Niekorzystny przebieg sesji giełdowych w USA (wtorkowej i początek dzisiejszej) sprawił, że w stosunku do zakończenia wtorkowych notowań ciągłych WIG 20 stracił aż 4,7%. Tak jak wczoraj indeksy tylko rosły, tak dziś tylko spadały. Podstawowa przyczyna to oczywiście spore spadki w USA we wtorek oraz negatywna reakcja kontraktów terminowych na słabsze wyniki IBM-a. Giełdy europejskie zareagowały spadkami, co jeszcze pogorszyło nastroje w u nas. Z dogrywkowego popytu nie pozostało wiele. O 14:30 w USA podano informacje o inflacji za wrzesień. Dane okazały się nieco gorsze od oczekiwanych, ale nie tak złe, jak dane o wzroście cen producentów. Jednak kolejne spółki podawały wyniki gorsze od oczekiwanych. Powolny spadek skończył się z chwilą początku sesji w USA. Zaczęła się wtedy... panika. Nasdaq otworzył się na dużym minusie. Lepiej wyglądał Dow Jones, ale tylko dlatego, że nie otworzył się jeszcze IBM. W chwili pierwszego notowania tej spółki DJ znalazł się natychmiast na –4% i zapowiadało się na krach. U nas w krótkim czasie indeks stracił prawie 2%. Jednak, jak jest to charakterystyczne dla rynku amerykańskiego, jeśli paniczne spadki występują na początku sesji, nie trwają długo. Tak jest i dziś, chociaż niczego do końca sesji nie można wykluczyć.