrócili z dłuższego pobytu za granicą. Opowiedzieli nam o powodach wyjazdów i o tym, jak im się żyło w innych krajach. Wreszcie - o wątpliwościach, które ponownie sprowadziły ich nad Wisłę.

Tylko nie do Rosji

„Nie ma problemu, żeby Karol przyszedł jutro i powiedział, że wyjeżdżamy na przykład do Bangkoku. Lubię, kiedy dzieje się coś nowego, idę w życiu do przodu i taka zmiana to dla mnie zawsze nowe wyzwanie. Mąż też ma takie podejście.”

Poznali się, kiedy miała niewiele ponad 18 lat. Mieszkała we Wrocławiu i dopiero wybierała się na studia. Młoda, ambitna, ciekawa świata dziewczyna z Polski i on, francuski pracownik międzynarodowej korporacji. Dwa lata później mieszkali już w Warszawie. Tamtą pierwszą w swojej historii migrację wspomina jako szansę na zrobienie kroku do przodu. Praca Karola była nieubłagana, więc trzy lata później na horyzoncie zjawiła się Bydgoszcz. Dwa długie lata spędzone na nauce francuskiego i przygotowaniach do obrony pracy magisterskiej – podsumowuje.

"Zawróceni z emigracji" - nowa seria reportaży o powrotach z emigracji
"Zawróceni z emigracji" - nowa seria reportaży o powrotach z emigracji (Bankier.pl)

Następny był Paryż, znowu z powodu pracy męża. Niestety rok 2005 nie sprzyjał jeszcze Polakom chcącym legalnie pracować we Francji. Wymyślili, że Karolina zacznie od studiów, dzięki którym zaaplikuje na dobry staż, a później zostanie na kontrakcie lub etacie. Udało się po trzech miesiącach, na anglistykę już nie wróciła. Wkrótce potem Karol zmieniał pracę. Pojawiła się pierwsza propozycja zagranicznego kontraktu na naprawdę dobrych warunkach - w Budapeszcie miał zarządzać węgierskim i czeskim rynkiem.

„Zawsze mu mówiłam »Jeśli chcesz, żebyśmy gdzieś wyjechali, nie ma problemu. Byle nie na Ukrainę i nie do Rosji«. Bo tam nie chciałam jechać. …A ty byś chciała? Co innego Londyn, Madryt, Bangkok. Czechy i Węgry? Wspaniale - blisko, Praga fajna, Budapeszt ładny, co prawda mówią tam po węgiersku, ale do odważnych świat należy. Nie ma problemu!”

Pod koniec procesu rekrutacji okazało się jednak, że nie o Budapeszt chodzi. 

„Któregoś dnia mój mąż, który ma metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu, wraca do domu, skradając się i mając metr czterdzieści. I mówi »Wiesz... w firmie zadecydowali, że to jednak będzie Moskwa«. Jak się domyślasz, poleciały groźby karalne (śmiech).”

Skorzystanie z dobrej zawodowej propozycji tym razem też wydawało się wskazane. Przyjął więc  propozycję i zaczął od zapoznania ze specyfiką pracy na każdym szczeblu w tej firmie – odwiedzał sklepy, magazyny, produkcję. Do Rosji zaczął latać, najpierw sam, wiosną 2007 roku. Latem brali jeszcze w Polsce ślub, a zaraz po nim - przeprowadzka.

"Wyjeżdżali do miejsca, do którego nie chcą jeździć ekspaci (...) Rosja, mimo wszystko, wydawała się ciekawą przygodą"
"Wyjeżdżali do miejsca, do którego nie chcą jeździć ekspaci (...) Rosja, mimo wszystko, wydawała się ciekawą przygodą" (Archiwum autora)

Kontrakt miał trwać trzy lata. Wyjeżdżali do miejsca, do którego nie chcą jeździć ekspaci, dlatego ściąga się ich tam głównie dużymi pieniędzmi. W czasach, kiedy świat nie słyszał jeszcze o globalnym kryzysie ekonomicznym, Rosja, mimo wszystko, wydawała się ciekawą przygodą.

