REKLAMA

PGZ będzie produkował pociski manewrujące. Polski gigant ma umowę z Anduril Industries

2025-10-27 13:50, akt.2025-10-27 17:45
publikacja
2025-10-27 13:50
aktualizacja
2025-10-27 17:45

Polska Grupa Zbrojeniowa podpisała porozumienie strategiczne z amerykańską firmą zbrojeniową Anduril, która produkuje pociski manewrujące Barracuda. Strony wyraziły chęć lokalizacji fabryki pocisków w Polsce. Szef PGZ nie wykluczył też wcześniejszego zakupu pocisków i transferu technologii.

PGZ będzie produkował pociski manewrujące. Polski gigant ma umowę z Anduril Industries
PGZ będzie produkował pociski manewrujące. Polski gigant ma umowę z Anduril Industries
/ Wikipedia.org / CC BY 1.0

Jak informuje PGZ, porozumienie, które zostało podpisane przez prezesa PGZ Adama Leszkiewicza i wiceszefa Anduril na Europę Briana Morana, „otworzy pole do współpracy w zakresie produkcji autonomicznych systemów powietrznych dla Sił Zbrojnych RP, w tym polskiej wersji pocisku manewrującego Barracuda-500M”.

– Porozumienie wyznacza drogę, jaką planują iść dwie spółki, ale nie zawiera w sobie żadnych konkretnych zapisów, takich jak zakup pocisków czy lokalizacja fabryki w Polsce – przekazał Leszkiewicz. – Zamykamy pierwszy etap negocjacyjny związany z identyfikacją obszarów (współpracy – PAP) i z budowaniem pewnego zaufania między oboma partnerami (…). Mówiąc w skrócie, za wcześnie jest, aby mówić o konkretach – dodał.

Z informacji przekazanych przez Leszkiewicza wynika, że PGZ jest zainteresowane produkcją w Polsce pocisków manewrujących Barracuda, choć nie jest wykluczone, że „współpraca obejmie również bezzałogowe statki powietrzne, czyli drony”. – Na razie skupiamy się na pociskach manewrujących (…). Naszą intencją jest to, żeby jak najszybciej (…) wymyślić sposób produkcji (w Polsce – PAP) – mówił szef PGZ.

Leszkiewicz podkreślił, że kwestią do dalszej dyskusji jest to, czy do produkcji pocisków zostanie wykorzystana już istniejąca fabryka, czy też będzie trzeba „szukać nowej infrastruktury”. Wskazał też, że „raczej przesądzone jest”, iż udział w tym procesie będzie brał biznes prywatny, a PGZ będzie współfinansował tę inwestycję.

Prezes PGZ nie wykluczył wcześniejszego zakupu przez Polskę amerykańskich pocisków. – Jeżeli potrzeby Sił Zbrojnych będą wymagały szybkiego rozwiązania, wówczas nasz wspólny komponent spowoduje asemblację pocisku i jego szybkie dostarczanie do Ministerstwa Obrony Narodowej. Natomiast w normalnym przypadku chcemy oprzeć się na produkcji i na lokalizacji produkcji w naszym kraju – powiedział Leszkiewicz.

Dodał, że PGZ rozmawia z Anduril o transferze technologii – „czy, i jak jest to w ogóle możliwe”.

Wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota, pytany przez dziennikarzy, czy planowany jest zakup wspomnianych pocisków jeszcze przed otwarciem fabryki w Polsce, ocenił iż, „należy przypuszczać, że nasze Siły Zbrojne będą zdecydowanie zainteresowane tego typu rozwiązaniami”.

Wiceszef Anduril na Europę powiedział wczoraj, że jego firma jest gotowa na sprzedaż pocisków Polsce.

Pocisk Barracuda 500 z głowicą o masie ponad 100 funtów ma zasięg ponad 800 km. Przeznaczony jest do strzelania z samolotów bojowych i transportowych oraz odpowiednich wyrzutni naziemnych. (PAP)

sza/ ugw/

Źródło:PAP Biznes
Tematy
Te konta firmowe mogą być darmowe. Sprawdź oferty banków
Te konta firmowe mogą być darmowe. Sprawdź oferty banków

Komentarze (18)

dodaj komentarz
nierzad
bedą manewrowac pociskami,żeby ci poliniaku wyrwac wszystko
od_redakcji
Jeśli twoje istnienie oparłeś o zależność od polityków, cześć, to był zły plan.
od_redakcji
No więc — zamiast żyć w neutralnej zgodzie z sąsiadami, jakbyśmy mieli jakąś prostą receptę na stabilność, Polska stoi jak wędrowiec pod sklepem z fajerwerkami: „wezmę tylko jedno pudełko”, a potem cały dom w ogniu. Historia uczy: dość szybko dajemy się wplątać w cudze ambicje, po czym sprzątamy zgliszcza i liczymy straty. Teraz No więc — zamiast żyć w neutralnej zgodzie z sąsiadami, jakbyśmy mieli jakąś prostą receptę na stabilność, Polska stoi jak wędrowiec pod sklepem z fajerwerkami: „wezmę tylko jedno pudełko”, a potem cały dom w ogniu. Historia uczy: dość szybko dajemy się wplątać w cudze ambicje, po czym sprzątamy zgliszcza i liczymy straty. Teraz mamy nowy rozdział — PGZ + Anduril = pociski za pas, fabryka „może kiedyś”, transfer technologii „może”, a rachunek? Rachunek rośnie już dziś.

