W praktyce obecna sytuacja związana z ujemną dynamiką cen, czyli deflacją w zasadzie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Z analizy danych odnośnie do cen wynika, że odnotowywany statystycznie spadek cen praktycznie jest nieodczuwalny. W teorii tanieje żywność, bo mieliśmy ciepłą zimę i wszystko ładnie urosło.


Sierpień 2014 roku przejdzie do historii gospodarczej Polski, bo pierwszy raz odnotowaliśmy deflację - w ujęciu miesięcznym i rocznym wyniosła ona -0,2%. Po części dzięki Rosjanom, ale w głównej mierze z powodu niezadowalającej koniunktury w polskiej gospodarce.
Na skutek blokady eksportu wieprzowiny, warzyw i owoców na Wschód – zwiększyła się podaż tych towarów, a zatem ceny odrobinę spadły. Ponadto w zeszłym roku spadły ceny energii o ok. 1%. Gospodarka Polski wyhamowała zanim zdążyła się rozpędzić. Zatrudnienie rośnie minimalnie, przedsiębiorcy nie są skłonni do zwiększania ryzyka inwestycyjnego, a banki specjalnie nie zwiększają ekspansji kredytowej. To i wiele innych czynników sprawia, że dynamika PKB w 2014 roku najprawdopodobniej będzie jednak niższa niż 3%.
Deflacja - pierwszy raz w historii Polski
Urojone szczęście konsumentów
Z natury rzeczy konsumenci powinni być szczęśliwi, że rośnie im siła nabywcza pieniądza. Nawet jeśli jest to bardzo mały wzrost. Większość konserwatywnych znawców wolnego rynku twierdzi, że nie ma lepszej sytuacji, gdy wartość zgromadzonych w portfelu pieniędzy rośnie i można nabyć za nie więcej produktów. Pod tym względem stała deflacja wydaje się dla konsumentów pożądanym zjawiskiem.
Zobacz także
Ekonomiści boją się deflacji. System gospodarczy w Polsce nastawiony jest na inflację stąd, gdy występuje zjawisko deflacji, to tak naprawdę nie wiadomo co robić. Przedsiębiorstwa nie mają motywacji do produkcji, bo muszą wytwarzać coraz więcej dóbr by zarobić ciągle te same pieniądze. W tym kontekście o wiele lepiej i łatwiej planuje się wydatki i inwestycje w warunkach inflacji, której wystąpienie uruchamia znane i dokładnie zbadane zachowania konsumentów.
Sprawa nie byłaby tak skomplikowana, gdyby nie fakt, że wciąż mowa o pieniądzu fiducjarnym, czyli takim, którego podaż może dowolnie kształtować Bank Centralny. I prawdopodobnie skorzysta on z tej możliwości i obniży stopy procentowe. Będziemy mieli wtedy dwa rekordy – najtańszy kredyt w historii oraz najniższą inflację (deflację).
Łukasz Piechowiak,Główny ekonomista Bankier.pl





























