Skomplikowane moskiewskie życie

Podobno wśród Francuzów w Rosji jest takie powiedzenie, że płacze się, gdy się do Moskwy przyjeżdża i płacze się, gdy się ją opuszcza. Karolina twierdzi, że na powitanie nie było łez. Chociaż Moskwa o swoim prawdziwym „ja” dała znać już podczas trwającej długie trzy godziny drodze z lotniska do mieszkania. Stolica Rosji to słynne na cały świat korki i logistyka, której trzeba się nauczyć, żeby przeżyć. Pierwsze miesiące od przyjazdu upłynęły na instalacji w nowym miejscu i wydeptywaniu własnych ścieżek. Właściwie to wyjeżdżaniu ścieżek. Bo Moskwa to dla wielu ekspatów wysokie zarobki i szofer do usług. Przydatny, gdy brakuje cierpliwości w oceanie samochodów przemierzających moskiewskie drogi po to, żeby załatwić tę jedyną danego dnia sprawę na mieście. Na pozostałe i tak nie wystarczy już czasu.

„Życie w Moskwie jest skomplikowane. W Warszawie jestem w ciągu dnia w stanie zrobić pięć, sześć rzeczy - zostawić buty u szewca, zawieźć ubrania do pralni, pojechać coś odebrać, a do tego jeszcze zobaczyć się z koleżanką na lunchu. W Rosji to jest niemożliwe, po prostu nie dasz rady. Wszystko jest jakieś takie trudne, wszystko jest daleko, do tego te korki. Największy sukces, to jeśli uda ci się zrobić zakupy w Auchan – wtedy wszystkie dziewczyny były zadowolone z organizacji dnia.”

Codzienności nie ułatwia pogoda. W Rosji jesień i zima to sześć miesięcy z ograniczonym dostępem do słońca, gdy prawie każdego dnia brodzi się w kałużach lub w śniegu. Ocieplane kalosze to konieczność, nie wymysł.

"Stolica Rosji to słynne na cały świat korki i logistyka, której trzeba się nauczyć, żeby przeżyć"
"Stolica Rosji to słynne na cały świat korki i logistyka, której trzeba się nauczyć, żeby przeżyć" (Archiwum autora)

Kolejny powód frustracji – ceny nieruchomości. Wywindowane tak, że za wynajem płaci się trzy, cztery razy więcej niż w Paryżu. 15 tysięcy złotych miesięcznie za 50 mkw. nowoczesnego mieszkania w skandynawskim stylu w ścisłym centrum to smutny standard.

Kosmiczne budżety na lokum i atrakcyjne pensje to w teorii dobry grunt dla wielkopańskiego stylu życia. Podgryzają go jednak inne dotkliwe wydatki – chociażby na podróże. Brak tanich połączeń do Europy powoduje, że przy czteroosobowej rodzinie każdy wypad na Zachód może pochłonąć blisko 1000 euro za same bilety. A przecież dzieci we francuskiej szkole w Moskwie mają łącznie cztery miesiące wakacji. Ceny lotów odbijają się też na wizytach rodziny i znajomych. Karolina wspomina dzisiaj, że przez dziewięć lat pobytu w Moskwie odwiedziła ją tam tylko mama i to dosłownie raz. Nie było pozostałej części rodziny ani, poza drobnymi wyjątkami, znajomych. Po części za sprawą wymaganej dla wjazdu do Rosji wizy. Co innego we Francji, jak mówi - tam drzwi się nie zamykały.

Z nawiązką nadrabiali to w kontaktach zdobytych już na miejscu. Teoria ukuta przez Karolinę zakłada, że każde miejsce bardziej sprzyja jednym aktywnościom niż innym. Rosja nadawała się do imprezowania, sprzyjała nawiązywaniu i podtrzymywaniu kontaktów towarzyskich. Z kolei potencjał do rozwoju rodziny był tu znacznie mniejszy niż w Polsce – każde przedsięwzięcie urastało do rangi skomplikowanego procesu logistycznego i wydłużało się w nieskończoność, znowu – przez odległości i korki. Zawiezienie syna na dodatkowe zajęcia oznaczało nie tyle minuty, co raczej godziny spędzone w samochodzie podczas zawożenia i przywożenia dziecka.