Patrząc ironicznie: cudownie. W samym środku kryzysu, kiedy dług puchnie, podatki pchają się w stratosferę, a pensje topnieją, ogłaszamy — z dumą i apetytem na kontrakty — narodową terapię wstrzyknięcia adrenaliny do przemysłu zbrojeniowego. To działa zawsze: niech najpierw spłonie socjal, potem postawimy czołg zamiast żłobka, a za dekadę opowiemy wnukom, że inwestycja w pociski to był „plan naprawczy”.

Czy polski naród jest naprawdę aż taki „głupi”? Nie. Naród to często ciężko pracujący, sceptyczny i zmęczony lud. Problem leży gdzie indziej — w elitach, które myślą kategoriami deficytu uwagi i rentowności kontraktów. One widzą w zbrojeniach złote jaja: miejsca pracy (dla wybranych), transfery podatków w formie zamówień i medialny blask „siły państwa”. Tyle że to jest model ekonomiczny przypominający leczenie cukrzycy cukierkami: krótkotrwałe ożywienie dla wąskiej grupy, długotrwała ruina dla reszty.

Ironiczny paradoks: jeśli ktoś naprawdę chce „wzmocnić kraj”, to nie wysyła budżetu na kolejne zestawy rakiet — tylko na pewne rzeczy, które realnie obniżają koszty życia i wzmacniają odporność państwa: stabilne źródła energii, koleje, mieszkania, służbę zdrowia, edukację techniczną, badania energetyczne. Każde euro wydane rozsądnie mnoży PKB i spokój społeczny. Każde euro wydane głównie na sprzęt wojskowy mnoży… napięcie i zależność od zewnętrznych sojuszy.

Kto na tym zarabia? Nie naród — zarabiają koncerny, lobbyści, politycy, którzy przytulą się do „bezpieczeństwa” jak do koca przed zimą. A zwykły obywatel? Ten dostaje rachunek: wyższe podatki, droższe kredyty, mniej usług publicznych i więcej słów o „obronności” w telewizji.

Puentując — utopijnie: wyobraźmy sobie Polskę, która zamiast pompować miliardy w pociski, inwestuje je w samowystarczalność: tańszy prąd, tanie mieszkania, szkoły, kolej szybkich połączeń i cyfrową transformację gospodarki. Wyobraźmy sobie, że nie musimy udowadniać komuś na politycznej scenie, że „jesteśmy twardzi”, bo prawdziwa siła kraju to stabilne życie jego obywateli. To nie jest głupota — to strategia przetrwania.

Więc pytanie nie brzmi: „Czy naród jest głupi?” — tylko: czy pozwolimy, by elity sprzedawały nam fałszywy patriotyzm w zamian za cudze kontrakty? Jeśli nie — pora powiedzieć «stop» i wybrać inwestycje, które naprawdę budują przyszłość, a nie tylko defiladę.
moravietz
Popwolujesz sie na historie ignorujac fakty, ze zycie z cyrylicopismiennym sebkiem za miedzą ZAWSZE konczy sie napascia jesli jestes neutralny
hadwao
Chinski Juan najsilniejszą waluta świata, bo opartą na metalach ziem rzadkich .My mamy miedż .to możemy prowadzić
handel wymienny.
to_i_owo
Plany piękne, ale skąd mają zamiar brać metale ziem rzadkich na które komunistyczne Chiny nałożyły embargo w zastosowaniach wojskowych, a bez których to mogą się skupić raczej na bagnetach i karabinach bo nic bardziej skomplikowanego nie da rady zrobić?
darius19
wniosek z komentarza - nie produkowac. Absurdalne mieszanie tematu ziem rzadkich. Wiec baterii tez nie robic (Polska duzy producentem), samochodow itd... tez nie?
to_i_owo odpowiada darius19
Na mz rzadkich do baterii nie ma embarga
Embargo będzie na zastosowania militarne i podwójne

Co do produkcji, to jak chcesz produkować jeżeli nie masz niezbędnych, niezastępowalnych surowców?
Ideologią, zacietrzewieniem ani dobrymi chęciami tego nie nadrobisz

od_redakcji odpowiada darius19
Darius mówi: „Absurd! Nie mieszajmy tematów ziem rzadkich, to paraliżuje produkcję!” — czyli wg niego Polska powinna w ogóle przestać robić baterie, samochody i technologie. Bagnety i drewniane sztabki w pełnej gotowości!
samsza
Licencje z Zachodu, biznes jak za Gierka.
Montownia 2.0

Powiązane: Modernizacja polskiej armii

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki