Ryszard Petru jest w błędzie lub celowo powtarza populistyczne hasła. Łącznie na 1,6 mln bezrobotnych jest tylko 220 tys. ludzi z wyższym wykształceniem (12%), z tego bezrobotni absolwenci stanowili 47 tys. osób.


Liczba zarejestrowanych bezrobotnych do 30. roku życia w sierpniu br. wynosiła 443 tys. Z tego do 24. roku życia bezrobotnych zarejestrowanych było 223 tys. osób. Oznacza to, że w wieku 25-30 lat mamy 220 tys. zarejestrowanych bezrobotnych i mniej niż co czwarty legitymuje się wyższym wykształceniem.
Za bezrobotnego absolwenta uznaje się osobę, która została zarejestrowana jako bezrobotna do 12 miesięcy po ukończeniu nauki. Dla porównania w rejestrze bezrobotnych widnieje 438 tys. osób z wykształceniem zasadniczym zawodowym i 355 tys. osób z wykształceniem średnim zawodowym lub policealnym.
Przeczytaj także
Młodzi mają ciężko niezależnie od wykształcenia
Sytuacja młodych na rynku pracy, niezależnie od wykształcenia, jest trudna. Ale w mniejszym stopniu dotyczy problemów w znalezieniu pracy niż wysokości zarobków po ukończeniu szkoły lub studiów, które często są śmiesznie niskie, w porównaniu do nakładów jakie zostały poniesione (przez samych studentów i ich rodziców), w trakcie okresu pobierania nauki - średnio ponad 50 tys. zł na osobę.
Kalkulacja jest prosta. Jeżeli po studiach będę zarabiać 1,8 tys. zł na rękę (niekoniecznie na umowie o pracę), a bez studiów mam 1,6 tys. zł na rękę, to nie ma sensu tracić 5 lat nauki i kilkudziesięciu tysięcy złotych, które mogą się nie zwrócić. Mimo tego trzeba pamiętać, że inwestycja w doświadczenie i wiedzę udokumentowana dyplomem może otworzyć drogę do wyższych zarobków - niestety, w polskiej rzeczywistości nie każdemu się to udaje.
Dotyczy to nie tylko humanistów, ale coraz częściej inżynierów, którzy w momencie rozpoczęcia nauki byli pewni, że po obronie dostaną ofertę za co najmniej 5 tys. zł miesięcznie, a dzisiaj cieszą się jak mają połowę z tego.
Często absolwent w pierwszej pracy w zawodzie zarabia znacznie mniej, niż gdy był np. kelnerem lub barmanem na studiach. To zniechęca ludzi do kształcenia, bo sam fakt zdobycia tytułu magistra przestał mieć znaczący wpływ na zarobki.
Duży wpływ na to ma wielka podaż studentów, obniżenie jakości kształcenia, ale też brak szacunku pracodawców do wiedzy swoich pracowników. Nie zmienia to faktu, że statystycznie sytuacja absolwentów na rynku pracy jest znacznie lepsza niż np. osób starszych lub ludzi z wykształceniem zawodowym. Być może uczelnie nie uczą pod kątem rynku pracy, ale nie oszukujmy się - wielu studentów też się samo nie uczy pod kątem przyszłego pracodawcy, nie sprawdzają rynku, nie sprawdzają wymagań, nie sondują. Wiele osób zwyczajnie liczy, że "jakoś to będzie". Zła sytuacja jest pochodną błędów w systemie kształcenia, ale studenci też nie są bez winy i bez zmuszenia ich większego zaangażowania tego problemu nie da się rozwiązać.

























