Nawiązywanie nowych znajomości idzie w Moskwie łatwiej, bo jest tam trudniej. To dość specyficzne i wymagające dla obcokrajowców miejsce i te znane tylko im doświadczenia zbliżają. Tym bardziej, gdy dotyczą ludzi do siebie podobnych. Polska społeczność w rosyjskiej stolicy to, obok studentów i ludzi z naprawdę długim rosyjskim rysem w życiorysie, przede wszystkim ekspaci – menedżerowie w międzynarodowych firmach o wspólnym mianowniku finansowym. W takich warunkach nawet Polakom nieźle idzie trzymanie się razem. Zaczęło się od tego, że mężczyzna, który szukał im mieszkania na wynajem, wspomniał, że żona kolegi to Polka. Kiedy się poznały, tamta miała już grono polskich znajomych. Świadomie zaczęły tę grupę powiększać. Jakiś czas później Karolina została członkiem zarządu, a dalej prezesem Polskiego Klubu Biznesu w Rosji. Śmieje się, że poznała wszystkich Polaków w Moskwie, którzy partycypowali w jakichkolwiek lokalnych inicjatywach, a nawet trochę z tych, którzy nie udzielali się wcale. Wniknęła też w środowisko żon ekspatów.

„Żony ekspatów robią to, na co pozwala im dane miejsce, nie znam wielu takich, które robiłyby za granicą to, co chciały. Chyba że masz dostosowane do danego rynku kwalifikacje, które pozwalają ci bez problemu podjąć pracę – na przykład jesteś traderem i posługujesz się językiem rosyjskim. Albo, jak niektóre z moich znajomych, masz wolny zawód (architekt, malarz) i pracujesz freelancersko, dalej utrzymując kontakty z Polską. Generalnie gdy ktoś mnie pytał, czy kobiecie - żonie ekspata - łatwo znajduje się pracę w Moskwie, mówiłam, że wcale tak łatwo nie jest.”

Przede wszystkim trzeba mówić po rosyjsku. Dla Polek, szczególnie tych, które cyrylicę pamiętają ze szkoły, to łatwiejsze zadanie niż choćby dla mieszkających w Moskwie Angielek czy Francuzek. Dlatego te ostatnie, nie mogąc wejść na rynek pracy w inny sposób, wybierały często pracę w mediach dla ekspatów albo zajmowały się rękodziełem, które później sprzedawały wśród znajomych. Inne po prostu miały szczęście, jak znajoma Karoliny – Francuzka, która bez znajomości języka w ciągu dwóch miesięcy znalazła w Moskwie etat jako prawnik, bo akurat szukano specjalisty ze znajomością francuskiego do francuskiej firmy.

"Kiedy kurz po przeprowadzce opada, licznik się zeruje i trzeba wymyślać siebie od nowa"
"Kiedy kurz po przeprowadzce opada, licznik się zeruje i trzeba wymyślać siebie od nowa"

Karolina też brała lekcje rosyjskiego,a po roku od przeprowadzki wystartowała na nowym rynku pracy jako dyrektor marketingu niewielkiej firmy kosmetycznej. Była już wtedy w ciąży. Żeby urodzić Edgara, za namową koleżanek wróciła na kilka miesięcy do Francji. Po miesiącu z powrotem była w Moskwie, po czterech wróciła do pracy. Następny zawodowy etap wiązał się z szefowaniem Polskiemu Klubowi Biznesu. Założyła też internetowy portal dla Polaków w Moskwie. Jak na żonę ekspaty przystało, nie było to ostatnie zajęcie w tym miejscu. Przyszedł czas, że wróciła do noszonej w smartfonie listy pomysłów na biznes. Szukała czegoś, do najlepiej pasuje do tego miejsca i czasów, wymaga możliwie najmniejszych inwestycji i da szansę na znalezienie klientów. Po blisko pięciu latach od przyjazdu uruchomiła własną działalność jako pośrednik na rynku nieruchomości.

Na bazie znanych sobie i znajomym doświadczeń mówi, że ryzyko w Rosji – szczególnie gdy prowadzisz duży biznes - jest duże. Wtedy odkładasz pieniądze, żeby zapłacić do urzędu skarbowego, bo wiesz, że raz na rok, dwa będziesz miała kontrolę i musisz zapłacić, żeby temu procederowi zaprzestać. Duże firmy czasami z góry dostają warunek: albo płatność z góry, albo kilkutygodniowa, drobiazgowa kontrola.

„Bałam się, że będziemy skazani na mieszkanie tam do końca życia. Mąż od czasu do czasu napomykał w pracy, że jeśli po upłynięciu 5-6 lat zwolniłby się wakat w innym kraju, to z chęcią by go wziął. Tak naprawdę to nam się poszczęściło – w Moskwie na dobre zagościł kryzys i nic nie zapowiadało zmiany na lepsze, a w Polsce zwolniło się miejsce po kobiecie, która odeszła z firmy. Ucieszyłam się bardzo, wtedy chyba nawet popłynęły łzy szczęścia.”

Warszawa to nie dom

Mieszkając w Moskwie, nieraz rozmawiali, że miło byłoby już wrócić do jakiegoś łatwiejszego, normalnego kraju. Oboje uznawali tamto miejsce za średnio nadające do wychowywania dzieci. Polska albo Francja byłyby szansą na lepszą jakość rodzinnego czasu – wreszcie będzie można swobodnie pojeździć na rowerach, pójść na długi spacer do lasu. Duża część par, które do Rosji wyjeżdżały bez dzieci i tam powiększyły rodzinę, wracała, po stanięciu przed decyzją o tym, co będzie najlepsze dla dzieci.

"Powroty rodziców są czasami największym szokiem dla ich dzieci"
"Powroty rodziców są czasami największym szokiem dla ich dzieci" (Archiwum autora)

Zostanie w Moskwie na dłużej nie było też dobre dla kariery Karola. Kiedy zasiedzisz się na kontrakcie w tym samym miejscu, stajesz się specjalistą od lokalnego rynku – a takich mniej chętnie przenosi się w zupełnie inne regiony świata. Pracownik z kilkuletnim stażem w Rosji, następnie pracujący w Polsce, na zawsze już pozostanie fachowcem od rynków wschodnich. Jeśli przegapi właściwy moment, bardzo trudno będzie mu z tego świata uciec. Sytuacja nieco inna niż w przypadku krajów, z których zagraniczni uciekają, widząc nad swoimi głowami szklany sufit. W Rosji nie ma z tym problemu – tam ściąga się ekspatów głównie na wysokie stanowiska – przy niższych się to nie opłaca.

Dokuczliwe dla mieszkających w Moskwie obcokrajowców stały się też konsekwencje gospodarczego kryzysu. Z powodu nałożonych na Rosję sankcji nie można było dostać niektórych produktów. Nie udowodniono, czy za sprawą niedoborów francuskiego sera z powodu kryzysu wyjeżdżało coraz więcej znajomych. Moskwą byli już odrobinę zmęczeni. Skorzystali z możliwości, która się nadarzyła i znowu postawili na Polskę.

Powrót nad Wisłę nie był jednak typowym powrotem do domu. Dzieci nie znały innej niż rosyjska rzeczywistości. Warszawa była adresem wybranym kiedyś ze względów zawodowych, rodzina i najbliżsi i tak pozostali we Wrocławiu. Dopiero z biegiem czasu i kolejnymi powracającymi do Polski parami odczucia zaczęły się zmieniać.

„Nie miałam wrażenia, że wracam do Polski i odtąd już będę u siebie, miałam wrażenie, że znowu się przeprowadzamy, tylko że tym razem do miejsca, które znamy i jest łatwe, bo dużo o nim wiemy i umiemy język. Pomyślałam sobie: ogarnęłam Rosję, to jak mogę nie ogarnąć Polski? Najwyżej dam sobie trochę czasu.”

O margines czasu potrzebnego do zorganizowania powrotu zadbała też firma. Duże korporacje zwykle dostosowują się pod tym względem do trybu szkolnego dzieci. Mąż zaczyna już kursować do Polski, podczas gdy żona zostaje z nimi na miejscu do wakacji. W przypadku rodzin ze starszymi dziećmi decyzja o wyjeździe z podobnych względów przesuwa się czasami i o rok (na przykład do matury) – wszystko po to, żeby nie wyrywać młodego człowieka z jego środowiska i nie fundować mu dodatkowego stresu. Karolina nazywa nastolatki „bardzo słabo eksportowalnym towarem”, bo są w wieku, kiedy nawiązują się największe przyjaźnie, zresztą trudnym już z samego powodu okresu dojrzewania. Zna przypadki, kiedy zmiana kraju w niefortunnym momencie kończyła się alkoholem albo narkotykami. Powroty rodziców są czasami największym szokiem dla ich dzieci, urodzonych za granicą, które tej rzeczywistości zupełnie nie znają. Żeby zminimalizować skalę zmiany, syn i córka Karoliny i Karola poszli w Polsce do francuskiej szkoły, do systemu nauczania, który już znają, przez co łatwiej odnajdą się w nowym kraju. Podobno, poza pierwszym tygodniem po przyjeździe do Polski, dziś już nie marudzą za Rosją ani rówieśnikami. Dzieci odczuły zmianę adresu pod innym względem – Warszawa pozwala na intensywniejsze i ciekawsze życie rodzinne niż Moskwa. Zbawieniem są też wyczekiwane większe możliwości logistyczne. Polska pozwala zrobić więcej w ciągu tych samych 24 godzin.

Nowy początek w Polsce był prostszy, bo nigdy nie odcięli się od tego świata – aktywności znajomych na Facebooku nie pozwalają dziś wypaść z obiegu. Choć powroty do samych znajomych nie zawsze są łatwe. Po paru, a tym bardziej parunastu latach za granicą, pojawia się lekki konflikt pomiędzy tymi, których nie było, a tymi, którzy nie ruszali się stąd ani na chwilę.

„Każda emigracja, ale nawet podróż, bardzo otwiera ci umysł. Nawet jeśli jesteś dość zamknięta w sobie i nie chcesz otwierać się na nowe, wyjazd i tak bardzo cię zmienia, robisz się dużo bardziej otwarta, wesoła, łatwiej nawiązujesz kontakty itd. I wracasz do tej rzeczywistości, którą zostawiłaś i która się nie zmieniła. Zaczyna cię irytować dużo rzeczy, z kolei ty irytujesz innych, bo uważają, że zadzierasz nosa.”

Karolina odświeżyła wszystkie relacje, jakie utrzymywała wcześniej. Rodzina i znajomi dopiero teraz zaczynają częściej dzwonić, bo przyzwyczaili się, że jest w Polsce i można się do niej odezwać. Trzyma z Polakami poznanymi jeszcze w Moskwie, bo po powrocie nadal mają ochotę na swoje towarzystwo. Domyśla się, że zbliżają ich chwile, które przeżyli razem w tym dość specyficznej lokalizacji. Zgodnie twierdzą, że Moskwa to dość trudne miejsce. Nie żeby trzeba tam było walczyć o byt, ale też „nie jest jak w Mediolanie, gdzie cały dzień spędzasz sobie na rowerze”. Nie brakuje im wspólnych tematów - przez wzgląd na prosty fakt, że parę lat było się za granicą. Sprzyja też to, że większość jest spoza Warszawy, nie ma tu rodzin czy znajomych z dawnych lat. Tym chętniej wita się kolejnych, którzy wracają do Polski. Jak mówią, już z trochę innym stylem życia w paszporcie. Podobno kiedy jesteś ekspatem, masz nadal ochotę podróżować i trudniej niż kiedyś usiedzieć ci w miejscu.

Przeprowadzka i adaptacja w nowym miejscu poszły nad wyraz gładko. Trochę zaskoczeń czekało na Karola w pracy. Z Polakami pracuje się inaczej niż z Rosjanami („generalnie się na nich nie krzyczy, bo ludzie tego absolutnie nie tolerują”) i inaczej niż z Polakami piętnaście lat temu. Wracając z Moskwy, w Warszawie podobno mocno już widać work-life balance, pracownik szanuje swój czas prywatny i nie zostaje po godzinach w tej samej skali, co kiedyś.

Gdy kurz opada, wymyślasz siebie na nowo

Karol miał pracę w tej samej firmie, dzieci – jak dawniej – francuską szkołę, a Karolina po raz kolejny dylemat, jakie zajęcie tym razem znaleźć dla siebie.

W sytuacji jak ona jest wielu innych partnerów ekspatów. Kiedy kurz po przeprowadzce opada, licznik się zeruje i trzeba wymyślać siebie od nowa. Półżartem opowiada o dawnym zawodowym marzeniu, żeby być dyrektorem marketingu w L'Oréalu. To miała być prosta, ułożona ścieżka kariery. A później trzeba było przenieść się – po Wrocławiu z Warszawy do Bydgoszczy, dalej do Paryża, Moskwy i znowu Warszawy. Bo Karol zmieniał pracę. I mimo że to wspólne decyzje, i że dla dobra całej rodziny, u tych ambitnych gdzieś w środku pozostają niespełnione oczekiwania.

„Uważam, że jednocześnie bardzo dużo w ten sposób tracę i bardzo dużo zyskuję. Zawsze myślałam, że zrobię karierę w dużej korporacji. A tutaj wszystko poszło w drzazgi. Najgorsze jest to, że jestem na tyle ambitna, że pewnie bym coś zawodowo osiągnęła, choć tak naprawdę wcale nie jest powiedziane, że nie wyjeżdżając, byłabym teraz tym dyrektorem w L'Oréalu. Nie wiesz tego, ale podświadomie szukasz winnych tej sytuacji, a do tego najlepiej nadaje się mąż. Staram się tego nie robić, ale takie myśli tkwią w głowie i to poczucie niezrealizowania jest ciężkie.”

Zaraz potem podkreśla, że nie użala się nad sobą, chce jednak zaznaczyć, że w każdym nowym miejscu sprawiało to problem. Kończyła politologię, ale najpierw we Francji, a później w Rosji, żeby w ogóle móc znaleźć pracę, a do tego taką, która będzie sprawiała przyjemność, musiała zadebiutować w zupełnie nowych dla siebie dziedzinach. I chociaż nigdy wcześniej by tego nie przewidziała, po analizie wszystkich za i przeciw została w Moskwie pośrednikiem na rynku nieruchomości. Z drugiej strony te wszystkie wolty to doceniana po czasie satysfakcja – poradzić sobie z językiem, założyć własną firmę w trudnej Rosji, z sukcesami zdobywać klientów. Gdyby mogła wybrać drugi raz, wiedząc, jak będzie, wybrałaby pewnie tak samo. Warszawa to następne nowe otwarcie. Etat? „A niby jaki?” Francuzi lubią mówić na CV żon ekspatów hétéroclite, bo jest w nich często wszystko i nic. Pół biedy, kiedy poznałaś męża, mając czterdzieści lat i wtedy zaczęłaś z nim podróżować. Jeśli ledwie kończyłaś wtedy studia, zapewne nie zdążyłaś zainwestować w rozwój własnej kariery. Wtedy łapiesz się tego, co możesz robić. I powstaje problem.

„Boję się, że gdybym zaczęła szukać pracy, to nie wiem, na jakie stanowisko i warunki mogłabym liczyć. Obawiam się, że chciałabym więcej niż to, co mogłabym dostać.”

Po raz kolejny więc własny biznes. Nauczona doświadczeniem, cały czas uzupełnia listę pomysłów w telefonie. Tym razem warunki miały być trzy: nieduże nakłady inwestycyjne, działalność, która nie będzie wymagała ogromnych nakładów pracy i szansa, że firma będzie działała bez niej, gdyby znowu musieli się wyprowadzić.

„Tak naprawdę to wcale nie chciałabym zostać tutaj na długo. Był taki moment, po tym, gdy wróciliśmy, że Karol zapytał: a co, gdybyśmy znowu wyjechali do Rosji? Ten pomysł zapalił mnie może na tydzień, bo lubię się przeprowadzać. Jednak później uświadomiłam sobie: nigdy w życiu. Nie chciałabym wracać do Moskwy, w końcu dopiero stamtąd wyjechałam. Ale Londyn (na dobrych warunkach, bo dzisiaj strasznie tam drogo), Singapur czy Hongkong?”

Bardzo lubi Warszawę, ale nie ma tu mamy i taty. Nie traktuje tego miasta jak dom, raczej jako kolejny przystanek. Twierdzi, że jako mieszkańcom Moskwy poszczęściło im się z tą Polską, choć wcale by jej nie przeszkadzało, gdyby za jakiś czas znowu mogła stąd wyjechać. Może Berlin albo inne podobne duszą miasto spełniałyby podobne warunki. Mówi, że bycie ekspatem jest trochę jak narkotyk: jeśli od początku się komuś spodoba – potrafi uzależnić.

Czytelników, którzy chcieliby podzielić się doświadczeniami z powrotu z emigracji swojej lub swoich bliskich, zachęcamy do kontaktu z autorką - wiadomości można przesyłać na adres m.wrotniak@bankier.pl.

Malwina Wrotniak

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
5 6 kafelkarz

Kolejni którzy się miotają i nie wiedzą co z życiem zrobić. Jak już się gdzieś zaczepią, to zaraz kombinują gdzie tu znowu się przeprowadzać, a potem narzekają, że ciężko, że drogo, że zmiany, że dzieci w szoku. Ogarnijcie się ludzie.

! Odpowiedz
12 17 dyktator_kaczka

Skończcie z ta propagandą od 25 października 2015 r. za jednego wracającego z emigracji, wyjeżdża za chlebem oraz w poszukiwaniu państwa demokratycznego co najmniej 10-ciu.

! Odpowiedz
20 8 dyktator_kaczka

Podatek VAT od 01.01.2017 r. podniósł PIS. Kaczyński i jego marionetki w ten sposób zabrał narodowi i do końca roku zabierze 8 mld złotych. Dodatkowe kilka miliardów PIS zabiera NARODOWI POLSKIEMU kupując i przepłacając za niego 200 % gaz skroplony od Kataru i Amerykanów.
A za przeniesienie części składem z OFE do ZUS to większość obywateli jest wdzięczna panu Tuskowi i jego partii. To właśnie OFE źle inwestując straciły wiarygodność u około 90 % swoich klientów. Dlatego klienci Ci chcą by ich cała składka emerytalna wpływała do ZUS.
Marzy mi się czas gdy pan Tusk wróci do władzy w Polsce i PIS przestanie zabierać narodowi potężne miliardy co roku.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 18 cest_la_vie

pan Tusk juz pokazal narodowi jak Mojzesz gdzie isc, za robota na zachod.

! Odpowiedz
12 34 blackdick

Najcieplejsza i najlepiej platna posade za granica zalatwil sobie DONALD T. ktory w Polsce jedyne co zrobil to zwiekszyl zadluzenie panstwa, podniosl VAT i zabral mlodym 150 MLD zlotych z NFI

! Odpowiedz
1 17 glos_rozsadku

Ale Donald T. wygrał uczciwie z Hilary Clinton, więc mu się należy.

! Odpowiedz
9 43 opo2

"Tym razem warunki miały być trzy: nieduże nakłady inwestycyjne, działalność, która nie będzie wymagała ogromnych nakładów pracy i szansa, że firma będzie działała bez niej, gdyby znowu musieli się wyprowadzić. "

No, no, no, to się paniusia naumiała na tych swoich studiach, że hej!
Wyobraź sobie, że każdy chciałby pracować dla pasji, zainwestować najlepiej zero i żeby wszyscy za Ciebie wszystko robili, a pani prezes wpadnie raz na tydzień wypić kawkę i pobrylować na imprezach firmowych. Problem w tym, że takich biznesów nie ma, przynajmniej na początku kariery.
Lepiej wróć do tej Moskwy pojeździć z szoferem na zakupy, to opanowałaś zapewne do perfekcji.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
30 34 glos_rozsadku

To co mi w Polsce najbardziej doskwiera to pogoda. Tylko 3 miesiące w roku normalne: czerwiec - sierpień a potem ciągle plucha, ciemno i zimno.

! Odpowiedz

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.

Zapisz się na bezpłatny newsletter Bankier.pl